fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Prezes NBP: Podwyżka stóp procentowych byłaby teraz absurdem

NBP
Fotorzepa, Rafał Guz
Bank centralny zamierza przeczekać wzrost inflacji, który uznaje za przejściowy. Podwyżki stóp najwcześniej w II połowie 2022 r.

Zaskakująco mocne przyspieszenie inflacji w marcu, które unieważniło prognozy większości ekonomistów na cały bieżący rok, nie zmienia perspektyw polityki pieniężnej. Nadal najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest stabilizacja stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie co najmniej do II połowy 2022 r. To główny wniosek z piątkowej wideokonferencji prezesa NBP Adama Glapińskiego.

W marcu inflacja w Polsce wzrosła do 3,2 proc. rok do roku, z 2,4 proc. miesiąc wcześniej. Już dziś wiadomo, że w kolejnych miesiącach będzie jeszcze wyżej. Prof. Glapiński przyznał, że okresowo może znaleźć się powyżej 3,5 proc., czyli górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (2,5 proc.). W całym roku, jak oczekują obecnie ekonomiści ankietowani przez „Rzeczpospolitą”, inflacja wyniesie średnio 3,3 proc., po 3,4 proc. w ub.r.

W ocenie prezesa NBP, ta podwyższona inflacja jest konsekwencją czynników o charakterze podażowym, na które krajowa polityka pieniężna nie ma wpływu. Prof. Glapiński wymieniał w tym kontekście rosnące ceny ropy naftowej, także w związku z niską bazą odniesienia sprzed roku, ale też podwyżki cen odbioru śmieci, wzrost cen energii oraz wyższe koszty działalności firm w związku z pandemią. Jednocześnie podkreślał, że inflacji nie napędza popyt. – Jest stanowczo zbyt wcześnie, żeby w ogóle rozważać dzisiaj zacieśnienie polityki pieniężnej. To byłby ogromny błąd. Nie możemy wyhamować odbudowy gospodarki po pandemii. Dyskutowanie o podwyżkach stóp, zanim ta odbudowa się zaczęła, byłoby absurdem. To byłoby zarówno wbrew sztuce polityki pieniężnej, jak i logice – tłumaczył prezes NBP.

Szef banku centralnego podtrzymał swoją ocenę, że do końca kadencji obecnej Rady Polityki Pieniężnej stopy procentowe się nie zmienią. To oznacza, że główna stopa NBP pozostanie na rekordowo niskim poziomie 0,1 proc., do którego RPP sprowadziła ją w maju 2020 r.

Ekonomiści powszechnie oceniają, że koniec kadencji Rady należy w praktyce interpretować jako koniec obecnej kadencji prezesa w czerwcu 2022 r. (kadencje większości pozostałych członków wygasną w styczniu i lutym). Jednocześnie prof. Glapiński zapewniał, że Rada nie zawaha się podwyższyć stóp procentowych, gdy inflację napędzał będzie popyt i rosnące płace, a gospodarce będzie groziło przegrzanie. Tyle, że w jego ocenie to jest bardzo daleka perspektywa. „Jesteśmy cholernie daleko od OK” – powiedział w tym kontekście prezes NBP cytując jednego z bohaterów „Pulp Fiction”. Podkreślał, że w takich okolicznościach próba sprowadzenia inflacji do celu pociągałaby za sobą ogromne koszty społeczne w postaci wzrostu stopy bezrobocia.

Prof. Glapiński dodał, że dalsze obniżki stóp procentowych, o których możliwości mówił na przełomie 2020 i 2021 r., nie są obecnie potrzebne, bo wpływ trzeciej fali COVID-19 na polską gospodarkę nie jest tak negatywny, jak można się było obawiać. Zasygnalizował jednocześnie, że pod pewnymi względami łagodna polityka pieniężna zostanie z nami na wiele lat, niezależnie od tego, co się będzie działo ze stopami procentowymi. Jak powiedział, NBP zamierza pozostać aktywny na rynku obligacji. – QE to narzędzie również na „normalne czasy” – skomentowali tę wypowiedź prof. Glapińskiego ekonomiści z banku Pekao.

Pytany o to, czemu NBP bagatelizuje ryzyko nadmiernego wzrostu inflacji, inaczej niż banki centralne Czech i Węgier, które sygnalizują gotowość do zaostrzania polityki pieniężnej, prof. Glapiński powiedział, że punktem odniesienia jest dla niego postawa najważniejszych banków centralnych świata, czyli amerykańskiej Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego.

- Decyzje innych banków centralnych z regionu, szczególnie z małych gospodarek, nie odgrywają żadnej roli w naszych decyzjach. Polska jest dużym krajem. Prowadzimy politykę analogiczną do Fedu i EBC – tłumaczył prezes NBP wskazując, że te instytucje też sygnalizują, że na zaostrzanie polityki pieniężnej przyjdzie pora dopiero wtedy, gdy ożywienie gospodarcze po pandemii się ugruntuje.

Prezes banku centralnego oświadczył, że NBP nadal dopuszcza interwencje na rynku walutowym w razie zbyt szybkich zmian kursu złotego. Zapewnił jednak, że NBP nie zamierza utrzymywać tego kursu na żadnym z góry określonym poziomie. Jednocześnie przyznał, że obecnie kurs ten jest w „strefie komfortu” NBP. Odniósł się tak do pytań o to, czy wzrost kursu euro tuż przed Wielkanocą do najwyższego poziomu od 2009 r. (ponad 4,67 zł) był nadmierny. Obecnie kurs ten oscyluje wokół 4,55 zł.

- Interpretujemy to jako sygnał, że bank centralny nie chce doprowadzić do dalszej deprecjacji waluty i najprawdopodobniej będzie się trzymał z dala od rynku walutowego w najbliższych miesiącach. Nie jest to dla nas zaskoczeniem (nie spodziewaliśmy się kolejnych interwencji), ale sądzimy, że otwarte wyrażenie przez A.Glapińskiego takiej opinii może w krótkim horyzoncie wspierać notowania złotego – napisali w komentarzu po wystąpieniu prezesa NBP ekonomiści z banku Citi Handlowy.

Poprzedniej interwencji na rynku walutowym - największej w historii, jak podkreślał prof. Glapiński – NBP dokonał w grudniu ub.r. Prezes banku centralnego zapewnia, że miały one zapobiec zbyt szybkiej aprecjacji złotego, która oznaczałaby zaostrzenie warunków finansowych w gospodarce w sytuacji, gdy NBP dążył do ich rozluźnienia. Osłabienie złotego pod koniec roku miało też jednak wyraźny wpływ na wynik finansowy banku centralnego. Prezes Glapiński poinformował na piątkowej wideokonferencji, że zysk NBP w 2020 r. wyniósł 9,3 mld zł, o niemal 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Z tego 8,9 mld zł trafi do budżetu, podczas gdy rząd założył wpływ na poziomie 1,3 mld zł.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA