fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wirus i czarny PR biją w branżę ślubną

Adobe Stock
Wart 8 mld zł rynek skurczy się w tym roku o ponad 50 proc. nie tylko z powodu restrykcji związanych z Covid-19, ale również antyweselnej kampanii w mediach.

– Jeśli liczba gości weselnych zostanie ograniczona do 50, branżę czeka katastrofa, z której wiele firm może się już nie podnieść – twierdzi Katarzyna Gajek, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Branży Ślubnej (PSBŚ), komentując medialne zapowiedzi głównego inspektora sanitarnego prof. Jarosława Pinkasa. Szef GIS ma teraz rekomendować premierowi obniżenie maksymalnego limitu uczestników imprez do 50 osób.

Jak zaznacza Jan Bondar, rzecznik prasowy GIS, taka rekomendacja jest zasadna z punktu widzenia epidemiologicznego, lecz inspektorat bierze też pod uwagę względy gospodarcze i społeczne. Tym bardziej że – jak przyznaje Bondar – skala zakażeń na weselach nie jest zatrważająca. Według danych GIS na razie stwierdzono ok. 1000 zakażeń Covid-19 u uczestników imprez weselnych. To tylko 1,2 proc. dotychczasowych zakażeń koronawirusem i 2,2 proc. tych wykrytych od 6 czerwca, gdy odmrożono wesela.

Czytaj także: Niewesoło na weselach. Branża ma potężne kłopoty

Bez jesiennego odbicia

Dużo gorzej wyglądają weselne statystyki od strony ekonomicznej (o psychicznej nie wspominając). Jak mówi Katarzyna Gajek, która jest też właścicielką Aspire, agencji wedding planerskiej (organizującej śluby), w 2020 r. rynek ślubny skurczy się o co najmniej połowę, bo wiele działających na nim firm straciło 70–80 proc. przychodów. Jak wynika z danych GUS, wymuszony przez pandemię lockdown wywołał gwałtowny spadek liczby zwieranych małżeństw – w kwietniu i maju zawarto ich tylko 7,5 tys., o 70 proc. mniej niż rok wcześniej.

W czerwcu, gdy odmrożono wesela, liczba ślubów skoczyła do 15 tys. W lipcu i sierpniu była pewnie jeszcze większa, bo wtedy zorganizowano część imprez przeniesionych z czasu lockdownu. Na odrobienie strat miały pozwolić wrzesień i październik, lecz ostatnio jesienne odbicie stanęło pod znakiem zapytania. Powód? Czarny PR wokół wesel wywołany m.in. przez komentarze Ministerstwa Zdrowia, które winą za wzrost zakażeń na przełomie lipca i sierpnia obarczało głównie wesela. Rzecznik MZ apelował, by powstrzymywać się od udziału w weselach, portale internetowe pisały o „koronaweselach", a lekarze mówili w wywiadach o „weselnym pocałunku śmierci". Pod ostrzał krytyki trafili organizatorzy ślubów i pary młode, które mówią o nagonce na wesela niewspółmiernej do faktycznego zagrożenia. Na Facebooku aktywizują się grupy, które apelują do MZ i GIS o rzetelne informacje i o przemyślane decyzje.

Tajemniczy limit

Rzecznik GIS zapewnia, że ewentualne zmiany będą komunikowane z wyprzedzeniem. I dodaje, że ryzyko zakażenia zależy od czasu ekspozycji na wirusa oraz od jego stężenia w powietrzu – jest więc większe w zatłoczonym pomieszczeniu. – Dlatego już w maju proponowaliśmy, by liczbę uczestników wesel dostosować do powierzchni obiektu – przypomina Katarzyna Gajek. – Nikt nie wyjaśnił, z czego wynika rekomendowany teraz limit 50 osób, a jednocześnie zupełnie pomija się aspekt powierzchni, który uwzględniono np. w branży fitness czy w gastronomii – dodaje rzeczniczka PSBŚ.

Ograniczenia w tzw. czerwonych strefach, perspektywa kolejnych restrykcji i czarny PR wokół wesel sprawiają, że przełożone na jesień imprezy są znów odkładane albo dużo mniejsze; z zaproszonych 150 gości przychodzi np. połowa

– Branża w tym roku walczy o przetrwanie, a teraz tę walkę utrudnia dodatkowo nagonka na wesela. Skutkuje to tym, że goście rezygnują, a pary młode i organizatorzy ponoszą straty, szczególnie gdy tuż przed weselem dowiadują się, że są w czerwonej strefie – twierdzi Andżelika Walaszek-Pokora, właścicielka agencji eventowej Angel Events (świadczy usługi prowadzenia wesel)) i założycielka grupy „Co z weselami" na Facebooku. Dołączyło już do niej ponad 20 tys. osób – par młodych i usługodawców, z których niektórzy są w dramatycznej sytuacji. Założycielka grupy przyznaje, że sama straciła większość tegorocznych zleceń, bo duże imprezy są często przekładane na 2021 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA