Z komunikatu Ministerstwa Edukacji Narodowej umieszczonego na stronie internetowej resortu wynika, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w szkole podstawowej w klasach IV-VIII i przez dwa lata nauki w szkole ponadpodstawowej. „O tym, czy przedmiot będzie realizowany w klasach I i II, II i III czy w klasach I i III szkoły ponadpodstawowej, decydować będzie dyrektor szkoły” – czytamy.  

Reklama
Reklama

Edukacja zdrowotna. Co zostanie z zagadnień dotyczących seksu?

Z zapowiedzi resortu wynika, że obowiązkowe będą takie działy jak: bezpieczeństwo, higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień, zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne oraz pierwsza pomoc. A dotychczasowej podstawie programowej edukacji zdrowotnej przyjrzy się zespół ekspertów i będzie miał za zadanie okrojenie jej z zagadnień z zakresu zdrowia seksualnego. Te zostaną przeniesione do części nieobowiązkowej (to prawdopodobnie dwie godziny w roku).

Czytaj więcej

Joanna Ćwiek-Świdecka: Dlaczego takiej edukacji zdrowotnej nie można było wprowadzić od razu?

Szefem tego zespołu został prof. Zbigniew Izdebski, pedagog i seksuolog – on także odpowiadał za stworzenie podstaw programowych dla całego przedmiotu. Poza nim w zespole będą pracować: Antonina Kopyt, nauczycielka wychowania do życia w rodzinie; Dariusz Samborski, prezes Lubelskiej Izby Lekarskiej; Aleksandra Lewandowska, konsultantka krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży; Joanna Napierała, przewodnicząca Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15 r.ż. Obecność Napierały pokazuje, że zagadnienia związane z ochroną dzieci przed krzywdzeniem – choć obecnie znajdują się w części dotyczącej zdrowia seksualnego – z podstawy programowej nie zostaną usunięte.

To jest zresztą zgodne z intencją ministry Barbary Nowackiej, która w podcaście „Szkoła na nowo” mówiła: „Jeżeli to miałoby być albo nie być dla edukacji zdrowotnej jako obowiązkowej, to jestem skłonna do kompromisu, by ta godzina dotycząca zdrowia seksualnego była nieobowiązkowa”. I dodała, że „musimy dobrze przygotować podstawy – tak żeby żadne dziecko nie było poszkodowane brakiem wiedzy na potrzebne tematy”.

O edukacji zdrowotnej częściej wypowiadają się sceptycy niż zwolennicy 

Szefowa resortu edukacji nie ukrywa, że decyzja w sprawie tego przedmiotu miała i ma charakter stricte polityczny. Do edukacji zdrowotnej od samego początku sceptycznie podchodziło Polskie Stronnictwo Ludowe, a w ubiegłym roku wicepremier i szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz bez wiedzy kierownictwa MEN oznajmił na konferencji prasowej, że będzie to przedmiot fakultatywny. Nowacka, choć początkowo na to się nie zgadzała, ostatecznie się do tego przychyliła – choć zaznaczała, że żałuje, iż tak się stało.

Finalnie na fakultatywną edukację zapisał się mniej niż co trzeci uczeń. Często z uwagi na nadmierne obciążenie innymi obowiązkami – dyrektorzy szkół zwracali uwagę na to, że najmniej chętnych jest w klasach VII i VIII.  

Czytaj więcej

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz o pomyśle ministry edukacji. „To naprawdę mija się z sensem”

I widać to już w pierwszych reakcjach – jak wynika z analizy przygotowanej w piątek przez kolektyw Res Futura, informacja o nowym przedmiocie doczekała się przeszło 7 tys. wzmianek na platformie X, a większość z nich miała charakter emocjonalny (m.in. złość i poczucie zagrożenia – 38 proc., rozczarowanie – 20 proc., lęk o dzieci – 18 proc.).  

Dyskusje w sieci wygrywa strona prawicowa, bo ok. 40 proc. wpisów kręci się wokół tego, że edukacja zdrowotna to lewicowa indoktrynacja dzieci. Przeciwnicy nowego przedmiotu zdają się nie zauważać, że z obowiązkowego programu nauczania wypadło zdrowie seksualne. „To tylko chwyt taktyczny, by uspokoić opinię publiczną. Cała podstawa programowa jest przesiąknięta ideologią, a włączenie treści seksualnych do modułu obowiązkowego to tylko kwestia czasu” – tłumaczy w serwisie X Instytut Ordo Iuris i apeluje o odwołanie Nowackiej ze stanowiska.

Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak mówi wprost, że to „zamach na polskość i dzieci”. A kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek połączył tę sprawę z aferą pedofilską z Kłodzka. „Czyli Koalicja Obywatelska Tuska, ze swoimi skandalami z dolnośląskiego, ustami Nowackiej mówi Polakom: IDZIEMY PO WASZE DZIECI” – napisał na X.

Wpisy pozytywnie odnoszące się do edukacji zdrowotnej (spokojniejsze w tonie, choć często krytyczne wobec usunięcia edukacji seksualnej) to zaledwie 22 proc. wszystkich wzmianek. Decyzję tę popierają nie tylko eksperci edukacyjni, ale także np. Naczelna Izba Lekarska.

Politycy koalicji mniej zaangażowani w dyskusję o edukacji zdrowotnej. Z jednym wyjątkiem

Politycy rządzącej koalicji raczej się tą sprawą nie emocjonują. Wyjątek stanowi Polska 2050, której szefowa Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz natychmiast zareagowała na decyzję Nowackiej w serwisie X. „Szlag człowieka trafia, jak patrzy na to, co dzieje się w edukacji. Rok temu mówiliśmy: edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa poza modułem edukacji seksualnej”. I podkreśliła, że Barbara Nowacka się na to nie zgadzała. Rok później przyjęła właśnie takie rozwiązanie, nie zwracając uwagi na to, że projekt PL2050 od dawna jest już gotowy. „Po roku większość uczniów wypisała się z edukacji zdrowotnej, a sam przedmiot stał się niestety memem”.

Wpis ten wywołał natychmiastową reakcję Nowackiej, która zarzuciła Pełczyńskiej-Nałęcz brak umiejętności współpracy. Awantura pochłonęła, według Res Futury, 18 proc. uwagi internautów. Nic z niej nie wyniknęło, ale Polska 2050 daje tym samym do zrozumienia, że zależy jej na tematyce dziecięco-rodzinnej, jak właśnie edukacja zdrowotna czy zakaz smartfonów w szkole.