fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Spadła produkcja w polskim przemyśle, ale nie ma zwolnień

AdobeStock
W listopadzie po raz pierwszy od czerwca zmalała produkcja w polskim przemyśle przetwórczym. To efekt spadku popytu zarówno krajowego, jak i eksportowego. Firmy przemysłowe zwiększały zatrudnienie, ale w dużej mierze po to, aby zastąpić pracowników przebywających na zwolnieniach zdrowotnych i kwarantannach.

Taki obraz sytuacji w przemyśle maluje PMI, wskaźnik koniunktury bazujący na ankiecie wśród menedżerów logistyki przedsiębiorstw. W listopadzie, jak podała we wtorek firma IHS Markit, utrzymał się on na tym samym co w październiku i wrześniu poziomie 50,8 pkt.

Ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści spodziewali się spadku PMI do 49,8 pkt, w ślad za zniżką tego wskaźnika w przemyśle strefy euro. Taki wynik – poniżej 50 pkt – oznaczałby, że w odczuciu ankietowanych menedżerów logistyki sytuacja w przemyśle przetwórczym pogorszyła się w ujęciu miesiąc do miesiąca. Wynik powyżej 50 pkt oznacza teoretycznie, że przemysł wciąż się rozwija.

W praktyce jednak taka interpretacja PMI może być myląca. Wskaźnik ten poniżej 50 pkt. był w Polsce stale od października 2018 r. do czerwca br., a mimo to ub.r. był dla sektora przemysłowego bardzo udany. Z kolei w czerwcu i w maju br. sytuacja w przemyśle z pewnością poprawiała się w ujęciu miesiąc do miesiąca wraz ze stopniowym wycofywaniem antyepidemicznych ograniczeń z wiosny. Także teraz PMI maluje niejednoznaczny obraz sytuacji w polskim przemyśle, choć na pierwszy rzut oka wskazuje na utrzymujący się rozwój tego sektora.

Ankietowane przez IHS Markit firmy odpowiadają m.in. na pytania, jak w porównaniu do poprzedniego miesiąca zmieniły się ich produkcja, portfel zamówień i zatrudnienie. W listopadzie pierwszy raz od czerwca przewagę miały firmy zgłaszające spadek produkcji, choć skala tego zjawiska była znacznie mniejsza niż wiosną. Było to pokłosie spadku wartości zamówień, przy czym po raz pierwszy od czerwca zmalał też napływ zamówień z zagranicy.

Jednocześnie firmy przemysłowe zgłosiły wydłużenie się czasu dostaw komponentów oraz wzrost zaległości produkcyjnych i zatrudnienia. W normalnych okolicznościach byłyby to pozytywne zjawiska, wskazujące na nadmierne wykorzystanie mocy wytwórczych w przemyśle pod wpływem dużego popytu. W dzisiejszych warunkach mogą one jednak świadczyć o problemach organizacyjnych firm związanych z drugą falą epidemii Covid-19 w Polsce.

„Choć główną siłą ciągnącą w dół produkcję był słaby popyt, pojawiły się też ograniczenia podażowe. Czas dostaw komponentów wzrósł najbardziej od maja, a firmy zgłaszały również, że ich działalność była zaburzana koniecznością izolacji części pracowników. Odpowiedzią na to była wzmożona rekrutacja pracowników” – tłumaczy Trevor Balchin, ekonomista z IHS Markit.

W ankiecie, na której bazuje PMI, różnica między odsetkiem firm zgłaszających wzrost zatrudnienia a odsetkiem firm raportujących spadek zatrudnienia była największa od połowy 2018 r. Balchin zwrócił uwagę, że w strefie euro przewagę mają wciąż firmy raportujące spadek zatrudnienia, choć cały PMI jest tam wyraźnie wyżej niż nad Wisłą (w listopadzie według wstępnych wyliczeń IHS Marki wyniósł 53,6 pkt, po 54,8 pkt w październiku).

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA