fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Polska-Rosja: To Putin rozegra rocznice

27 stycznia 2005 r. prezydent Rosji Władimir Putin na obchodach 60. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau
AFP
Od Kremla zależy, jak będą wyglądały w szczycie polskiej kampanii prezydenckiej obchody 10. rocznicy w Smoleńsku.

„Oczywiste jest, że decyzja, aby zorganizować tę uroczystość w wąskim gronie, stanowi kolejny przejaw wypaczonego światopoglądu administracji polskiej, która ze względu na chwilowe priorytety polityczne systematycznie fałszuje kroniki Drugiej Wojny Światowej i okresu powojennego. Niech pozostanie to na sumieniu obecnych władz polskich" – napisał 20 marca w specjalnym oświadczeniu rosyjski MSZ o liście zaproszonych do Polski na obchody rocznicy 1 września.

Jednak obchody 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady w Auschwitz-Birkenau mają już wyglądać zupełnie inaczej.

– Gdy idzie o 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, klucz do listy zaproszeń dla przywódców innych państw ma charakter współczesny, a nie historyczny. Jednak wspieramy ideę Muzeum Auschwitz-Birkenau, żeby zapytania dotyczące udziału obcych delegacji w obchodach 75. rocznicy wyzwolenia obozu odnosiły się do historycznej roli państw, które były związane z tym wydarzeniem, a więc oczywiście także do Rosji. Nie kierujemy się logiką Grzegorza Schetyny z 2015 r., który odmówił Rosji prawa do udziału w obchodach wyzwolenia Auschwitz i twierdził, że obóz wyzwolili Ukraińcy. Zgodnie z tradycją obchody organizuje jednak Muzeum i Pałac Prezydencki nie może sugerować, jaki powinien być charakter delegacji zagranicznych, w tym rosyjskiej. Pozostawiamy to organizatorom i gościom – mówi „Rzeczpospolitej" szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

Nie tylko historia

Polskie źródła tłumaczą, że różnica w charakterze obchodów bierze się z roli, jaką Moskwa odegrała w wydarzeniach, które mają być czczone. W 1939 r. Związek Radziecki nie tylko był agresorem, ale nawet współczesna Rosja nie chce tego przyznać. Co więcej, także dziś nie respektuje prawa międzynarodowego i zasad demokracji. W 1945 r. Kreml miał natomiast wydatny wkład w zwycięstwo nad hitlerowską Rzeszą.

Jednak nie tylko o historię tu chodzi. Udział Rosji w obchodach wyzwolenia Auschwitz, w szczególności gdyby do Polski przyjechał premier czy nawet prezydent Rosji, mógłby stworzyć zupełnie inną atmosferę dla uroczystości ku czci 10. rocznicy katastrofy samolotu Tu 154 M w Smoleńsku z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie.

Na razie nie wiadomo, czy Moskwa zgodzi się, aby na miejsce tragedii pojechał prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jarosław Kaczyński. Moment będzie podwójnie symboliczny, bo przypadnie w najgorętszym etapie kampanii przed wyborami prezydenckimi.

Moskwa nie odsłania kart, zarówno gdy idzie o uroczystości w Auschwitz, jak i Smoleńsku. – Obecnie nie posiadamy oficjalnych informacji o tym, czy będą zapraszane na uroczystości w związku z 75. rocznicą wyzwolenia obozu zagłady Auschwitz-Birkenau w styczniu 2020 r. delegacje zagraniczne. Wobec tego nie istnieje teraz temat dla komentarzy o tym, czy przybędzie z tej okazji rosyjska delegacja i na jakim szczeblu – mówi „Rz" ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andriejew. – Kwestia organizowania uroczystości w Smoleńsku w kwietniu 2020 r. w związku z dziesięcioleciem katastrofy samolotu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej między polską a rosyjską stroną nie była omawiana. Nie mam żadnych komentarzy na ten temat – dodaje.

Zainteresowani rocznicą w Auschwitz

Na to, czy przedstawiciel Kremla weźmie udział 27 stycznia 2020 r. w obchodach 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady, wpływ ma dyrekcja Muzeum Auschwitz. To ta placówka, wraz z Międzynarodową Radą Oświęcimską, tradycyjnie organizuje obchody. I to ona pyta ambasady kilkudziesięciu krajów, czy wybiera się ich delegacja. Nie tylko politycy mają być obecni.

– Zdecydowanie prym w czasie uroczystości będą wiedli byli więźniowie, w tej chwili szacuję, że od 120 do 150 osób. Przywódcy się zapewne pojawią, bo takie jest oczekiwanie społeczne w ich krajach, ale nie będą przemawiali – mówi „Rzeczpospolitej" Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz.

– Nie będzie zaproszeń, tak jak nie było podczas 70. rocznicy. Ambasadorowie krajów zainteresowanych dostaną informację wraz z zapytaniem, czy ktoś przyjeżdża czy nie. Tylko informacja i zapytanie, nie ma to dyplomatycznej rangi zaproszenia – dodaje dyrektor.

Te kilkadziesiąt zainteresowanych krajów to, jak wyjaśnia Piotr Cywiński, państwa Unii Europejskiej oraz wszystkie inne, które uczestniczyły w funduszu na rzecz zachowania miejsc pamięci. Spoza UE są to – jak czytamy na stronie internetowej Muzeum (według zastosowanej tam kolejności) – USA, Szwajcaria, Izrael, Rosja, Australia, Kanada, Norwegia, Azerbejdżan, Nowa Zelandia, Turcja, Watykan, Gruzja, Monako, Argentyna, Liechtenstein.

Informacja dotrze też do ambasady Federacji Rosyjskiej. Na razie jednak nie ma żadnych konkretów w sprawie przyjazdu polityków z jakiegokolwiek kraju.

Przed poprzednią ważną rocznicą, 27 stycznia 2015 r., jak mówi Piotr Cywiński, kilka państw odpowiedziało z końcem lata poprzedniego roku, większość z początkiem grudnia, poważna grupa bardzo późno – dopiero w styczniu.

Tamtej rocznicy towarzyszyło napięcie między Zachodem i Rosją, związane z rosyjską agresją na Ukrainie. Władimir Putin nie przyjechał. Był na uroczystościach rocznicowych w Auschwitz w 2005 r.

Stan zamrożenia

Z naszych informacji wynika, że decyzja o tym, czy i kto będzie reprezentował Rosję w Auschwitz, zostanie podjęta na najwyższym szczeblu na Kremlu. Bo też może ona oznaczać przełom we wzajemnych stosunkach.

Na szczeblu głów państw polsko-rosyjskie kontakty zamarły niemal dziesięć lat temu, po tym, jak wizytę w naszym kraju złożył ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew. Ale nawet na poziomie ministrów relacje między Warszawą i Moskwą prawie nie istnieją. W grudniu ub.r. do Polski przyleciał rosyjski minister ochrony środowiska, dwa lata wcześniej był szef resortu kultury.

Innym symbolem zamrożenia dwustronnych relacji jest los wraku prezydenckiego tupolewa, który mimo wielokrotnych próśb o zwrot ze strony polskich władz pozostaje w Smoleńsku.

– W tej sprawie wszystko pozostaje bez zmian, kierujemy się prawem rosyjskim, które stanowi, że dopóki śledztwo w Rosji trwa, materiały dowodowe muszą pozostać do dyspozycji rosyjskich organów śledczych – mówi ambasador Andriejew.

Nieoficjalnie wiadomo, że Moskwa nie odda szczątków samolotu, dopóki polska strona ostatecznie nie zamknie śledztwa i oficjalnie nie uzna, że doszło do katastrofy, a nie zamachu przeprowadzonego przez Rosjan.

Polsko-rosyjskie relacje znalazły się jednak w zapaści przede wszystkim z powodu kryzysu na Ukrainie. Moskwa nie może darować, że to Polska stała za ideą Partnerstwa Wschodniego, bez którego zapewne nie byłoby Majdanu. Tym bardziej że Warszawa należy do tych stolic Unii, które najmocniej naciskają na utrzymanie sankcji wobec Rosji, wstrzymanie budowy gazociągu Nord Stream 2 i wzmocnienie obecności USA na wschodniej flance NATO.

Dlatego próba odnowienia dwustronnych stosunków przez szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który dwukrotnie wysyłał do Moskwy swoich zastępców, spełzła na niczym. Jacek Czaputowicz takich prób już nie powtórzył.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA