Ministerstwo Edukacji Narodowej nie zakończyło jeszcze prac nad rozwiązaniami związanymi z przedmiotem edukacja zdrowotna. – Trwają ostatnie uzgodnienia. Decyzję co do ewentualnej obowiązkowości edukacji zdrowotnej ministra edukacji ogłosi w przyszłym tygodniu – poinformowała „Rzeczpospolitą” Ewelina Gorczyca, rzeczniczka prasowa resortu.

Reklama
Reklama

Jak najwcześniejsze ustalenia są ważne dla dyrektorów szkół, którzy właśnie teraz układają plany pracy na przyszły rok – w tym także określają, ilu będą zatrudniać nauczycieli i w jakim wymiarze godzin. Decyzja o wprowadzeniu edukacji zdrowotnej jako przedmiotu obowiązkowego w wielu szkołach wiązałaby się z potrzebą zatrudnienia dodatkowej kadry, a w samorządach – koniecznością wygospodarowania pieniędzy na opłacenie takich lekcji.

„Dyrektorzy szkół pracują teraz nad organizacją nowego roku szkolnego, tworząc arkusze organizacyjne i ramowe plany nauczania. Bez jednoznacznych rozstrzygnięć trudno zapewnić kadrę i dobrze zaplanować pracę szkoły” – apelował kilka dni temu do MEN Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Problemem są zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym

Edukacja zdrowotna to przedmiot, który wszedł do szkół we wrześniu zeszłego roku. Najpierw miał być przedmiotem obowiązkowym. Jednak rozpętała się wokół niego polityczna burza – protestowała nie tylko opozycja (PiS i Konfederacja), ale także koalicyjny PSL. Biorąc pod uwagę trwającą wówczas kampanię przed wyborami prezydenckimi, ostatecznie zdecydowano, że na razie wejdzie do szkół jako przedmiot fakultatywny, a po roku MEN ponownie zastanowi się, czy pozostawić go w obecnej formie czy raczej zmienić na obowiązkowy.

Problem z tym przedmiotem związany był z zagadnieniami dotyczącymi zdrowia seksualnego, które jest jednym z elementów programu nauczania. To nie jest główny komponent tego przedmiotu, ale jeden z wielu obok profilaktyki zdrowotnej, zdrowego odżywiania, roli sportu w życiu człowieka czy zdrowia psychicznego. Jednak przeciwnicy edukacji zdrowotnej podnosili, że ten przedmiot to seksualizacja uczniów i nie wyrażą zgody na uczestnictwo w nim własnych dzieci.

Czytaj więcej

Zakaz smartfonów w szkołach, czyli nic się nie zmieni. Czy Barbara Nowacka straci stanowisko?

Ostatecznie, jak poinformowało ministerstwo, w tym roku szkolnym na edukację zdrowotną zapisanych było ok. 30 proc. uczniów. Nieco więcej w szkołach podstawowych (ok. 40 proc.) niż w liceach (10 proc.), technikach (8 proc.) i szkołach branżowych (14 proc.).

W sprawie edukacji zdrowotnej zapadnie decyzja polityczna

Ministra Barbara Nowacka od początku stała na stanowisku, że powinien być to przedmiot obowiązkowy. – Żałuję, że tak się nie stało – mówiła w podcaście „Szkoła na nowo”.  – Z mojej perspektywy, ale też z perspektywy środowisk lekarskich, medycznych, zdrowie seksualne to jest normalny element edukacji zdrowotnej. Bo chyba dobrze, żeby młodzi ludzie wiedzieli, jak zapobiegać chorobom wenerycznym. Ale jeżeli to miałoby być albo nie być dla przedmiotu w formie obowiązkowej, to jestem skłonna do kompromisu, by ta jedna godzina dotycząca tego zakresu materiału była nieobowiązkowa. Ale do tego musimy dobrze przygotować podstawy, żeby żadne dziecko nie było poszkodowane brakiem wiedzy na potrzebne tematy – tłumaczyła.

W ubiegłym tygodniu Barbara Nowacka, goszcząc w „Faktach po faktach”, wyjaśniała, że „jeżeli jest decyzja najwyższych władz w Koalicji Obywatelskiej, żeby jednak zrobić nieobowiązkowo, to minister tutaj niewiele może zrobić”. – Ale rok przekonywania, mam nadzieję, zadziałał – podkreślała.

Sprawa edukacji zdrowotnej nie była jednak omawiana podczas wtorkowego posiedzenia rządu. – Temat edukacji zdrowotnej nie był poruszany na tym posiedzeniu rządu. Nad odpowiednimi rozwiązaniami pracuje MEN i jak tylko będą gotowe, to ministra edukacji Barbara Nowacka będzie o tym informować – powiedział na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów rzecznik rządu Adam Szłapka.