fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Jak załatać pandemiczną dziurę w kasie państwa

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Co lepsze: gwałtowny wzrost podatków czy ostre cięcia wydatków? Najlepiej wybrać drogę środka – podpowiadają ekonomiści.

Od konsolidacji fiskalnej, co jest procesem przykrym dla podatników, nie uciekniemy. Nawet biorąc pod uwagę, że ogromny wzrost deficytu i zadłużenia w 2020 r. były w dużej mierze efektem pandemicznego kryzysu i programów pomocowych, to powstałą wyrwę w kasie państwa trzeba jednak jakoś załatać.

Czytaj także: VAT nie do odzyskania

„Nie" dla podwyżek

Pytanie – jak? Na pewno nie podnosząc podatków – zastrzegają ekonomiści. – Jak wskazują doświadczenia wszystkich krajów, najbardziej szkodliwa dla gospodarki jest konsolidacja podatkowa, czyli wzrost obciążeń fiskalnych – wyjaśniał Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa, podczas debaty „Czy podatki to jedyne wyjście?", zorganizowanej przez Warsaw Enterprise Institute.

Tymczasem działania PiS w tym zakresie mogą wskazywać, że rząd wybrał właśnie drogę wzrostu podatków. Ostatni przykład to „składka od reklam", która ma – jak mówił sam premier Mateusz Morawiecki – pomóc sfinansować koszty walki z pandemią. Co i raz pojawiają się też nieoficjalne doniesienie o nowych daninach. Na razie resort finansów dementuje te doniesienia, ale nikt nie zdziwiłby się, gdyby rząd jednak podchwycił jakieś nowe pomysły.

– Nowe podatki to najgorszy pomysł – mówi też „Rzeczpospolitej" Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – To, co może nam najbardziej pomóc w wyrastaniu z pandemicznego długu, to szybki wzrost gospodarczy, a wzrost obciążeń podatkowych spowalnia ten wzrost.

Lepsze efekty przynosi konsolidacja po stronie wydatków państwa – zaznaczają ekonomiści. Szczególnie że tu Polska ma wiele do zrobienia. – Presja na długotrwały wzrost wydatków jest ogromna. Z wyliczeń OECD wynika, że by utrzymać relację długu do PKB przy braku zmian, należałoby podnieść podatki o 14 proc. PKB do 2060 r. Zamiast tego oczywiście lepiej jest przeprowadzić reformy wydatkowe – zaznaczył dr Marek Radzikowski z SGH, autor przygotowanego z WEI raportu „Finanse w pandemii – droga wyjścia".

Według jego wyliczeń publiczne wydatki należałoby zredukować o ok. 90 mld zł, czyli o wysokość deficytu strukturalnego.

„Tak" dla oszczędności

Zdaniem ekonomistów dobrym sposobem byłoby obniżenie transferów socjalnych do poziomu mediany (w relacji do PKB) dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, co przyniosłoby oszczędności na ponad 90 mld zł. Do tego warto pomyśleć o podwyższeniu wieku emerytalnego, reformie ochrony zdrowia czy odstąpieniu od najmniej efektywnych inwestycji publicznych.

Takie zmiany też nie byłyby przyjemne dla Polaków. Bo trudno o zadowolenie, gdyby rodzicom zredukowano 500+, emerytom zabrano 13. i 14. emeryturę, a pracujących postawiono przed wizją pracy do 65 lat albo dłużej. – Ale to mniej szkodliwe dla gospodarki – zaznacza Radzikowski.

– Przede wszystkim rząd powinien zastanowić się nad racjonalizacją wydatków, jakie efekty przynoszą publiczne programy w poszczególnych obszarach. Z czego można zrezygnować, a gdzie należałoby „podsypać" – podkreślał Maciej Bukowski.

– Wychodzenie z pandemicznego długu powinno być rozłożone na kilka lat, tak by uniknąć drastycznych ruchów typu nagłe duże cięcia wydatków czy gwałtowny wzrost obciążeń podatkowych – komentuje dla „Rzeczpospolitej" Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Konieczna jest ostrożna polityka państwa, w tym wydatkowa. Nie da się wyrosnąć z długu, jeśli dalej pojawiać się będą nowe pozycje wydatkowe – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA