fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Zuzanna Dąbrowska: Premier zastępuje rzecznika rządu

Posiedzenie rządowego zespołu zarządzania kryzysowego.
Posiedzenie rządowego zespołu zarządzania kryzysowego.
Fot: Krystian Maj/KPRM
Ostatnie sondaże poparcia (Kantar, IBRiS) wskazują, że Zjednoczona Prawica traci punkty. To budzi niepokój w szeregach władzy. I powoduje nerwowe reakcje.

Ministrowie mają teraz stać na pierwszej linii frontu propagandowego i reagować. Wiadomo, że kiedy poparcie spada, ośmieszające memy i krytyczne wpisy rozprzestrzeniają się w mediach społecznościowych jak koronawirus jesienią. Telewizja państwowa robi, co może, by pomóc: przez ostatnie dni tematem głównym było aresztowanie Romana Giertycha, a pandemię traktowano jak wzrost zachorowań na świnkę. Ale to już na obywateli nie działa zbyt mocno.

Do walki ruszył więc minister zdrowia Adam Niedzielski i napisał na Twitterze: „Jestem przerażony brakiem odpowiedzialności osób prześcigających się w pomysłach na obejście obowiązujących obostrzeń”. Kogo miał na myśli? Kolegów polityków?

A premier Mateusz Morawiecki, angażując się w prostowanie własnej wypowiedzi, apelował: „Przestańcie wprowadzać ludzi w błąd. Oświadczam, że wszystkie nasze działania zmierzają właśnie w kierunku tego, by umierało jak najmniej osób”. Premier napisał to na Twitterze po tym, jak wypaczono sens jego słów „kto ma umrzeć, to umrze”.

Dowiedz się więcej: Morawiecki: Nie słuchajcie demagogów, chrońcie siebie i bliskich

W tej sprawie Mateusz Morawiecki ma rację: słowa były opisem postawy krytykowanej przez szefa rządu, a nie jego poglądem. Ale czy naprawdę premier ma prawo do świętego oburzenia i zdziwienia przypisywaniem mu złej woli po tych wszystkich propagandowych i wizerunkowych wpadkach, jakie zaliczył przez kilka miesięcy pandemii? Jaką wartość ma teraz jego narzekanie na pseudonaukowe fake newsy, np. o nieskuteczności maseczek, skoro sam publicznie pokazywał się i występował na oficjalnych zdjęciach, np. w kinie, jeszcze pod koniec sierpnia – bez maseczki? O słowach na temat tego, że „wirus nie jest już groźny” – nie wspominając.

A to przecież tylko maleńki fragment tego propagandowego bałaganu. Wystarczy przypomnieć zachowanie Jarosława Kaczyńskiego podczas zaprzysiężenia rządu. I brak głosu prezydenta Andrzeja Dudy, który o pandemii nie potrafi powiedzieć społeczeństwu nic.

To wszystko ma swój skutek: nieodpowiedzialne zachowania obywateli, ale także – stopniowo – słabsze oceny rządu. I rząd to widzi. Pod koniec tygodnia zapadła więc decyzja o wprowadzeniu dyscypliny: o pandemii ma się wypowiadać wąskie grono osób z samej szpicy. Ma to zapobiec informacyjnej anarchii. Posłom jednak zakazać wprost niczego nie można, dlatego wzrosła jeszcze rola „Przekazów dnia” produkowanych jako stanowisko informacyjne rządzącego obozu. Linia komentarzy ma być taka, że „panujemy nad pandemią, choć zagrożenie jest duże. A jego powodem jest nieodpowiedzialność obywateli.” Syntezy linii propagandowej dokonał oczywiście premier, który zaapelował: „Dziś ważne są dwa hasła – STOP FAKE NEWS oraz ZOSTAŃ W DOMU!”.

Ale obywateli niełatwo się wytrąca z raz nabytych przekonań. Błędy i niekonsekwencje popełnione na początku wrastają w społeczeństwo jak chwasty. Zapewne każdy ma prawo się mylić – poznajemy przecież wszyscy nowe fakty na temat Covid-19… Ale jednego usprawiedliwić się nie da. Zrzucanie winy na ludzi za brak wiedzy, rosnącą agresję i rozwój pandemii jest niemoralny. I wtrąca nas wszystkich w jeszcze gorszą otchłań. Władza musi wiązać się z odpowiedzialnością za sytuację, a nie z fortelem kieszonkowca, który ukradł portfel i krzyczy „łapaj złodzieja!”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA