fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Deficyt będzie rósł po obietnicach PiS

PxHere
Wbrew dotychczasowej strategii Ministerstwa Finansów nowy pakiet wyborczy pogorszy stan finansów publicznych. Pytanie, w jakiej skali.

Z Ministerstwa Finansów płyną, oczywiście nieoficjalnie, głosy niezadowolenia z „piątki Kaczyńskiego". Kierownictwo resortu nie spodziewało się bowiem aż tak kosztownego pakietu obietnic, a znalezienie pieniędzy na ich realizację spadnie przecież na barki minister Teresy Czerwińskiej.

Poniżej limitu UE?

Ponadto ok. 40 mld zł nowych wydatków państwa diametralnie zmieni ustaloną wcześniej ścieżkę stabilizowania finansów publicznych. Jeszcze w ubiegłorocznym tzw. planie finansowym państwa założono, że deficyt sektora będzie się z roku na rok zmniejszał. Teraz ekonomiści są zgodni, że deficyt będzie rósł z roku na rok.

Czytaj także:  Balcerowicz krytykuje obietnice wyborcze PiS 

I tak, w 2019 r. wzrośnie do 1,7 proc. PKB wobec ok. 0,7 proc. w 2018 r., a w 2020 r. – do 2,6 proc. PKB – pokazuje średnia prognoz pięciu zespołów ekonomistów zebranych przez „Parkiet". Przy czym prognozy te są bardzo różne.

– Moim zdaniem luka w finansach publicznych wzrośnie w tym roku do 2,6–2,7 proc. PKB, a w przyszłym poszybuje do 3,4 proc., przekraczając unijny limit wynoszący 3 proc. PKB – mówi nam Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Zakładam dosyć głębokie spowolnienie gospodarcze, dynamika PKB spadnie do ok. 2,5 proc. w 2020 r., co oznacza, że budżetowi będzie trudniej realizować założenie wysokich dochodów podatkowych – tak Jankowiak wyjaśnia swoje, najbardziej pesymistyczne wśród innych, szacunki.

Z kolei najbardziej optymistyczne prognozy należą do Credit Agricole Bank Polska, czyli deficyt na poziomie 1 proc. PKB w 2019 r. i 1,4 proc. w 2020 r. – Dlaczego taki mały wzrost? Bo moim zdaniem rząd będzie trzymał się wszystkich reguł fiskalnych, jednocześnie starając się utrzymać wysoką wiarygodność swojej polityki. Będzie chciał pokazać, że potrafi zarządzać finansami publicznymi – argumentuje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Rząd się postara

I wylicza, że rząd będzie starał się ograniczyć wydatki i szukać dodatkowych dochodów. Dochodów nawet poza źródłami wskazanymi przez premiera Mateusza Morawieckiego, czyli głównie z uszczelnienia i ograniczenia szarej strefy. Trudno powiedzieć, jakie to będą dochody, ale może rząd przypomni sobie o projekcie zniesienia limitów składek na ZUS.

– Przestrzeń do poprawy ściągalności podatków nie jest już tak duża jak w latach 2016–2018, ale wciąż istnieje – zauważa z kolei Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dlatego zapowiadane uszczelnienie pewnie jeszcze coś przyniesie. Poza tym wiele zależy też od tempa wzrostu gospodarczego – zaznacza Benecki, prognozując, że deficyt w tym roku wzrośnie do 1,6 proc. PKB, a w przyszłym – do 2,3 proc. PKB. Ekonomiści PKO BP oraz Pekao SA oceniają zaś, że realizacja pakietu bez uwzględniania jakichś dodatkowych dochodów zwiększy deficyt w 2019 r. do 2,9–3 proc. PKB.

Zdaniem więc większości ekonomistów realizacja nowych obietnic nie „rozwali" polskiego budżetu na tyle, by Komisja Europejska musiała wszczynać wobec nas procedurę nadmiernego deficytu.

Niemniej dziura w kasie, zamiast spadać, będzie rosła. Czy zatem gra jest warta świeczki? Czy warto oferować duży pakiet wyborczy kosztem pogorszenia stanu finansów państwa?

– Moim zdaniem to nie najlepsza strategia. Po pierwsze, większość nowego rządowego impulsu będzie wspierać popyt konsumpcyjny, który jest obecnie bardzo silny. Za to brakuje działań prorozwojowych, np. stymulujących inwestycje prywatne – ocenia Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. – Po drugie, rośnie ryzyko, że gdy przyjdzie bardziej gwałtowny kryzys, wówczas trzeba będzie podnosić podatki lub podejmować inne kroki, by utrzymać deficyt w ryzach oraz nie dopuścić, aby zadłużenie państwa zbytnio zbliżyło się do ustawowych progów – dodaje. Warto tu przypomnieć, że rząd zapisał w ustawach, że jeśli dług spadnie poniżej 43 proc. PKB, to obniżona zostanie stawka VAT. Nowy pakiet zaś oddala tę perspektywę.

Paliwo szybko się wypali

– Ten pakiet to jak palenie w piecu papierem zamiast węglem – komentuje też Rafał Benecki. – Bo napędzamy gospodarkę przez wzrost konsumpcji, podczas gdy problemem jest niski udział inwestycji w PKB – zaznacza.

– Trochę szkoda, że rozmiary tego programu są aż tak duże. I być może z pewnych elementów można by zrezygnować, by utrzymać finanse na ścieżce redukcji strukturalnego deficytu. Pomogłoby to nam reagować w razie poważnych szoków zewnętrznych w przyszłości – komentuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA