fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

100 mln zł kary za brak zgody UOKiK

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Do Sejmu trafi dziś projekt ochrony polskich spółek przed przejęciem za bezcen przez inwestorów spoza UE. To narzędzie do ochrony firm przed wykupieniem przez Chińczyków, jednak może blokować przedsiębiorcom dostęp do gotówki.

„Rzeczpospolita" dotarła do projektu przepisów, które wprowadzają nawet 100 mln zł kary dla inwestora za przejęcie firmy bez zgody UOKiK. Nieopublikowana ustawa ma dziś trafić do Sejmu.

Prawo to ma chronić polskie spółki przed wykupem za bezcen przez inwestorów z Chin, Rosji czy krajów arabskich. Jednak eksperci od fuzji i przejęć wskazują na obecność kija, a brak marchewki – ustawa nie przewiduje mechanizmu, który rekompensowałby chronionej spółce zablokowanie źródła gotówki.

Mocna ochrona

Na przejęcie spółki publicznej lub innej, kluczowej z punktu widzenia państwa, zgodę będzie musiał wydać prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prawodawca na tę decyzję zostawił mu łącznie... 180 dni, co przedsiębiorcy określają jako „wieczność". Niepoinformowanie UOKiK to ryzyko poniesienia kary: 100 mln zł dla inwestora lub 10 mln zł dla zarządu przejmowanej spółki. Do tego od pół roku do pięciu lat więzienia.

Rygor wprowadza projekt ustawy o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami Covid-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw – który w art. 32 wprowadza zmiany do ustawy z 2015 r. o ochronie inwestycji.

Reakcje są mieszane. Z jednej strony eksperci chwalą chęć chronienia polskich firm przed wykupem za bezcen przez inwestorów z państw, które biznes traktują jako narzędzie politycznej ekspansji. Rząd chce się też zabezpieczyć przed ryzykiem uzyskania prostej furtki do rynków Unii Europejskiej przez inwestorów. Z drugiej strony nie brakuje obiekcji.

Liczne wątpliwości

Projekt nazywa zablokowanie możliwości wykupienia spółki ochroną. Tak więc chronione są spółki publiczne lub te, które zajmują się szerokim katalogiem działalności: od wytwarzania energii przez produkcję leków po produkcję żywności. – Projekt obejmuje bez względu na branże wszystkie spółki publiczne, a więc z rynku giełdowego i NewConnect. Nie sądzę jednak, żeby ochrona przed przejęciem producenta gier komputerowych, butów, garniturów czy spółki zajmującej się przetwórstwem owoców i warzyw była krytyczna dla ochrony porządku publicznego, a przynajmniej projektodawca nie wyjaśnił tego – mówi prof. Michał Romanowski, kierownik Pracowni Prawa Rynku Kapitałowego Uniwersytetu Warszawskiego. Zauważa, że ingerencję państwa w strukturę właścicielską spółek należy traktować nie jako zasadę, ale jako wyjątek od zasady wolności gospodarczej. Tymczasem na dwóch stronach skąpego uzasadnienia prawodawca nie wyjaśnił rzeczywistych zagrożeń. Dodatkowo, jak opisywaliśmy, lista zakładów znajdujących się w grupie krytycznej infrastruktury jest tajna, a także – prawdopodobnie – mocno niekompletna.

Blokowane jest już przejęcie 10 proc. udziałów w spółce. – Próg 10 proc. wydaje mi się stanowczo za niski. W prawie rynku kapitałowego za przejęcie kontroli uważa się przekroczenie progu 33 proc. – dodaje prof. Romanowski. W czasie kryzysu gospodarczego przyspiesza konsolidacja, i tu nadmierne blokowanie może utrudniać ratunek firm. – Może się zdarzyć, że sam obowiązek uzyskania uprzedniej zgody na transakcję (na której wydanie Urząd będzie miał aż 90 dni) doprowadzi niejedną firmę do upadłości, mimo że przepisy te miały ją w teorii chronić – zauważa Łukasz Targoszyński, adwokat z kancelarii Baker McKenzie. Dodaje, że nieprecyzyjny katalog spółek, których przejęcie wymaga zgody prezesa UOKiK, może spowodować całkowite wstrzymanie transakcji dotyczących tego typu spółek. Wreszcie – blokada inwestora nie skutkuje bezpośrednio pomocą z kraju. – W projekcie nie ma żadnego mechanizmu, który rekompensowałby chronionej spółce zablokowanie wejścia do niej inwestora w przypadkach, gdy jest on tzw. bezpieczną przystanią i oczekiwanym źródłem gotówki – mówi prof. Romanowski i tłumaczy, że sytuacje życiowe są różne, a proponowany mechanizm oznacza nie tylko kontrolę zakupu, ale w konsekwencji i zakaz sprzedaży, gdy urzędnik uzna, że istnieje „przynajmniej potencjalne" zagrożenie. – A przecież są tu znane mechanizmy, jak np. nabywanie akcji niemych przez państwo, np. przez PFR, a następnie sprzedaż ich, gdy zagrożenie ustąpi – mówi ekspert.

Europa idzie w podobnym kierunku, ale spokojniej

Resort rozwoju chętnie wskazuje na przykłady z Niemiec czy Kanady. Prawnicy jednak uważają, że niemieckie przepisy są dużo bardziej dopracowane, a procedura bardziej przejrzysta – co może wynikać z faktu, że przepisy nie były wprowadzane w takim pośpiechu. Berlin zdecydował, że przejęcia 10 proc. udziałów w spółkach prowadzących działalność określoną wprost jako krytyczną (np. spółki energetyczne, posiadające krytyczną infrastrukturę medyczną oraz żywnościową) mogą zostać zablokowane przez rząd. Przejęcie innych firm może zostać zablokowane, jeśli inwestor nabywa co najmniej 25 proc. udziałów, a transakcja może wpłynąć na bezpieczeństwo Niemiec. Ministerstwo Ekonomii i Energii ma na wszczęcie postępowania trzy miesiące od informacji o transakcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA