fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

W miastach będzie czyściej i wygodniej

Eksperci oceniają, że w ciągu dwóch dekad ponad połowa nabywanych samochodów będzie wyposażona w napęd elektryczny
AdobeStock
Według dzisiejszych przewidywań miasta przyszłości będą miejscami bez diesli, za to z rowerami i napowietrznym pociągiem.

Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że do 2050 r. ponad dwie trzecie ludności świata będzie żyło w miastach. To o blisko 15 punktów procentowych więcej niż obecnie.

Problemem jest jednak postępujące zanieczyszczenie środowiska, wyczerpywanie się zasobów naturalnych i zapewnienie bezpieczeństwa. Społeczeństwa mają dość brudzących samochodów, a politycy muszą znaleźć rozwiązania dla tych wyzwań, stąd nowe regulacje.

Elektryczna przyszłość miast

Wysokie koszty leczenia chorób spowodowanych sadzą i pyłem emitowanym przez samochody zachęciły rządy wielu państw oraz włodarzy miast do wprowadzenia zakazu wjazdu do centrów miast najstarszych pojazdów.

Ateny chcą pozbyć się diesli z ulic w 2025 r. Bruksela, podobnie jak Mediolan, sygnalizuje, że w 2030 r. zakaże całkowicie wjazdu pojazdom z dieslem. Dekadę później podobny zakaz planują wprowadzić władze Londynu.

W najbliższych latach praktycznie wszystkie modele największych koncernów samochodowych zostaną zelektryfikowane. Otrzymają napęd hybrydowy lub bateryjny.

Popularność tego ostatniego jest znacznie mniejsza, niż chcieliby entuzjaści nowych technologii oraz aktywiści ruchów ekologicznych. Powodem są wysokie ceny takich modeli oraz niedostateczna infrastruktura ładowania akumulatorów. Dla miast oraz firm energetycznych jest to duże wyzwanie, bo nie wszędzie energetyka ma dostępne moce, ponadto stworzenie sieci ładowarek jest kosztowne i długotrwałe.

Mimo trudności firma doradcza Deloitte ocenia, że w ciągu dwóch dekad ponad połowa nabywanych aut będzie dysponowała napędem elektrycznym. Międzynarodowa Agencja Energii wskazuje, iż łącznie na świecie będzie poruszać się wtedy 0,3 mld egzemplarzy takich pojazdów.

Indywidualnie lub wspólnie

Z punktu widzenia użytkowników ważniejszy od elektryfikacji transportu jest trend współdzielenia. Wśród młodego pokolenia 60 proc. ankietowanych nie widzi potrzeby zakupu samochodu – chce jedynie z niego korzystać.

Ten sposób użytkowania sprawdza się również w przypadku rowerów, muzyki, filmów, a ostatnio hulajnóg i analitycy przypuszczają, że szybko stanie się popularny także w motoryzacji.

Ośrodek Keralla Research podkreśla, iż liczba osób użytkujących systemy car-sharingu w ciągu najbliższych dziesięciu lat wzrośnie kilkukrotnie, do 35 mln użytkowników, a flota pojazdów wyniesie 0,4 mln szt. Z raportu firmy doradczej PwC „The five dimensions of automotive transformation" („Pięć wymiarów transformacji w sektorze automotive") wynika, że w 2030 r. co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formie współdzielenia.

Analitycy PwC wskazują, że lepsze wykorzystanie samochodu sprawi, że będzie potrzeba ich znacznie mniej. W efekcie z 280 mln aut zarejestrowanych obecnie w Europie w 2030 r. zostanie 200 mln.

Bez prawa jazdy

Niewykluczone, że za 15–20 lat zniknie dokument znany jako prawo jazdy. Samochody autonomiczne, potrafiące bez ingerencji kierowcy pokonywać wyznaczone trasy oraz poprawnie wykonywać manewry hamowania, wymijania czy parkowania dowiozą pasażerów w dowolne miejsce otwarte dla ruchu kołowego.

Tylko w Europie ponad 160 podmiotów pracuje dziś nad systemami automatycznego prowadzenia. Globalnie miliardowe fundusze stoją do dyspozycji takich firm jak Aptiv, Tesla, Uber, Nvidia, należąca do Google'a firma Waymo, związany z Amazonem startup Aurora czy izraelski Mobileye.

Rynek rozwiązań niezbędnych dla wdrożenia autonomicznej jazdy już jest wart 55 mld dol., a według prognoz Allied Market Research, w 2026 r. przekroczy 556 mld dol. Dla wprowadzenia autonomicznych rozwiązań bardzo pomocna będzie sieć 5G szybkiego mobilnego internetu, która ułatwi przesył danych między pojazdami oraz infrastrukturą.

Możliwe, że największą szansą na ochronę miast przed zakorkowaniem oraz ich mieszkańców przed utratą zdrowia jest dalszy rozwój transportu zbiorowego. Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Zbiorowego UITP szacuje, że w godzinę autobusy przewiozą 9 tys. osób, tramwaje 22 tys., podczas gdy samochody osobowe – 2 tys.

Włodarze miast inwestują w elektryczne lub gazowe autobusy. Lotos ogłosił plany budowy stacji z wodorem, dzięki czemu autobusy na przykład w Gdyni będą napędzane tym gazem, spalanym w ogniwach paliwowych.

W przypadku większych potoków pasażerskich konieczne jest na przykład metro, zdolne przewieźć w godzinę 50 tys. pasażerów. Jednak tak duże inwestycje jak metro są z ledwością utrzymywane nawet przez bardzo duże miasta.

Wyjściem może okazać się proponowana choćby przez Bombardiera napowietrzna kolej Monorail. Przewozi ona do 48 tys. pasażerów na godzinę i jedynie wymaga estakad, znacznie tańszych od tuneli.

Kamila Kaliszyk dyrektor ds. rozwoju rynku w polskim oddziale Mastercard Europe

Sprawna i przyjazna mieszkańcom komunikacja miejska to podstawa dobrze funkcjonującego miasta. W miarę postępującej urbanizacji będzie ona coraz istotniejsza, gdyż pozwala zaspokoić potrzeby transportowe większej liczby osób i jest rozwiązaniem bardziej ekologicznym niż liczne samochody osobowe na drogach. Dlatego miasta już dziś powinny przygotować się na to, co czeka je w najbliższych latach i korzystać z inteligentnych rozwiązań, by być przyjaznym miejscem do życia.

W Mastercard uważamy, że płatności bezgotówkowe mogą miastom pomóc w usprawnieniu komunikacji i zarządzania ruchem. W Polsce cieszą się one bardzo dużą popularnością – stanowią ponad 85 proc. wszystkich transakcji kartami Mastercard. Z naszych badań wynika, że konsumenci chcą płacić kartą, ale połowa z nich zgłasza, że nadal nie wszędzie ma taką możliwość, wskazując transport publiczny, np. autobus czy tramwaj, jako jedno z głównych miejsc, gdzie im tego brakuje.

Jednym z najnowocześniejszych rozwiązań, a jednocześnie bardzo wygodnym dla pasażerów i korzystnym dla miasta jest system „open payment", w którym bilet może być „zapisany" na karcie płatniczej. Dzięki temu mieszkańcy mogą płacić za przejazdy komunikacją miejską w sposób szybki, wygodny i bezpieczny. Nie trzeba bowiem kupować biletu kartonikowego, niezbędna jest jedynie karta płatnicza, którą i tak zazwyczaj mamy przy sobie, co bardzo ułatwia opłacenie przejazdu. Taki system umożliwia m.in. taryfę Wejście/Wyjście, dzięki której pasażer płaci za konkretną liczbę przejechanych przystanków, przykładając kartę przy wejściu i wyjściu z pojazdu. Z kolei miasto może zaoszczędzić na dystrybucji papierowych biletów, które są droższe niż w przypadku rozwiązań cyfrowych. Londyn, w którym system „open payment" funkcjonuje już od kilku lat, dzięki rezygnacji z obsługi gotówki oszczędza rocznie 24 mln funtów.

W Polsce pilotaż rozwiązania „Open Payment System" jako pierwszy wdrożony został w Łodzi w 2017 r. MPK Łódź zastosowało je we współpracy z Mennicą Polską oraz Mastercard i Elavon. Łodzianie chętnie korzystają z takiej opcji płacenia za przejazdy. Przez rok testowania rozwiązania tylko na jednej linii odnotowano ponad 300 tys. opłat kartą za przejazd. Z danych MPK Łódź wynika, że najbardziej popularne były bilety na przejazd trzech przystanków. Taka podróż w taryfie Wejście/Wyjście kosztuje 1,40 zł. To znacznie korzystniejsze niż zakup biletu czasowego. Najtańszy, 20-minutowy, kosztuje bowiem 2,80 zł. Z tego też powodu bilet na karcie doskonale sprawdza się zwłaszcza na krótkich odcinkach.

Śladem Łodzi poszły kolejne polskie miasta, m.in. Wrocław, Gdańsk czy Bydgoszcz. Mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości systemy typu „open payment" będą szeroko dostępną opcją dla pasażerów komunikacji miejskiej w całej Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA