Od dawna było wiadomo, że Viktor Orbán jest najcenniejszym sojusznikiem Władimira Putina w Unii Europejskiej. Ale na ostatniej prostej przed głosowaniem 12 kwietnia na jaw wyszły fakty, które rzucają zupełnie nowe światło na współpracę między Budapesztem i Moskwą.
Czytaj więcej
Po szesnastu latach nieprzerwanych rządów lidera Fidesz centrum Budapesztu stało wielkim ołtarzem ku czci chwały narodu. Jego zbrodnie schowano.
Początkowo był to układ przede wszystkim biznesowy. Z dala od kontroli Brukseli, pieniądze Moskwy pomogły Fideszowi zbudować najbardziej skorumpowany układ w Unii Europejskiej. Do dziś Węgry nie tylko nie ograniczyły importu ropy i gazu z Rosji, ale nawet go zwiększyły. Jak wynika z przesłanych przez Szijjártó Rosjanom danych, ówczesny szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis powiedział na posiedzeniu Rady UE, że co dwunasty Ukrainiec, który został zabity przez Rosjan, padł ofiarą broni sfinansowanej przez Budapeszt.
Węgry Viktora Orbána stały się egzystencjalnym zagrożeniem dla Unii Europejskiej
Ale stopniowo alians rosyjsko-węgierski nabrał charakteru politycznego, czy wręcz strategicznego. Jak wynika z przecieków, ekipa Orbána nie tylko ujawnia zbrodniczemu reżimowi na Kremlu tajemnice Unii (i NATO), ale wręcz koordynuje z Rosjanami swoje stanowisko w Brukseli. Chodzi o tak kluczowe sprawy jak sankcje nałożone na Rosjan przez Unię Europejską, blokadę negocjacji akcesyjnych z Ukrainą czy uruchomienie gigantycznej (90 mld euro na dwa lata) pomocy finansowej Unii dla Kijowa, bez której ukraińskie państwo po prostu nie przetrwa.
Czytaj więcej
Fidesz zrobił Węgrom wodę z mózgu. Zapomnieli o sowieckiej okupacji. I dziś popierają alianta Putina: Viktora Orbána – uważa wnuczka straconego za...
W sytuacji, gdy zjednoczonej Europie coraz trudniej liczyć na odsiecz Ameryki, a Rosja, jak twierdzą zachodnie służby wywiadowcze, może zaatakować kraje Unii w ciągu nadchodzących dwóch-trzech lat, działanie Orbána stało się zagrożeniem egzystencjalnym dla zjednoczonej Europy.
Ale nie mniej niebezpieczny dla UE jest autorytarny dryf, którego doświadczają pod rządami Fideszu Węgry. W kraju, poza niewielkimi wyjątkami, nie ma już wolnych mediów, państwo stało się narzędziem gigantycznych transferów korupcyjnych, a fundamentalne instytucje, jak wymiar sprawiedliwości czy bank centralny, zostały przejęte przez rządzącą klikę.
Jeśli reżim Fideszu przetrwa, powinien stracić prawo głosu w Radzie UE
Węgierski przykład stał się zaraźliwy. Jarosław Kaczyński już lata temu chciał „Budapesztu w Warszawie” i mimo aliansu Orbána z Putinem do dziś nie zmienił zdania. Śladami Węgier poszła Słowacja. Z podziwem odnosi się do niego lider francuskich sondaży, skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Jeśli więc na węgierską chorobę nie znajdzie się szybko leku, skala autorytarnej zarazy może okazać się tak duża, że Unia się z niej nie podniesie. Angela Merkel przez lata patrzyła na to, co dzieje się na Węgrzech przez palce. Wniosek, który z tego płynie, jest jeden: pobłażliwość wobec Fideszu niczego dobrego nie przyniesie.
Unia już zrobiła pierwszy krok. Wstrzymana jest wypłata 20 mld euro pomocy dla Węgier. Ale teraz musi zrobić kolejny. Jeśli mimo wszystko po niedzielnych wyborach Orbán pozostanie u władzy, należy mu odebrać prawo głosu w Radzie UE i w ogóle możliwość udziału w posiedzeniach tego gremium.
Czytaj więcej
Infrastruktura się rozpada, służba zdrowia niedomaga a drożyzna zdziesiątkowała klasę średnią. W nadchodzących wyborach Węgrzy wystawią reżimowi Vi...
To by de facto oznaczało, że Węgry znalazłyby się jedną nogą poza Unią. W czasie swojego przewodnictwa w UE w ubiegłym roku Dania już sondowała taką możliwość. Przeprowadzenie tego procesu, w szczególności w oparciu o artykuł 7. Traktatu o UE jest niezwykle trudne m.in. dlatego, że zawsze znajdzie się kraj, który, jak np. Słowacja, zablokuje taką opcję.
Z drugiej jednak strony w kluczowych momentach historii takich, jak np. Zjednoczenie Niemiec, wielki kryzys finansowy czy pandemia Covidu, Bruksela potrafiła sięgnąć po radykalne środki, aby uratować Wspólnotę. To było najpierw euro, potem przyznanie nieograniczonej władzy Europejskiemu Bankowi Centralnemu w ratowaniu wspólnej waluty i w końcu uwspólnotowienie długów oraz przyznanie daleko idących kompetencji europejskiej centrali w sprawach zdrowotnych (zakup szczepionek). Za każdym razem chodziło de facto o radykalne pogłębienie integracji, żeby nie powiedzieć kolejny krok ku federalizmowi. Także dziś zagrożenie, jakie stanowią dla Unii Węgry Orbána, wymaga nie mniej radykalnych działań.