fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Koronawirus: Niepewność jak czekanie na wyrok

W czasie pandemii NFZ uruchomił wsparcie telefoniczne osób z problemami psychicznymi
Fotorzepa, Marta Bogacz
W czasie epidemii wzrosło zapotrzebowanie na porady psychiatrów i psychologów. Ale prawdziwy boom czeka nas po ustąpieniu zagrożenia – przewidują eksperci.

Lęk, frustracja i niepewność jutra – dwa miesiące kwarantanny społecznej i poczucie, że świat, który znaliśmy, już nie wróci, powoduje wzrost zaburzeń lękowych i zaburzeń snu.

Ponad połowa porad udzielonych w czasie epidemii przez konsultantów Telefonicznej Informacji Pacjenta Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczyła problemów psychologicznych. Korzystających z pomocy pod bezpłatnym numerem 800-190-590 było więcej, niż przypuszczano.

Historie strachu i cierpienia

Jak mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą" prezes NFZ Adam Niedzielski, za słuchawkę często chwytały osoby starsze i samotne, skarżąc się, że izolacja jeszcze bardziej pogłębiła ich osamotnienie. Rady szukali też pacjenci w terapii uzależnień, którym kwarantanna społeczna przerwała leczenie w ośrodkach dziennych. Pytali, gdzie udać się po pomoc, bo nie zawsze wystarczała im terapia.

20 psychologów, którzy udzielają wsparcia na infolinii NFZ, odebrało do tej pory ponad pół tysiąca połączeń od osób nieradzących sobie ze stresem, zmagających się z frustracją, gniewem, trudnościami w relacjach i brakiem wsparcia. Psycholog Kornelia Lewandowska, która czuwa nad pracą specjalistów pracujących na infolinii Funduszu, mówi, że każdy telefon to „historia bólu, cierpienia, obaw, niemożności poradzenia sobie" z sytuacją.

W pandemii i powodzi mniej samobójstw

Dlaczego tak się dzieje? – Niepewność i nieprzewidywalność sytuacji sprawia, że nie możemy oprzeć się na doświadczeniu, tylko na zdolności osobowości do adaptacji. Istotne jest także to, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy sytuacja się zmieni i w którym kierunku pójdzie. To jak czekanie na wynik badania w kierunku nowotworu – napięcie z nim związane jest dużo większe, niż gdy poznamy wynik. Bo nawet gdy jest on dodatni, możemy zacząć działać – tłumaczy prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

A to dopiero początek. Choć mogłoby się wydawać, że wraz z odmrażaniem gospodarki i życia społecznego nastrój Polaków wróci do normy, zdaniem prof. Gałeckiego w najbliższych miesiącach można spodziewać się szczytu tzw. zaburzeń endogennych, do których zaliczają się stany urojeniowe, schizofrenia czy zaburzenia afektywne, w których okresowo występują zaburzenia nastroju, emocji i aktywności.

Dlaczego nie pojawiły się w szczytowym okresie zamknięcia, kiedy wiele osób izolowało się w domach i bało się wychodzić choćby po zakupy? – Stan silnego lęku o własne życie, jakiego wiele osób doświadczało tuż po ogłoszeniu kwarantanny społecznej i w jej pierwszych tygodniach, można porównać do sytuacji realnego zagrożenia życia lub zdrowia, np. w trakcie powodzi. A jak pokazały doświadczenia klęsk żywiołowych bądź konfliktów w trakcie ostatnich kilkudziesięciu lat, w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia ludzie się mobilizują. To nie czas masowych depresji czy fali samobójstw – jak prognozowało wielu ekspertów niezwiązanych z medycyną czy psychologią. Wręcz przeciwnie – jak wynika z policyjnych statystyk, liczba zamachów samobójczych w marcu i kwietniu tego roku jest niższa niż w tym samym okresie 2019 r. Większej liczby samobójstw można się spodziewać raczej w najbliższych miesiącach, co może wynikać ze wzrostu rozpowszechnienia zaburzeń depresyjnych i lękowych – mówi tłumaczy prof. Gałecki. I przywołuje statystyki samobójstw we Wrocławiu z okresu powodzi w 1997 r. Podczas powodzi nie było ani jednego samobójstwa, a kiedy sytuacja wróciła do normy, liczba zamachów samobójczych wróciła do stanu sprzed klęski żywiołowej.

Konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii ostrzega też, że silny stresor, jakim jest pandemia, zadziała jak wyzwalacz chorób psychicznych u osób z predyspozycjami – osoba, u której w normalnej sytuacji objawy wystąpiłyby kilka lat później, zacznie chorować już teraz. Również osoby podatne na zaburzenia nastroju ulegną nim dużo łatwiej, niż gdyby pandemii i związanych z nią obaw nie było.

– Dlatego o ile w „normalnych" czasach przy nieznacznie obniżonym nastroju nie zalecamy przyjmowania środków antydepresyjnych, o tyle w tej sytuacji je rekomendujemy. Uważamy, że będą w stanie pomóc wielu osobom przejść przez ten trudny okres obronną ręką – mówi prof. Gałecki.

Czerwona lampka po dwóch tygodniach

Kiedy zgłosić się po pomoc? Jeżeli obniżony nastrój, zmniejszona zdolność do odczuwania przyjemności (anhedonia) i stałe uczucie zmęczenia dominuje w funkcjonowaniu w każdej sferze życia co najmniej dwa tygodnie. Nie chodzi o zmęczenie wyłącznie pracą, tylko życiem rodzinnym czy samym życiem towarzyskim. Pomocne w ocenie tego stanu będzie wykonanie skali samooceny depresji Becka, w której musimy odpowiedzieć na pytania m.in. o lęk przed przyszłością i jego nasilenie, o poczucie winy, zadowolenie z siebie, stopień podenerwowania, skłonność do płaczu, trudności z podejmowaniem decyzji czy jakość snu.

– Jeśli wynik testu w skali Becka jest wyższy niż 11 punktów, powinniśmy zgłosić się na konsultację u psychiatry lub psychologa, który zadecyduje o dalszym postępowaniu – mówi prof. Piotr Gałecki.

Dodaje, że dzisiaj konsultacja taka może odbyć się zdalnie jako teleporada. Dodaje, że dzięki e-recepcie i ekspresowemu tempu, w jakim rozwinęła się e-porada, pacjent szybko dotrze do specjalisty. A to dają też nadzieję na rozładowanie w przyszłości kolejek w przychodniach i poradniach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA