fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Falenta pod wymuszoną obserwacją psychiatryczną

Marek Falenta chce kasacji wyroku za aferę podsłuchową. Jego akta są już w Sądzie Najwyższym
Reporter
Biznesmen zamiast do prokuratury trafił do ośrodka diagnostycznego. Został zmuszony przez sąd – dowiedziała się „Rz".

Mimo upływu ponad trzech tygodni od ujawnienia przez „Rzeczpospolitą" listu Marka Falenty do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym groził, że ujawni prawdę o podsłuchach, biznesmen do dziś nie został wezwany do prokuratury, by złożyć wyjaśnienia w tej sprawie. Skąd ta zwłoka? Prokuratura odmawia nam informacji, jednak, jak ustaliliśmy, powodem jest fakt, że Falentę skierowano na badania psychologiczno-psychiatryczne.

Badanie odbywa się w specjalnym ośrodku diagnostycznym – może potrwać nawet trzy tygodnie. Po badaniach psycholog wydaje orzeczenie psychologiczno-penitencjarne, a lekarz psychiatra – opinię psychiatryczną. Nie jest to jednak badanie, które określałoby poczytalność Marka Falenty – takie może zostać przeprowadzone dopiero po przesłuchaniu skazanego przez prokuratora, kiedy pojawi się wątpliwość co do jego poczytalności.

Po co badania?

Co ciekawe, według naszych ustaleń Falenta nie wyraził zgody na obserwację – został zmuszony decyzją sądu penitencjarnego (tak mówią przepisy).

O tym, że prokuratura weźmie pod uwagę stan zdrowia Marka Falenty i skieruje go na badania, mówił 13 czerwca w Sejmie prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Jednak z jego wypowiedzi wynikało, że najpierw zostanie on przesłuchany, a po złożeniu wyjaśnień zostanie oceniona jego wiarygodność „pod kątem różnego rodzaju okoliczności zdarzeń", biorąc pod uwagę również to, że „Marek Falenta przebywał w szpitalu psychiatrycznym i prokuratura dysponuje szeroką dokumentacją z zakresu jego pobytu w różnego rodzaju placówkach zdrowia psychicznego".

Czemu ma więc służyć zbadanie stanu psychicznego Falenty przed jego kluczowym przesłuchaniem?

Prokurator Święczkowski próbował rozmyć wagę informacji Falenty. Jego zdaniem te „rewelacje" „pojawiały się już w jego wyjaśnieniach w toku śledztwa, w którym został oskarżony, a następnie skazany", ale szczegółów nie wskazał.

Okoliczności dotyczące zdrowia biznesmena, na podstawie akt sprawy z afery podsłuchowej (Falenta został skazany na 2,5 roku więzienia), ujawnił kilka miesięcy temu Onet. Zdaniem portalu Falenta przebywał w kilku placówkach, a lekarze zdiagnozowali u niego m.in. „reakcję depresyjno-lękową" i ciężką depresję z myślami samobójczymi (był to czas, kiedy Falenta walczył o odroczenie odsiadki i ułaskawienie). Dlatego, jak pisała „Rzeczpospolita", Falenta zaczął odbywać karę w warunkach zwiększonej izolacji i zabezpieczenia – w jednoosobowej celi z monitoringiem.

Listy biznesmena

Prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, w której Falenta będzie przesłuchiwany (w tym śledztwie tzw. małej aferze taśmowej ma od stycznia 2018 r. zarzuty za kolejne taśmy), odmawia informacji na temat jakichkolwiek czynności w tej sprawie.

– Poinformujemy opinię publiczną, kiedy je przeprowadzimy – ucina pytania Saduś.

Nie chce się również odnieść do naszego pytania, czy prokuratura zabezpieczyła już wszystkie listy Falenty, które do najważniejszych osób w państwie wysłał z aresztu w Hiszpanii, tuż po zatrzymaniu. Chodzi głównie o prywatne listy do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego. List do prezydenta Dudy znajduje się bowiem w aktach sprawy ułaskawieniowej, jaka z sądu została zwrócona do Prokuratury Generalnej.

Jego treść opisała „Rzeczpospolita". Marek Falenta ujawnia w piśmie do prezydenta Dudy tło afery podsłuchowej, za którą został skazany.

Wymienia 13 osób z kręgu PiS, które nie tylko wiedziały o procederze, ale także zachęcały go do kontynuowania nagrywania. Pierwszy na tej liście jest prezes PiS Jarosław Kaczyński – rzekomo akceptujący akcję Falenty z nagrywaniem, ale kluczowe postaci to b. skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski i adwokat zasiadający w radzie nadzorczej spółki Falenty, który miał się przyjaźnić z Kostrzewskim i zainicjować kontakt z PiS, w zamian za co dostał posadę w radzie nadzorczej jednej z państwowych spółek.

Falenta postanowił rozliczyć się z przeszłością i ujawnić prawdę, bo jak twierdzi w tym liście, został oszukany. „Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły" – pisze. Czy tak będzie? I jaki wpływ na to będzie miała opinia psychologiczno-psychiatryczna – nie wiadomo.

Wszystko się może jednak w obecnej sytuacji Falenty zmienić. W środę Sąd Najwyższy otrzymał bowiem akta z procesu biznesmena, w którym został skazany (miał je sąd okręgowy rozpatrujący wniosek o ułaskawienie). Lada dzień może zostać wyznaczony termin rozpatrzenia kasacji Falenty od wyroku. Jeśli Sąd Najwyższy wyrok uchyli (i np. skieruje do ponownego rozpatrzenia) Marek Falenta wyjdzie na wolność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA