fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

#RZECZoBIZNESIE: Witold M. Orłowski: Będą problemy z utrzymaniem deficytu w ryzach

tv.rp.pl
W ciągu ostatni 2 lat finanse publiczne Polski uległy wyraźnemu osłabieniu – mówi prof. Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, rektor Akademii Biznesu i Finansów Vistula, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Polski dług sięga w tej chwili nieco ponad 50 proc. PKB, 1 bln zł.

- To dużo, za dużo, natomiast nie alarmująco dużo – ocenił gość. - Dług ma sens tylko odnoszony do dochodu. Od dwudziestu kilku lat nasz dług nieprzerwanie rośnie. Czy jest dobrze w gospodarce, czy źle, co roku mamy deficyt - dodał Orłowski.

Przyznał, że nie ma jasnej odpowiedzi na jakim poziomie dług zaczyna być niebezpieczny. - Obecne 52 proc. w sytuacji Polski nie wygląda niebezpiecznie – mówił.

Tłumaczył, że są kraje, które przekroczyły 100 proc. długu i w których nic się strasznego nie dziej. - Są kraje, które przekroczyły 250 proc. jak Japonia i też nic się nie dziej. Jest też Grecja która przekroczyła znacznie mniej (160 proc. długu) i w tym momencie stała się bankrutem – wyliczał.

- To jest jak z każdym dłużnikiem. Patrzy się nie tylko ile on ma długu, ale jakie są jego zdolności zarabiania pieniędzy - dodał Orłowski.

Gość przypomniał, że w 1950 r. Argentyna miała poziom PKB taki sam jak St. Zjednoczone. - Dziś Argentyna ma poziom PKB na głowę mieszkańca niższy niż Polska. Za wszystkie bankructwa i szaleństwa płaci się. Argentyna stanęła w miejscu jeśli chodzi o rozwój gospodarczy – mówił.

Orłowski zaznaczył, że bankructwo to wspólny problem dłużnika i wierzyciela. - Jeśli jakiś kraj bankrutuje to w tym momencie zaczyna swoją gehennę. W Grecji ponad 20 proc. spadło PKB z powodu konieczności dostosowań do zaciśnięcia pasa. To jest straszliwa recesja, a i tak Grecja znosi to stosunkowo łagodnie, bo ma to łagodzone przez pomoc UE – tłumaczył.

- Jeśli ktoś nie pamięta na czym polega recesja wywołana bankructwem kraju, to niech sobie przypomni Polskę w 1981 r. To był klasyczny przykład kraju, który przestał spłacać zadłużenie. Polskie półki sklepów były puste, bo kraj zbankrutował i zaczął się dramatyczny kryzys – dodał.

Zadłużanie Polski przez Gierka

- 24 mld dol. wtedy to było też koło 50 proc. PKB, ale to jeszcze nie jest najgorsze. Komunistyczna gospodarka te pieniądze zmarnowała i kiedy przyszło do spłacania pierwszych rat okazało się, że nie tylko nie ma z czego spłacać rat, ale jeszcze trzeba pożyczać, żeby utrzymać się na powierzchni ziemi. Poza tym to był dług całkowicie w rękach zagranicy - wyjaśnił Orłowski.

Podkreślił, że w tej chwili sytuacja jest nieporównywalna. - Mimo, że dług w relacji do PKB jest podobny, to jest on w większości zaciągnięty w złotych. Dzisiejsza gospodarka polska to jest coś zupełnie innego – mówił.

Tempo przyrostu długu

Orłowski wyjaśnił, że wyraźny wzrost długu w zeszłym roku nie tylko brał się z samego deficytu, ale również z osłabienia złotego. - Pytanie, czy nasz rząd zrobił dużo, żeby nie dopuścić do tego osłabienia złotego – stwierdził.

Przyznał, że nie jesteśmy jeszcze na żadnym skraju załamania. - Niepokoi mnie fakt, że nawet w czasach dobrego wzrostu gospodarczego nasz świat polityczny nie jest w stanie zrozumieć, zdobyć się na jakąkolwiek refleksję i poczucie odpowiedzialności większe niż sięgające najbliższego roku – mówił gość.

Orłowski ocenił, że w ciągu ostatni 2 lat finanse publiczne Polski uległy wyraźnemu osłabieniu.

- W przyszłym roku do sfinansowani będzie już nie tylko 500+. Będą efekty obniżenia wieku emerytalnego. Zadanie ministra finansów nie będzie łatwe. Jeśli będzie chciał obniżać deficyt, to będzie to wymagała trudnych działań. Zawsze pozostaje możliwość podwyższenia podatków, albo obniżenia innych wydatków – tłumaczył.

Przypomniał, że w konstytucji mamy zapisane 60 proc. długu do PKB, ale sposób wyliczenia tej relacji pozostawione jest ustawie. - Zawsze jest możliwość takiego manewrowania statystyką, żeby rok czy dwa udało się sztucznie obniżyć ten poziom długu - mówił Orłowski.

- Również ustawa mówi, co rząd jest zobowiązany zrobić w sytuacji przekroczenia – dodał.

Według gościa idziemy w nie najlepszą stronę i minister finansów będzie miał bardzo wielkie problemy z utrzymaniem deficytu w ryzach 3 proc. nawet bez spowolnienia wzrostu. - Jeśli coś się stanie na świecie to możemy mieć potężne problemy z finansami – ocenił Orłowski.

- Nie ma powodów do paniki, ale kierunek w którym zmierzają polskie finanse nie bardzo mi się podoba – dodał.

Przyznał, że są zapewnienia premiera, że wkrótce zostanie odwrócony ten trend. - Chciałbym to zobaczyć, wtedy uwierzę – stwierdził gość.

Przyznał, że wzorem dla nas jeśli chodzi o fundusze publiczne może być Skandynawia. - Mówiąc o samym zadłużeniu Skandynawia to są kraje niesłychanie poważnie podchodzące do problemu długu, zazwyczaj trzymające go na niskim poziomie. Skandynawowie lubią ingerować w gospodarkę, nie dopuszczać do recesji, zwiększać deficyt w czasie kiedy jest niedobrze. Jeśli w gospodarce zaczyna być dobrze skandynawskie kraje zaczynają wypracowywać nadwyżki i spłacają długi zaciągnięte w złych czasach – tłumaczył.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA