fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Koronawirus: Warmińsko-mazurskie zmaga się z lockdownem, wszystko wskazuje na to, że będą kolejne regiony

Fotorzepa/Paweł Rochowicz
Są kontrole, mandaty i kary. Przedsiębiorcy straszą zamykaniem swoich firm. Na zamrożenie muszą się jednak szykować kolejni.

Setki hoteli, pensjonatów, prywatnych kwater, a obok nich kina, teatry, baseny itd. – większość od soboty 27 lutego została zamknięta. Lockdown objął na razie województwo warmińsko-mazurskie, ale wszystko wskazuje na to, że będą kolejne. Dziś mówi się o pomorskim i lubuskim, jako następne w kolejce do zamknięcia często pada także mazowieckie.

Maska pod brodą

Pierwszy weekend na Warmii i Mazurach upłynął pod hasłem wzmożonych kontroli. Były mandaty i jedna kara administracyjna.

Czytaj też: Chaos przed trzecią falą. Władze szykują się na czarny scenariusz

Tomasz Markowski, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji w Olsztynie, mówi „Rzeczpospolitej”, że w ciągu dwóch wolnych dni policja skontrolowała 116 obiektów handlowych, wystawiła 67 mandatów za brak maseczki lub niewłaściwe z niej korzystanie i skierowała 23 wnioski o ukaranie do sądu. Z kolei sanepid przeprowadził 282 kontrole i wszczął jedno postępowanie administracyjne.

Jak udało nam się ustalić, w kilku największych hotelach jeszcze w sobotę rano można było spotkać turystów. Część zaskoczyło zamknięcie, oczekiwała bowiem na transport do domu. W sobotę wieczorem hotele w większości jednak opustoszały. Zarządzającym nie udało się wydać wszystkich zapasów zgromadzonych na posiłki serwowane do pokoi.

Kontrolujący bacznie przyglądają się także branży gastronomicznej. Chodzi głównie o to, czy działa ona jedynie na wynos. Wiadomo już, że mimo zakazu w województwie otworzyło się kilka restauracji, pubów czy zajazdów położonych przy często uczęszczanych trasach. To głównie lokale, które rozpoczęły działalność na początku 2020 r. i nie mogą liczyć na wsparcie państwa. W kilku sprawach trwają postępowania wyjaśniające.

Michał Sobierajski, radca prawny w Kancelarii Goldwin, Wesołowski i Wspólnicy, twierdzi, że zakazy i obostrzenia są wprowadzane nagle i przedsiębiorcy mają ograniczone możliwości przygotowania się do zmian.

Ogromne koszty odmrażania do kosza

Tymczasem, jak mówią hotelarze, uruchomienie nawet niewielkiego basenu to są koszty, które sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. A jeśli basenów jest kilka, to trzeba je pomnożyć.I jeszcze pieniądze wydane na zaopatrzenie, uruchomienie obiektów czy ich ogrzanie.

– To potężne koszty, które w naszej grupie sięgają około 400 tys. zł. Wydaliśmy je. Nie liczymy natomiast zaplanowanych przychodów, już nie mówimy: zysków, bardzo istotnych w tej sytuacji dla naszej grupy i dla wszystkich hotelarzy, którzy przygotowali się bardzo precyzyjnie, zgodnie z wszystkimi zasadami sanitarnymi, do swojej działalności – komentuje Łukasz Skolimowski, dyrektor sieci hoteli funkcjonujących na Warmii i Mazurach.

Przedstawiciele branży turystycznej z Warmii i Mazur ostatnią decyzję rządu nazywają skandaliczną, niezrozumiałą i niesprawiedliwą. Pojawiają się nawet zapowiedzi składania pozwów zbiorowych.

Hotelarze podkreślają też, że nie ma żadnych danych, które świadczyłyby o tym, że ktoś w regionie zaraził się właśnie w hotelu.

Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego zaapelowała do rządu, aby w obecnej sytuacji hotelarze z województwa warmińsko-mazurskiego otrzymali dodatkowe wsparcie finansowe od państwa, które zrekompensuje im straty finansowe związane z brakiem możliwości funkcjonowania obiektów.

Kolejni w strachu

– Przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego czują się prawie jak na bombie z opóźnionym zapłonem – komentuje dla „Rzeczpospolitej” Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Z jednej strony popieramy regionalizację jako sposób na to, żeby nie zamykać całej gospodarki, ale z drugiej przedsiębiorcy nie mają wątpliwości, że prawdopodobnie nastąpi zamknięcie na Pomorzu Zachodnim, a to będzie bardzo poważny cios przede wszystkim w hotelarstwo i turystykę. Z dużym niepokojem przyjmujemy informacje, że zamknięciem zagrożone są województwa pomorskie i lubuskie. To dwa regiony, które z nami sąsiadują, więc naturalna jest obawa, że Zachodniopomorskie może być następne – dodaje Mojsiuk.

Potrzebna pomoc

Twierdzi, że sytuacja przedsiębiorców w tym regionie jest bardzo trudna. Każdego dnia Izba odbiera dziesiątki sygnałów z branż takich jak hotelarstwo, turystyka, gastronomia, handel czy transport, że jest źle i konieczna jest pilna pomoc płynnościowa lub po prostu otwarcie gospodarki w reżimie sanitarnym.

Już teraz mamy do czynienia z wyższym bezrobociem w stosunku do zeszłego roku – 8,5 proc. Kiedy do opinii publicznej dochodzą wiadomości o możliwym lockdownie, szykują się następne zwolnienia, bankructwa i zamykanie firm.

– Ratunkiem dla tej sytuacji byłaby pomoc oparta na wskaźnikach spadku obrotu o 70 proc., a nie na kodach PKD – dodaje Hanna Mojsiuk.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA