fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Rząd PiS obiecuje pierwszy rok bez budżetowej dziury

Obecny minister finansów Marian Banaś wkrótce odejdzie z resortu (jest kandydatem PiS na prezesa NIK). Pieczę nad finansami państwa ma objąć premier Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zrównoważenie finansów państwa w 2020 r. jest możliwe – uważają eksperci. Choć będzie wymagało wysiłku, w tym wyższych podatków i składek.

Ministerstwo Finansów kończy prace na projektem budżetu na przyszły rok, w najbliższy wtorek dokumentem ma się już zająć Rada Ministrów. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że będzie to szczególnie ciekawy dokument, bo mimo realizacji kosztownych obietnic wyborczych w ramach „piątki Kaczyńskiego" dochody mają w pełni równoważyć wydatki. Po raz pierwszy od ok. 30 lat budżet państwa ma nie być na minusie.

Czytaj także: Państwo wydaje coraz więcej. Wrócił deficyt w budżecie

Dotychczas wszystkie budżety opierały się na deficycie, zarówno jeśli chodzi o projekt, jak i wykonanie. Przykładowo, w ubiegłym roku zakładano dziurę na ponad 41 mld zł (a skończyło się na 10,8 mld zł), a w 2013 r. – prawie 52 mld zł (skończyło się na 42 mld zł).

Trudne zadanie

– Realizacja zrównoważonego budżetu w 2020 r. jest moim zdaniem możliwa, choć nie będzie to proste zadanie – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku. I to z kilku powodów. W 2020 r. realizowana będzie już w pełni tzw. piątka Kaczyńskiego, co oznacza spore wydatki. Chodzi o rozszerzony program 500+ na każde dziecko oraz reformę PIT (w tym obniżkę stawek z 18 do 17 proc., podwojenie kosztów uzyskania przychodów oraz zerowy PIT dla młodych). Tylko te działania kosztować będą ok. 32 mld zł, a jeśli dodamy do tego wypłatę 13. emerytury, to kwota, na którą trzeba znaleźć finansowanie, rośnie do ponad 40 mld zł.

Czytaj także: Większość Polaków uważa, że rząd wydaje za dużo

Znalezienie takich pieniędzy zawsze jest trudne, a w 2020 r. będzie podwójnie utrudnione, bo czeka nas spowolnienie gospodarcze. Resort finansów prognozuje, że PKB wzrośnie o 3,7 proc. wobec 5,1 proc. w 2018 r. Oznacza to, że budżetowe dochody nie będą rosły tak szybko jak ostatnio.

Z kieszeni Polaków

Rząd ma jednak plan, jak pokonać te przeciwności. Przede wszystkim kasę państwa mają wesprzeć ogromne dochody jednorazowe – z opłaty za transfer aktywów z OFE na prywatne konta emerytalne, ze sprzedaży częstotliwości i praw do emisji gazów cieplarnianych. W sumie ma to dać w 2020 r. 17,8 mld zł.

Czytaj także: Ambitne plany redukcji długu mogą się nie udać

Kolejne 9,3 mld zł ma przynieść uszczelnienie systemu podatków VAT i CIT, a 5,6 mld zł – uszczelnienie systemu składek na ZUS i podatku PIT. W ramach tego ostatniego działania przewidziano też ściślejsze kontrole samozatrunionych pod kątem ich uprawnień do płacenia obniżonych danin dla państwa.

Jest też wiele propozycji, które bezpośrednio obciążą kieszeń Polaków. To choćby zniesienie limitu 30-krotności składek na ubezpieczenia społeczne ZUS, co ma przynieść ok. 5,2 mld zł dochodów dla państwa, ale mocno uderzy w pracodawców. To także podwyżka akcyzy na alkohol (1,1 mld zł), nowe zasady poboru tzw. opłaty foliowej (1,4 mld zł) czy danina solidarnościowa dla milionerów (1,1 mld zł).

Ograniczanie wydatków

– Można się też spodziewać, że ograniczone zostaną inne wydatki niż te już obiecane, np. na usługi publiczne czy inwestycje. Choć wizja budżetu bez deficytu brzmi dobrze, to akurat takie usługi jak zdrowie czy edukacji są niedofinansowane i warto byłoby zwiększać nakłady na te dziedziny – zauważa Pogorzelski.

Czytaj także: Deficyt będzie rósł po obietnicach PiS

– Projekt budżetu na 2020 r. bez deficytu, prezentowany kilka tygodni przed wyborami, byłby sporą niespodzianką – komentuje z kolei Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – To bowiem otwarta zachęta do nacisków płacowych ze strony sfery budżetowej, czy to nauczycieli, czy to pracowników administracji, którzy nie dostali porządnych podwyżek od lat – mówi.

Zdaniem Borowskiego w ogóle o ile łatwo zapisać w projekcie budżet zrównoważony, o tyle trudno będzie to faktycznie zrealizować. – Moim zdaniem na koniec roku pojawi się jakaś dziura w kasie państwa – mówi. Innego zdania jest jednak Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. – Możliwa jest nawet delikatna nadwyżka, i to w całym sektorze finansów publicznych, nie tylko budżecie centralnym – przekonuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA