fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

PSL chce być potrzebny zwycięzcy wyborów

Fotorzepa, Robert Gardziński
Działacz PSL, pyta polityka PSL: - Kto wygra najbliższe wybory? Doświadczony kolega bez wahań odpowiada: - Jak to kto? Nasz przyszły koalicjant!

Ta stara anegdota dotycząca polityki uprawianej przez ludowców w III RP, nabrała ostatnio całkiem nowych kolorów i stała się znów aktualna.

Przez lata nieoficjalną doktryną PSL była rola partii obrotowej, gotowej zawrzeć korzystny układ z każdym, kto wygra wybory (no, prawie z każdym). Tak się złożyło, że przez lata było to SLD, potem przez osiem lat PO. I mimo, że partnerzy ci wskazują raczej na centrowo-lewicową optykę ludowców, to wiadomo, że wynika ona bardziej z praktyki politycznej niż deklarowanych zapatrywań. Te bowiem zawsze różniły się od siebie, choć nie tak, by mogły wprawić w zakłopotanie przeciętnego proboszcza.

Dziś, po właściwie przegranych wyborach europejskich, poglądy PSL przesunęły się w prawo, a dawna partia Witosa deklaruje: z każdym, byle nie z lewicą". – Nie da się budować politycznego centrum z Wiosną czy SLD – powiedział „Rzeczpospolitej” Władysław Kosiniak-Kamysz, pytany o przyczyny stanowiska PSL o samodzielnym budowaniu Koalicji Polskiej. Co zresztą wywołuje zdumienie tejże, a szczególnie polityków spod znaku SLD, pamiętających dobrze wspólne rządy. „Czy ktoś z PSL potrafiłby jeszcze zaśpiewać 'O cześć wam panowie magnaci'” - dopytywał się na Facebooku Krzysztof Janik, były minister w rządzie SLD-PSL. I wytykał ludowcom, że zapomnieli o tradycji Witosa, którego nie poparł żaden biskup, gdy przywódca ruchu ludowego siedział w więzieniu po procesie brzeskim. A Włodzimierz Czarzasty w rozmowie z Onetem mówi wprost, że PSL chce się dogadać z PiS, który miał składać ludowcom propozycję wspólnych list, a może nawet rządzenia z poszerzeniem spektrum o Kukiz’15.

PSL ma więc dwa wyzwania: pierwsze to przeskoczyć próg wyborczy, a drugie – być potrzebnym zwycięzcy jesiennych wyborów. Gdyby więc Platforma wzięła za dobra monetę deklaracje Kosiniaka-Kamysza o otwarciu na PO i zdecydowała się na układ PO-Nowoczesna- PSL, sprawiłaby ludowcom niezłego psikusa, bo uniemożliwiłaby w ten sposób przyszły układ z PiS. Ale – z drugiej strony - zagwarantowałaby chociaż w ten sposób ludowcom poselskie mandaty, których nie mogą być pewni przy samodzielnym starcie. Poza tym Stronnictwo i tak osiągnęłoby swój cel: odbicie konserwatywnego elektoratu na wsi i odbudowa politycznego zaplecza. Bez lewicowych pomysłów i eksperymentów. Tak czy tak - sytuacja wymusza na politykach PSL, użycie całych swoich zasobów sprytu politycznego. Czy to jednak wystarczy, by przetrwać?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA