Morrison zapewnił jednocześnie, że Australia pozostaje zwolennikiem dwupaństwowego rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Polityczny przeciwnicy Morrisona twierdzą, że jego słowa to "podstępna sztuczka" mająca zapewnić mu głosy w nadchodzących wyborach.

Status Jerozolimy jest przedmiotem sporu między Izraelem a Palestyną - obie strony uważają, że Jerozolima, święte miasto judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - powinna być ich stolicą. W grudniu 2017 roku Donald Trump ogłosił uznanie części Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniósł tam ambasadę. W ślad USA poszło tylko kilka innych państw - a działania Trumpa spotkały się z ostrymi protestami w świecie arabskim.

Morrison zapowiedział, że przed podjęciem decyzji ws. statusu Jerozolimy "skonsultuje się z członkami rządu i innymi państwami".

- Jesteśmy za dwupaństwowym rozwiązaniem, ale mówiąc szczerze, sprawy nie idą dobrze - nie udało się zrobić dużego postępu (w tym zakresie) - mówił premier Australii dziennikarzom. Premier dodał, że jest możliwe iż Australia uzna Jerozolimę za stolicę Izraela nadal opowiadając się za powstaniem niepodległej Palestyny, co miałoby zakończyć konflikt izraelsko-palestyński. Nie wykluczył, że w przyszłości Australia mogłaby uznać Jerozolimę Zachodnią za stolicę Izraela, a Jerozolimę Wschodnią - za stolicę Palestyny.

Na zapowiedź Morrisona zareagował szybko premier Izraela Benjamin Netanjahu, który na Twitterze podziękował szefowi australijskiego rządu i zapowiedział wzmocnienie więzi między Izraelem a Australią.

Tymczasem liderka opozycyjnej Partii Pracy w Senacie, Penny Wong, przekonuje, że słowa Morrisona są skierowane do społeczności żydowskiej w kluczowym okręgu wyborczym Wentworth. Wong ostrzega, że Morrison prowadzi "groźną i podstępną" grę słowną z wykorzystaniem australijskiej polityki zagranicznej.

- Jest gotów powiedzieć wszystko, jeśli jego zdaniem da mu to trochę głosów, nawet kosztem interesu narodowego Australii - stwierdziła Wong.