Aktywność uśpionego od końca lat 70. ubiegłego wieku wulkanu zauważono w grudniu; z krateru wydobywały się para i dym. Zjawisko nasiliło się w tym tygodniu. W czwartek premier położonego w archipelagu Małych Antyli państwa Saint Vincent i Grenadyny, Ralph Gonsalves, nakazał ewakuację zagrożonych obszarów.

Do erupcji wulkanu La Soufriere doszło w piątek. Wyrzucony w powietrze popiół i dym przesłonił słońce, pogrążając okolicę w ciemności - powiedział agencji Reutera świadek zdarzenia.

Kolumna pyłów wzniosła się na wysokość ok. 10 km. Popiół może opadać na terytoria należące do Grenadyn, Barbadosu, Saint Lucii oraz Grenady.

Chmura pyłu może spowodować zakłócenia w ruchu lotniczym, a na ziemi wywoływać dyskomfort u osób cierpiących na choroby dróg oddechowych.

Ewakuacja trwa. Premier Gonsalves poinformował, że do tej pory za pomocą m.in. statków ewakuowano 4,5 tys. osób mieszkających najbliżej wulkanu. Miejscowa organizacja ds. sytuacji kryzysowych (NEMO) oświadczyła, że akcję utrudnia słaba widoczność.

Możliwe, że ewakuowani będą mogli wrócić do domów nie wcześniej niż za cztery miesiące - powiedział premier. Dodał, że sąsiednie kraje wyspiarskie zgodziły się przyjąć ewakuowanych, pod warunkiem, że będą oni zaszczepieni przeciw COVID-19.

Zdaniem opozycyjnej senator Sheverny John, taki warunek może utrudnić ewakuację, której nie ułatwia też wynikająca z obostrzeń związanych z koronawirusem ograniczona liczba miejsc w schroniskach dla mieszkańców, którzy musieli opuścić swe domy.

W 1902 r. w wyniku erupcji wulkanu La Soufriere zginęło ponad tysiąc osób. Erupcja w 1979 r. wyrządziła straty materialne szacowane na 100 mln dolarów.

W państwie Saint Vincent i Grenadyny żyje ok. 100 tys. osób.