fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Kryzys na rynku listów. Pocztowcy w tarapatach

Pixabay
Popyt na tradycyjną korespondencję skurczył się w Polsce w niespotykanym dotąd tempie, ale koszty pracy listonoszy pozostają najwyższe w Europie.

Filar przychodów Poczty Polskiej (PP) właśnie runął. Przez gigantyczne spadki na rynku listów wyniki wypracowywane przez spółkę w 2020 r. nie mogą napawać optymizmem. Tradycyjna korespondencja stanowi ponad 60 proc. wpływów PP. Tymczasem to źródło wysycha i to szybciej niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Zagrożone przychody

Jeszcze przed pandemią eksperci przewidywali w br. 10-proc. spadki. Przez epidemię koronawirusa i lockdown popyt skurczył się o ponad jedną czwartą. Taki rekord odnotowano w marcu (26 proc.). W maju ujemna dynamika spowolniła, ale i tak sięgnęła 18 proc. Biorąc pod uwagę, że od 2007 r. rynek ten w naszym kraju zmalał już o ponad 30 proc., można mówić o kryzysie.

Statystyki pokazują, że w latach 2013–2016 rynek listów w Polsce zmniejszał się w tempie 7 proc. rocznie (podczas gdy na innych europejskich rynkach o 4 proc.), a w okresie 201–2018 – o ok. 9 proc. (7 proc. za granicą). Analitycy PP w najczarniejszych scenariuszach prognozowali, że do 2024 r. zapotrzebowanie na tradycyjną korespondencję może dalej maleć w tempie do 10 proc. rocznie, z 1,3 mld przesyłek w 2019 r., do 830 mln za pięć lat. Nikt nie sądził, że segment działalności, który jeszcze rok temu przynosił grubo ponad 4 mld zł przychodów, może aż tak ucierpieć.

Pandemia uderzyła w pocztowców we wszystkich krajach, ale nad Wisłą cios okazał się szczególnie bolesny. Poczta Polska od kilku lat należała bowiem do operatorów o najwyższym poziomie tzw. e-substytucji (proces zastępowania listów e-mailami). PP tłumaczy, że spadek w listach jest m.in. skutkiem „zmian technologicznych, z których dobrodziejstw korzystają zarówno klienci biznesowi, jak i klienci indywidualni", a ów trend dodatkowo przyspieszył stan epidemii. Ale problem w tym, że to niejedyny kłopot firmy w tym kluczowym segmencie działalności. Wiele do życzenia pozostawiają bowiem wskaźniki efektywności rodzimych listonoszy. Wystarczy powiedzieć, że ich koszty pracy są najwyższe w Europie i – wbrew unijnym trendom – od lat się nie zmniejszają.

Mała torba, duża cena

Udział kosztów pracy w strukturze kosztów ogółem w PP to aż prawie 70 proc. Co więcej, taki poziom utrzymuje się od 15 lat. Tymczasem średnia innych operatorów europejskich spadła w tym okresie z 57,7 do 54,4 proc.

Statystyka pokazująca liczbę przesyłek listowych przypadających na listonosza również nie daje państwowej spółce powodów do dumy. Wskaźnik ten wynosi 50,6 tys. sztuk, a więc znacznie poniżej większości operatorów w Europie (np. dla Czech sięga on 56,7 tys., Hiszpanii – 68,8 tys., a Niemiec – 71 tys.). To oznacza, że rodzimi pocztowcy dostarczają znacznie mniej korespodencji niż ich zagraniczni koledzy, a co więcej liczba takich przesyłek przypadających na torbę listonosza od kilku lat systematycznie spada (od 2016 r. wskaźnik ten zmalał o 16 proc. z poziomu 60 tys. szt.). Przez nieefektywność PP musi poprawiać rentowność wyższymi cenami. I w tym wypadku również państwowy operator wysuwa się na czoło europejskiego rankingu, który firmie raczej nie przynosi chwały.

– Wzrost cen usług pocztowych w Polsce potwierdza coroczny raport Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Zgodnie z jego wynikami polski rynek przesyłek listowych regularnie się kurczy, lecz – co ciekawe – jego wartość w ub.r. wzrosła o prawie 5 proc., do poziomu 3,77 mld zł – komentuje Janusz Konopka, prezes Speedmail, która jest największym w Polsce alternatywnym operatorem pocztowym.

Drożyzna sprawia, że klienci szukają konkurencyjnych dla PP usług. – Rosnące ceny odczuwają w szczególności nadawcy biznesowi i instytucjonalni, którzy starają się redukować koszty firmowej korespondencji. Na ofertę alternatywną względem PP coraz częściej decydują się banki, operatorzy telekomunikacyjni, firmy ubezpieczeniowe, ale też jednostki samorządowe – wylicza Konopka.

Analizy Deutsche Post pokazują, że – biorąc pod uwagę koszty pracy i siłę nabywczą pieniądza – więcej niż PP za takie usług biorą tylko w Danii, na Łotwie, w Grecji, Finlandii i we Włoszech. Taniej niż w Polsce list wyślemy w krajach dużo bogatszych od nas: Szwajcarii, Luksemburgu czy Niemczech.

Przez ostatnie pięć lat ceny nominalne usług pocztowych nad Wisłą wzrosły o 74 proc. (dla porównania – licząc od roku 2015 – w Niemczech o niecałe 29 proc., a w Szwajcarii i na Cyprze – bez zmian). W konsekwencji, aby pokryć koszt standardowego listu w naszym kraju, trzeba pracować 7,67 minut, podczas gdy europejska średnia wynosi 4,32 minuty (najkrócej na wysłanie listu trzeba pracować w Szwajcarii – 1,35 min).

W centrali PP tłumaczą, że „operator wyznaczony, zobowiązany świadczyć usługi powszechne, a tym samym utrzymywać złożoną sieć logistyczną, jest zmuszony zmieniać wysokość ich cen, by zachować rentowność usług".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA