fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Policjantka przyłapana na łamaniu prawa wygrała proces o ochronę wizerunku - wyrok SN

Fotorzepa / Roman Bosiacki
Publikacja zdjęcia funkcjonariusza publicznego ingeruje w prywatność głębiej niż ujawnienie jego pełnych danych osobowych.

To konkluzja wyroku Sądu Najwyższego, który rozpoznał skargę kasacyjną redakcji lokalnej gazety z Trzebnicy na wyrok wrocławskiego sądu. Uznał on, że naruszono prawa autorskie, publikując zdjęcie i film z policjantką, która – jak się okazało – nie miała prawa jazdy, a prowadziła swój samochód. Sprawa była głośna w 2012 r., gdy czytelnik powiadomił redakcję, że funkcjonariuszka już ośmiokrotnie oblała egzamin na prawo jazdy, a mimo to jeździ, i to bardzo niebezpiecznie, swym samochodem do pracy – w trzebnickiej drogówce.

Dziennikarka gazety osobiście potwierdziła prawdziwość informacji, a dodatkowo nagrała film, na którym widać, jak policjantka w cywilu podjeżdża samochodem pod komendę. Gazeta opublikowała tekst z pełnymi danymi policjantki, do którego dołączono nagrany film. Widać na nim i twarz kobiety, i numery rejestracyjne jej samochodu. Dla funkcjonariuszki sprawa skończyła się karą dyscyplinarną nagany i 500 zł mandatu za jazdę bez uprawnień. Wówczas to ona przystąpiła do kontrataku. Pozwała gazetę za naruszenie dóbr osobistych i praw autorskich. Żądała przeprosin i zadośćuczynienia. Wrocławskie sądy – okręgowy i apelacyjny – orzekły, że materiał prasowy był rzetelny i przygotowany starannie. Sąd odwoławczy uznał jednak, że redakcja naruszyła art. 81 ust. 1 § 2 prawa autorskiego i praw pokrewnych, publikując wizerunek policjantki bez jej zgody.

Z tym ustaleniem walczył pełnomocnik redakcji, wspierany przez Helsińską Fundację Praw Człowieka, w skardze kasacyjnej niedawno rozpoznanej przez SN. Według adwokata Grzegorza Leśniewskiego pojęcia „osoby publicznej" i „powszechnie rozpoznawalnej" są nieostre. W tym wypadku było uzasadnione pokazanie twarzy stróża prawa, który sam przepisy naruszył, tym samym „wkraczając na arenę publiczną". Przywołał orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, które nakazują realizować prawo do informacji bez ingerencji władz publicznych.

– Taką ingerencją był wyrok ws. fotografii policjantki – mówił.

SN oddalił skargę.

– Orzecznictwo strasburskie przyznaje jednostce kontrolę nad wizerunkiem – przypomniał sędzia SN Paweł Grzegorczyk. Sąd uznał, że kryterium „powszechnej znajomości" ustawione jest wysoko, a powódka weszła na arenę publiczną ex post. Wartość informacyjną zdjęcia – w porównaniu z wartością samego artykułu – uznał za raczej niewielką. Istotne było poinformowanie o zdarzeniu, nawet z danymi powódki, która nie zaprzeczała, że prowadzi bezprawnie.

Wyrok kończy sprawę w Polsce. Prawnik redakcji – choć podkreśla, że SN dał wytyczne do interpretacji przepisów – rozważa skargę do Strasburga.

– Policjantka powinna liczyć się z głębszą ingerencją w prywatność, obejmującą też jej wizerunek. Świadomym zachowaniem skupia na sobie uzasadnione zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Skoro jednak zdaniem SN art. 81 prawa autorskiego nie obejmuje takich przypadków, może warto rozpocząć dyskusję o jego modyfikacji – mówi „Rz" Dorota Głowacka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

sygn. akt V CSK 51/17

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA