fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Emmanuel Macron potrzebuje Polski

Emmanuel Macron
Prezydent Macron 17 marca przyjmie premiera Morawieckiego
AFP
Francuzi chcą w naszym kraju wejść w lukę po Donaldzie Trumpie. W środku pandemii interesy są na wagę złota.

Do tanga trzeba dwojga: aby doszło do zbliżenia między oboma krajami, zainteresowana musiałaby być także Polska. Z naszych informacji wynika, że błogosławieństwo przyszło z samej Nowogrodzkiej: skoro Joe Biden od przeszło czterech miesięcy nie dzwoni do Andrzeja Dudy, to czas pokazać Amerykanom, że nasz kraj może grać nie tylko z Waszyngtonem.

Mamy więc niezwykłe przyspieszenie kontaktów na linii Paryż–Warszawa. W ubiegłym tygodniu na pierwszą zagraniczną wizytę od wybuchu pandemii polską stolicę wybrał szef potężnej konfederacji francuskiego przemysłu Medef Geoffroy Roux de Bezieux. W tym tygodniu w jego ślady poszedł minister ds. europejskich Clement Beaune.

A już do wyjazdu do Paryża szykuje się wicepremier Jarosław Gowin, którego przyjmie od dawna opowiadający się za zbliżeniem z Polską minister gospodarki Bruno Le Maire. Kulminacja tego dyplomatycznego przetasowania nastąpi 17 marca, gdy na zaproszenie Emmanuela Macrona na spotkanie w Pałacu Elizejskim pojedzie Mateusz Morawiecki.

Spotkanie z Lempart

Clement Beaune w grudniu w magazynie gejowskim „Tetu" („Uparty") przyznał się do orientacji homoseksualnej. Zapowiedział wówczas, że odwiedzi w naszym kraju jedną ze „stref wolnych od LGBT". Miał to być Kraśnik. Ostatecznie do wizyty nie doszło, bo, jak tłumaczył Beaune, polskie władze miały mu oświadczyć, że w środku pandemii byłoby to niebezpieczne.

Mimo to francuski minister od poniedziałku mnożył gesty, które miały pokazać zaniepokojenie Paryża stanem praworządności w Polsce. 8 marca odwiedził Centrum Praw Kobiet, rozmawiał z liderką Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Martą Lempart i rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem. Następnego dnia pojechał do Gdańska na grób Pawła Adamowicza i spotkanie z prezydent miasta Aleksandrą Dulkiewicz. Planowano także rozmowy z Lechem Wałęsą.

Zaś w czasie zdalnego spotkania ze studentami Kolegium Europejskiego w Natolinie Beaune tłumaczył, że wszystkie prawa są połączone: i te należne kobietom, i te obejmujące środowisko LGBT, i te związane z praworządnością w ogóle.

Francuskie służby nie dopuściły jednak do spotkania ministra z polskimi dziennikarzami, tak jakby przesłanie Beaune'a było pomyślane na rynek wewnętrzny: przekreślenie zarzutów, że na rok przed wyborami prezydenckimi, w których Macron najpewniej znów zetrze się z Marine Le Pen, obecny francuski obóz władzy flirtuje z „wartościami skrajnej prawicy".

W podobnej sytuacji, gdy szef włoskiej dyplomacji Luigi di Maio spotkał się w Paryżu w delegacją tzw. żółtych kamizelek, Macron po raz pierwszy od drugiej wojny światowej ściągnął na konsultacje francuskiego ambasadora w Rzymie. Jednak na gesty Beaune'a polskie władze reagowały nad wyraz wstrzemięźliwie.

– Mam nadzieje, że każda europejska stolica potrafi odróżnić szum polityczny, często ostre konflikty społeczne, obecne wszędzie, od treści polityki. Przy wszystkich różnicach zdań potrafimy prowadzić normalną grę interesów w innych, najczęściej znacznie bardziej pragmatycznych dziedzinach. Gdyby te nabrzmiałe spory prowadziły do blokady, straty byłyby nieproporcjonalne dla wszystkich. Tego nikt nie chce – przyznał „Rzeczpospolitej" minister ds. europejskich,Konrad Szymański.

Lotnisko w Baranowie

Za parawanem politycznych czy wręcz ideowych sporów oba kraje mają do ugrania bardzo dużo. Przyznał to sam Beaune: „byłoby idiotyczne, gdyśmy nie współpracowali tam, gdzie mamy wspólne interesy".

Od odwołania wizyty w Warszawie przez ówczesnego prezydenta Francois Hollande'a w lipcu 2016 r., gdy rząd bez uprzedzenia zerwał kontrakt na zakup francuskich helikopterów Caracal, bliskie współdziałanie między oboma krajami nigdy nie zostało przywrócone. Co prawda w lutym 2020 roku nad Wisłę przyleciał Macron, ale wybuch pandemii zaraz potem zamroził dalsze kontakty.

Teraz ku Polsce Francuzów pcha bardzo trudna sytuacja gospodarcza: każdy kontrakt jest na wagę złota. Ochłodzenie relacji Polski z Waszyngtonem jest zaś uznawane w Paryżu za szanse na wejście na pole, które do tej pory było uważane za obszar zarezerwowany dla Amerykanów. Chodzi przede wszystkim o siłownie jądrowe.

– Jeśli Francuzom udałoby się zbudować kilka reaktorów w Polsce, oznaczałoby to renesans kluczowej dla Paryża branży – mówi „Rzeczpospolitej" doskonały znawca tematu.

Paryż widzi też dobry interes w zaangażowaniu się w rozwój wielkich projektów infrastrukturalnych w naszym kraju (w tym CPK), udziale w transformacji energetycznej, cyfryzacji gospodarki.

Nie tylko o gospodarkę tu chodzi. Odejście Trumpa i brexit składają się także na nowe rozdanie kart na scenie politycznej Unii. Tym bardziej że na pół roku przed odejściem Angeli Merkel trudno spodziewać się spektakularnych inicjatyw ze strony Berlina. Z Polakami Macron chciałby pchnąć do przodu kwestię opodatkowania wielkich potentatów internetowych czy dojść do wspólnych ustaleń w sprawie podatku od emisji dwutlenku węgla. Oba kraje łączą ambicje rozwoju produkcji baterii do aut elektrycznych i szerzej wykucia zgodnie z gaullistowską tradycją czempionów na skalę europejską np. w informatyce. Dla Macrona, który doszedł w maju 2017 r. do władzy pod hasłem pogłębienia integracji europejskiej, każdy sukces na tym polu jest cennym punktem w walce o reelekcję.

Odejście tak Trumpa z Białego Domu, jak i Wielkiej Brytanii z Unii mocno uwiera jednak i Polskę. Tym bardziej że prorosyjskie ciągoty Węgier pokazują ograniczony potencjał współpracy wyszehradzkiej. Warszawa poszukuje więc partnerów we Wspólnocie: po Hiszpanii czas przyszedł na Francję.

Wszystko to nie wystarczy jednak dla opracowania wspólnej polsko-francuskiej wizji integracji. O tym świadczy wystąpienie Beaune'a w Natolinie. Minister roztoczył w nim wizję suwerennej Unii, która aby nie wpaść w uzależnienie od Ameryki i Chin musi działać szybko i pogodzić się z dywersyfikacją.

To sygnał, że Paryż mimo oporu Berlina nie porzucił idei budowy bardziej zintegrowanego „jądra" Unii, czemu Polska jest zdecydowanie przeciwna. Tym bardziej że, jak przyznał Beaune, nad Sekwaną wciąż żywy jest sentyment do „czasów, gdy Unia była przedłużeniem Francji" i ograniczała się do sześciu krajów członkowskich. Zdaniem Francuza błędem Unii było też to, że nie zaproponowała krajom sąsiedzkim innej formy rozwoju współpracy niż członkostwo w UE.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA