fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Nie bójmy się długu

Adobe Stock
Grupa młodych ekonomistów proponuje likwidację konstytucyjnego limitu długu publicznego, który ich zdaniem ogranicza możliwości rozwojowe Polski.

Odważna polityka gospodarcza jest możliwa. Dziś istotną barierą rozwojową dla Polski jest ustanowiony w konstytucji arbitralny próg zadłużenia, który może uniemożliwić prowadzenie przez państwo polityki prorozwojowej, uwzględniającej wyzwania infrastrukturalnej luki inwestycyjnej, polityki mieszkaniowej czy transformacji energetycznej ku neutralności klimatycznej – napisali ekonomiści z think tanku Instrat w liście otwartym. Pod ich apelem o usunięcie z ustawy zasadniczej zapisu, który obliguje Polskę do utrzymywania długu publicznego poniżej 60 proc. PKB, podpisało się ponad 20 ekonomistów, głównie z młodego pokolenia.

Czytaj także: Niespójny obraz stanu państwowej kasy

Impuls inwestycyjny

W następstwie pandemii Covid-19 i wywołanej przez nią recesji dług publiczny Polski zbliży się do konstytucyjnego limitu. Sygnatariusze listu oceniają, że w tej sytuacji w kolejnych latach przywiązanie do tego limitu może wymagać prowadzenia restrykcyjnej polityki fiskalnej, co może spotęgować widoczne już dzisiaj problemy społeczne, takie jak niedostępność mieszkań, niedofinansowanie służby zdrowia oraz upowszechnienie pozakodeksowych form zatrudnienia.

Czytaj także: Rośnie akceptacja dla długu, także polskiego

„Polityka fiskalna ma za zadanie służyć społeczeństwu, a nie na odwrót. Arbitralne dogmaty (...) są ogromnie szkodliwe. Szczególnie wtedy, gdy stają się celem samym w sobie, jak było w przypadku katastrofalnej w skutkach polityki zaciskania pasa (austerity) po kryzysie 2008 r. (...) Po dekadzie takiej polityki w Europie Południowej można mówić o tzw. straconym pokoleniu" – przekonują młodzi ekonomiści, wśród których jest m.in. dr Paweł Bukowski z London School of Economics, autor szeroko komentowanych badań dotyczących nierówności dochodowych w Polsce.

Sygnatariusze listu przekonują, że dopuszczając wzrost długu publicznego do poziomu średniej unijnej, która w ub.r. wynosiła niemal 78 proc. PKB, Polska zdobyłaby „potencjał do wygenerowania na przestrzeni lat dodatkowego strumienia wydatków publicznych w wysokości kilkuset miliardów złotych. Ta kwota (...) to mniej więcej tyle, ile wynoszą roczne wydatki państwa z całego sektora finansów publicznych" – piszą.

Czytaj także: ING: Załamanie budżetu gwarantowane. Deficyt przekroczy 100 mld zł

Limit i tak jest martwy

Autorzy listu zwracają też uwagę na to, co od początku pandemii budzi sporo emocji: konstytucyjny limit odnosi się do długu wedle krajowej definicji, którą rząd może swobodnie zmieniać. „Na skutek zastosowania rozmaitych sztuczek księgowych już dziś całkowita wartość długu publicznego może przekraczać limity zapisane w konstytucji" – zauważają, apelując o zwiększenie przejrzystości finansów publicznych.

Według nich nie ma jednak także żadnych powodów, aby Polska przestrzegała unijnego limitu długu publicznego, który również wynosi 60 proc. PKB, a którego poziomem rząd nie może manipulować. – Te regulacje również są arbitralne i nie są dla Polski obowiązkowe. Ani traktat z Maastricht, ani tzw. sześciopak dotyczący zarządzania gospodarczego nie nakładają tych zobowiązań na kraje spoza strefy euro. My możemy się ich trzymać wolontaryjnie, ale po co, jeżeli nie robią tego również kraje strefy euro i nie ponoszą konsekwencji? – mówi „Rz" Jan Zygmutnowski z think tanku Instrat. Jak podkreśla, to, że polski rząd może dziś pożyczać na rynkach rekordowo tanio, świadczy o tym, że także inwestorzy nie mają obaw o stabilność finansów publicznych Polski.

– Problem z wiarygodnością może się jednak pojawić. Raz podniesiony limit długu może być podnoszony ponownie, aż straci moc – komentuje dr Wojciech Paczos, ekonomista z Uniwersytetu w Cardiff, który listu nie podpisał. Tłumaczy również, że w obecnym układzie politycznym dodatkowa przestrzeń fiskalna może nie być efektywnie wykorzystana.

Na ten problem uwagę zwraca także Rafał Trzeciakowski, ekonomista z Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Istnieją w teorii dobre powody, aby się zadłużać, ale badania pokazują, że w praktyce dług publiczny rośnie zwykle z innych powodów – zauważa w rozmowie z „Rz".

– Zamiast sztywnego limitu długu, który odbiera rządowi jakiekolwiek pole manewru, proponujemy choćby stworzenie na wzór 40 innych krajów rady fiskalnej, złożonej z przedstawicieli związków zawodowych i branżowych, organizacji pozarządowych i naukowców, która ustalałaby priorytety i opiniowała określone wydatki prezydentowi RP – odpowiada Zygmuntowski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA