fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Prof. Simon: Młodzi nie zachorują, ale nie muszą wykańczać swoich dziadków

fot. mat. pras.
- Jeśli będziemy przestrzegać tych zaleceń, które wydał rząd i my (lekarze - red.) popieramy - izolacji, masek, mycia rąk, dystansu - to ograniczymy i grypę, i Covid. Natomiast wróciliśmy z wakacji, mieszkamy z sobą, koncentrujemy się, poszliśmy do pracy, (...) dzieci są w szkołach - choć nie chorują, to przenoszą zakażenie i ryzyko zakażenia wszelkimi tego typu wirusami oczywiście gwałtownie wzrasta - powiedział prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Obecnie w kilku europejskich krajach pacjentów z Covid-19 jest już nawet dwa, trzy razy więcej niż w najgorszym momencie wiosną. Także w Polsce koronawirus nie odpuszcza, a po tym, jak w weekend liczba zakażeń przekroczyła 1000 na dobę, minister zdrowia ostrzegł, że trzeba się do tego przyzwyczaić.

Dowiedz się więcej: Ryzyko drugiego lockdownu jest, ale małe

- Ściganie ludzi bez masek po lasach czy polach, to wszyscy widzieli, że to były absurdy. Myślę, że nikt nie dopuści obecnie - z powodów finansowych, ale też pewnych doświadczeń - do całkowitego „lockdownu” - ocenił w środę w TVN24 prof. Krzysztof Simon. - Ale nie możemy dopuszczać do tego, co się dzieje w niektórych miejscach, u nas też - jakieś demonstracje przeciwko maskom, przeciwko tym ograniczeniom, „bo to jest naruszanie praw obywatelskich” - ostrzegł.

- Prawa obywatelskie są wtedy, kiedy jeden drugiemu nie zagraża takim postępowaniem. Cały czas przypominam o tym wielkim słowie „solidarność”. Ale nie solidarność, polegająca na wyrywaniu różnych apanaży i dzielenia tego sukna, jakim jest Rzeczypospolita, tylko solidarność z ludźmi słabszymi, bardziej chorowitymi czy wrażliwymi na zakażenia. To jest 10 milionów ludzi w tym państwie - podkreślił kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. 

- W Barcelonie są maski, w Antwerpii są maski, Tajwan chodzi w maskach, Korea Południowa chodzi w maskach, a u nas ludzie protestują - wyliczał prof. Simon. - Dlaczego? Ja wiem, że młodzi ludzie nie zachorują. Ale nie muszą koniecznie wykańczać swojego dziadka, babci czy chorych rodziców - dodał lekarz.

- Proszę pamiętać, że jeśli będziemy przestrzegać tych zaleceń, które wydał rząd i my (lekarze - red.) popieramy - izolacji, masek, mycia rąk, dystansu - to ograniczymy i grypę, i Covid. Natomiast wróciliśmy z wakacji, mieszkamy z sobą, koncentrujemy się, poszliśmy do pracy, (...) dzieci są w szkołach - choć nie chorują, to przenoszą zakażenie i ryzyko zakażenia wszelkimi tego typu wirusami oczywiście gwałtownie wzrasta - zwrócił uwagę prof. Krzysztof Simon.

Źródło: rp.pl/ TVN24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA