fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cannes

Cannes: Filmy i pieniądze

AFP
Mówi się, że Oscary to biznes. Nominacje, a zwłaszcza statuetki sprawiają, że wpływy z filmów rosną nawet o ok. 20 procent. Z wielkimi festiwalami europejskimi tak nie jest, ale i one przyczyniają się do rozpoznawalności twórców i filmów – tych artystycznych, zwykle mało komercyjnych.

Branżowe pismo „Screen International” opublikowało wyniki kasowe tytułów, o których głośno było podczas ubiegłorocznego festiwalu canneńskiego. Najwyższe wpływy z kin zanotował „BlacKkKlansman” Spike’a Lee przynosząc 92 mln dolarów. Ponad połowa tej kwoty (49 mln.) pochodziła z rynku amerykańskiego. Na drugim miejscu uplasował się zdobywca Złotej Palmy czyli „Złodziejaszki” Hirokazu Kore-edy. Ich zarobek wyniósł na całym świecie 75 mln dolarów. W Europie najchętniej oglądali japońską opowieść o dysfunkcjonalnej, ale kochającej się rodzinie Francuzi (5,7 mln dolarów wpływów). 

Trzecie miejsce w tej konkurencji  należy do tegorocznego jurora Pawła Pawlikowskiego i jego „Zimnej wojny”, która przyniosła 18,2 mln dolarów, z tego 4,6 mln z trudnego rynku amerykańskiego, a 2,5 mln. z Francji.

Piękny obraz innej tegorocznej jurorki Nadine Labaki „Kafarnaum” zarobił w światowych kinach 12,7 mln dolarów.

Wszystkie inne produkcje – nawet „Wszyscy wiedzą” Asghara Farhadiego z Penelope Cruz i Javierem Bardemem czy głośny „Dogman” Matteo Garrone – miały już znacznie niższe wpływy. Prawie o połowę. 

Jak potoczą się komercyjne losy tegorocznych filmów konkursowych? Jedna produkcja na pewno nie musi się martwić. Z canneńskimi laurami czy bez nich z pewnością fortunę zbije film Quentina Tarantino „Pewnego razu... w Hollywood”. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA