fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Zakazy dla marszów na Święto Niepodległości

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Ekscesy powinna wychwytywać policja, a rozwiązanie demonstracji to ostateczność.

To zgodna ocena prawników i policjantów zajmujących się kwestią zgromadzeń.

Czytaj także:

Hanna Gronkiewicz-Waltz, ustępująca prezydent Warszawy, zakazała w środę Marszu Niepodległości w Warszawie planowanego na 11 listopada.

Magistrat zakazuje

– Nie tak powinno wyglądać świętowanie 100. rocznicy odzyskania niepodległości – powiedziała, dodając, że policja nie przekazała ratuszowi informacji o liczbie funkcjonariuszy skierowanych do zabezpieczenia marszu. Dzień wcześniej prezydent mówiła zaś, że jeżeli podczas marszu będzie jakiś element nienawiści, będą jakieś race, jak w zeszłym roku, „to bez wahania rozwiąże tę manifestację".

– Odnoszący się do historycznych cierpień wywołanych agresywnym nacjonalizmem motyw uzasadnienia prezydent m.st. Warszawy nie ma znaczenia z prawnego punktu widzenia – wskazuje dr Maciej Kiełbowski, adwokat z kancelarii Wardyński i wspólnicy. – Ważniejsza jest wskazana w ustawie przesłanka zagrożenia zdrowia i życia ludzi lub mienia w znacznych rozmiarach, na którą również powołała się prezydent w swoim wystąpieniu. Trudno zaś jednoznacznie ocenić jej odwołanie do obecnych problemów kadrowych policji, gdyż powinna mieć ona oparcie w zgromadzonych dowodach.

Dodajmy, że policja już podała, że nie było żadnych pytań od magistratu, jak zamierza zabezpieczyć marsz.

To niejedyny przypadek zakazu demonstracji na 11 listopada. Podobny wydał prezydent Wrocławia, wskazując m.in. na przeszłość organizatorów poprzednich marszów, co budzi zastrzeżenia prawników, gdyż nie można z góry zakładać naruszeń prawa. W każdym razie taki zakaz podlega zaskarżeniu do sądu cywilnego, który powinien je rozpatrzyć w ekspresowym tempie.

Wolność ograniczona

Pytanie, czy sądy zdążą rozpatrzyć odwołania, złożone przez organizatorów marszów w Warszawie i Wrocławiu, przed 11 listopada.

Nie ma wątpliwości, że chodzi o jedną z fundamentalnych wolności: organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich, która może być ograniczona, i tak nie mogą w zgromadzeniu uczestniczyć osoby posiadające broń, materiały wybuchowe i pirotechniczne lub niebezpieczne narzędzia. Zakaz czy rozwiązanie zgromadzenia muszą mieć solidną podstawę, muszą być konieczne ze względu na bezpieczeństwo lub moralność publiczną i ta interwencja musi być proporcjonalna do zagrożenia – tak mówi art. 31 konstytucji.

– Prezydent miasta winien zważyć, by szkoda spowodowana zakazem czy przerwaniem zgromadzenia nie była wyższa, niż gdyby się ono odbyło – wskazuje prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Na indywidualne przypadki naruszania prawa winna być zindywidualizowana reakcja – organizatorów i policji. Rozwiązanie zgromadzenia powinno być ostatecznością.

To zresztą niebezpieczne narzędzie, jak wskazuje Dariusz Loranty, nadkomisarz policji w stanie spoczynku, ekspert od bezpieczeństwa: – Osoby, które naruszają prawo, powinny być zatrzymywane, a potem oddane pod sąd, natomiast prawo rozwiązania zgromadzenia w rękach prezydenta miasta stwarza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa jego uczestników, gdyż generuje jeszcze większe emocje i zagrożenia.

Zgodnie z prawem o zgromadzeniach (art. 19) za zapewnienie prawidłowego zgromadzenia, aby zapobiec powstaniu szkód z winy uczestników zgromadzenia, odpowiada jego organizator oraz przewodniczący, który jest obowiązany pozostawać w kontakcie z przedstawicielem władz miasta i funkcjonariuszami policji. Przewodniczący zgromadzenia żąda opuszczenia go przez osobę, która narusza prawo o zgromadzeniach albo przepisy karne (np. propaguje transparentem faszyzm) albo usiłuje udaremnić zgromadzenie. W przypadku niepodporządkowania się żądaniu zwraca się o pomoc do policji lub straży gminnej. W ostateczności on też ma prawo i chyba obowiązek rozwiązać zgromadzenie, jeżeli uczestnicy zgromadzenia nie podporządkują się jego poleceniom lub przebieg zgromadzenia narusza ramy prawne.

—współpr. wkt

Stanisław Trociuk zastępca rzecznika praw obywatelskich

Rzecznik z urzędu zbada sprawy zakazania marszów we Wrocławiu i Warszawie. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że decyzja prezydenta Wrocławia ma podstawy, ale chcemy sami ocenić, czy materiały policji i służb prowadzą do wniosku o zakazie. Dlatego zwróciliśmy się o pilne przekazanie nam tych materiałów. Jeśli uznamy, że decyzja jest błędna, być może przyłączymy się do postępowania w sądzie. Wrocław to inny przypadek niż marsz równości z Lublina, zakazany z powodu prawdopodobieństwa zajść między różnymi manifestacjami. We Wrocławiu chodzi o poprzednie imprezy organizowane przez obecnych organizatorów. W Warszawie nie mamy jeszcze żadnych danych. Nie można zakazywać zgromadzenia tylko dlatego, że są obawy, jak przebiegnie. Wolność organizowania pokojowych zgromadzeń to wartość konstytucyjna o fundamentalnej roli w społeczeństwach demokratycznych. Musi być chroniona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA