Reklama

Jerzy Haszczyński: Arabska kontrrewolucja

Bilans dziesięciu lat: dwóch dyktatorów straciło życie. Chaos w kilku krajach. Żadna monarchia nie upadła. Demokracja trzyma się tylko w Tunezji.
Sidi Buzid, miasteczko w tunezyjskim interiorze, kolebka rewolucji, świętuje dziesiątą rocznicę. Wie

Sidi Buzid, miasteczko w tunezyjskim interiorze, kolebka rewolucji, świętuje dziesiątą rocznicę. Wielu Tunezyjczyków jest mocno rozczarowanych skutkami obalenia dyktatury. Ale mają demokrację i mogą demonstrować swoje niezadowolenie

Foto: AFP

17 grudnia 2010 roku w prowincjonalnym tunezyjskim miasteczku Sidi Buzid podpalił się sprzedawca warzyw Mohamed Buazizi. Z upokorzonym, pełnym frustracji młodym człowiekiem zidentyfikowały się tysiące Tunezyjczyków, którzy też nie mogli mimo wykształcenia znaleźć odpowiedniej pracy z godnym zarobkiem.

Bunt nieoczekiwanie opanował cały kraj, niecały miesiąc później za granicę uciekł dyktator Ben Ali. Nastroje rewolucyjne zapanowały w wielu innych państwach arabskich, w kilku do dzisiaj trwają rozpoczęte wtedy wojny domowe.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama