Powiedzieć, że wprowadzanie do szkół przedmiotu edukacja zdrowotna było burzliwe, to nic nie powiedzieć. Najpierw miał być to przedmiot obowiązkowy (od IV klasy podstawówki), co spowodowało protesty ze strony prawicy, biskupów, a także koalicyjnego PSL (którego szef, Władysław Kosiniak-Kamysz, z zawodu jest lekarzem). W wielu miastach odbywały się demonstracje, na których brylowali politycy PiS, zarzucając „tęczową/lewicową ideologizację”. Ostatecznie, pod wpływem wyborczych sondaży i zbliżających się wyborów prezydenckich, zdecydowano, że będzie to przedmiot fakultatywny. Co było gwoździem do trumny, bo finalnie chodzi na niego ok. 30 proc. uczniów. A wyborów prezydenckich rządząca koalicja i tak nie wygrała.
Czytaj więcej
Na decyzję w sprawie obowiązkowej edukacji zdrowotnej trzeba będzie poczekać co najmniej tydzień. Choć ministra edukacji Barbara Nowacka zapewniała...
Czego uczniowie mieli uczyć się o zdrowiu seksualnym w ramach edukacji zdrowotnej?
Teraz temat wrócił. Barbara Nowacka obiecywała, że decyzję w tej sprawie podejmie do końca marca. Z lekkim poślizgiem, 9 kwietnia usłyszeliśmy w porannym wywiadzie w TVN24, że edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym. Choć z nieco wybitymi zębami – bez części dotyczącej zdrowia seksualnego.
Bo główny problem był właśnie w seksie. W rozporządzeniu MEN z marca ubiegłego roku wskazano, że podczas tego komponentu uczniowie będą poznawać zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym, seksualnością człowieka, budową narządów płciowych oraz kiedy dochodzi do zapłodnienia. Wspomniano także o autonomii cielesności, tematach o płciowych stereotypach, przekraczaniu barier intymnych, ochronie seksualności osób poniżej 15 r.ż. i gdzie szukać pomocy w sytuacji zagrożenia.
Przeciwnicy nowego przedmiotu uważali, że są to sprawy, o których dziecko powinno dowiadywać się w domu od rodziców i domagali się powrotu dawnego wychowania do życia w rodzinie. Nic to, że poprzedni przedmiot traktował zdrowie seksualne szerzej – tyle że w rodzinie. Ani że o budowie układu rozrodczego dzieci uczą się już na przyrodzie w IV klasie. Także argument, że seksualnie dzieci najczęściej krzywdzone są w najbliższym otoczeniu wydawał się nie docierać – tu już naprawdę nie wiem, jak może komuś przeszkadzać zapobieganie krzywdzeniu dzieci.
Jaka jest cena kompromisu w sprawie edukacji zdrowotnej?
Zdrowia seksualnego na obowiązkowej edukacji zdrowotnej nie będzie – będą to zagadnienia nieobowiązkowe. Będzie natomiast wiele ważnych i potrzebnych rzeczy, jak zasady zdrowego odżywiania, znaczenie badań profilaktycznych, rola sportu i aktywności fizycznej w zachowaniu zdrowia, czy wreszcie kwestie zdrowia psychicznego, które wśród młodych ludzi są gigantycznym problemem. – Jeżeli to miałoby być albo nie być dla edukacji zdrowotnej jako obowiązkowej, to jestem skłonna do kompromisu, by ta godzina dotycząca zdrowia seksualnego była nieobowiązkowa – mówiła Barbara Nowacka w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.
Dlatego patrząc z tej perspektywy, trzeba się cieszyć, że młodzi ludzie nauczą się w szkole czegoś, co pozwoli im żyć długo i cieszyć się dobrym zdrowiem. Lepszy rydz niż nic. Pytanie tylko, dlaczego edukacji zdrowotnej w takiej wersji nie można było wprowadzić w ubiegłym roku?