fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Wcześniejsza wolność nie przez podatki

Adobe Stock
Dzień wolności podatkowej, który w tym roku wypadł wcześniej niż w latach poprzednich, wcale nie oznacza, że rząd obniża podatki, a tak tłumaczył to w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

– Chciałbym powiedzieć o jednej mierze, która jest zrozumiała dla wszystkich. Ta miara jest miażdżąca dla opozycji. Dzień wolności podatkowej pokazuje, że obniżamy podatki. Połowa pensji zostaje w kieszeni obywatela, dzięki naszej polityce – mówił w Sejmie premier Mateusz Morawiecki, uzasadniając swój wniosek o wotum zaufania dla rządu. Wytykał PO i PSL, że za ich rządów, w 2011 r., dzień wolności podatkowej przypadł na 24 czerwca. Tymczasem w tym roku było to rekordowo wcześnie – 6 czerwca.

Dzień wolności podatkowej to symboliczny moment, w którym statystyczny Polak przestaje pracować na rzecz państwa, a zaczyna dla siebie. Ten dzień to swego rodzaju zabawa, pokazuje ona jednak, że na opłacenie wszystkich nakładanych na nas podatków musimy pracować statystycznie ponad pięć miesięcy w roku.

Dzień wolności podatkowej wyznacza od 1994 r. Centrum im. Adama Smitha. Bierze przy tym pod uwagę stosunek wydatków państwa do PKB. – Państwo może wydać tylko to, co zabierze obywatelom. Czyli to, co zbierze w postaci podatków i wszelkiego rodzaju opłat – tłumaczy Centrum.

– Wcześniejszy dzień wolności podatkowej to efekt szybkiego wzrostu gospodarczego. Polacy pracują więcej, a więc nasze PKB mocno rośnie. Rosną też wydatki, ale wolniej niż PKB – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Tegoroczny wcześniejszy dzień wolności podatkowej nie był więc jego zdaniem efektem świadomej decyzji rządu. – Tak było w Rumunii, która konsekwentnie redukuje podatki – przekonuje prezydent Centrum im. Adama Smitha. Wylicza, że zdecydowanie w dół poszło tam opodatkowanie małych i średnich przedsiębiorstw. Uproszczono też rozliczenia. Mocno wzrosła kwota wolna od podatku od dochodów osobistych (PIT). W dół poszła stawka VAT. – Gdyby Polska poszła tą drogą i też obniżała podatki, dzień wolności podatkowej mógłby wypaść w maju – mówi Sadowski.

Na razie jednak się na to nie zanosi. Z początkiem przyszłego roku stawka podatku dochodowego CIT dla małych podatników spadnie wprawdzie z 15 do 9 proc., ale obejmie to tylko niewielką część firm. Zdecydowana większość firm rozlicza się w ramach PIT, a nie CIT. A PIT dla części z nich wzrośnie, bo obowiązywać zacznie 4-proc. danina solidarnościowa, pobierana od nadwyżki dochodu rocznego ponad 1 mln zł. To nie koniec złych wieści. Od nowego roku na niekorzyść zmienią się zasady opodatkowania samochodów firmowych. Firmy będą musiały informować fiskusa o wykorzystywanych przez siebie legalnych rozwiązaniach, dzięki którym płacą niższe podatki. Za brak raportu czy jego złe sporządzenie będą grozić dotkliwe kary. Wzmocniona zostanie klauzula przeciwko unikaniu opodatkowania. Pozwala ona fiskusowi kwestionować legalne działania firm ukierunkowane na obniżenie zobowiązań podatkowych. Jeśli fiskus użyje przeciwko firmie klauzuli i zakwestionuje jej działania, dołoży nową sankcję. Do tego dojdzie ograniczenie liczby wydawanych interpretacji przepisów podatkowych, które miały ułatwiać podatnikom poruszanie się w gąszczu skomplikowanych i niejasnych przepisów. Nowych obowiązków i kar jest więcej.

– Wszystko to sprawia, że klimat dla przedsiębiorczości w Polsce jest zły i jeszcze się pogarsza – mówią przedsiębiorcy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA