W tle walki z koronawirusem toczy się ostra rywalizacja symboliczna miedzy mocarstwami. Oby Opatrzność dopilnowała, by ta rywalizacja nie przeniosła się na inne pola. Chiny walczą o reputację i zarabiają na rozwożeniu po świecie maseczek i innego sprzętu. Stany Zjednoczone, w które wirus poważnie uderzył, zmagają się z tysiącami zmarłych. Przywódcy chińscy wiedzą, że ich autorytarny model ma pewną przewagę w trudnych czasach: łatwiej jest ograniczyć informacje o tym, jak wirus się rozprzestrzenia – bez wątpienia tak było na początku roku. Ich model pozwala też sprawnie wysyłać maseczki, nawet jeśli czasami są wątpliwej jakości, o czym donosiły media.

Ale już niedługo USA uporają się z pierwszą falą wirusa. Elementy współdziałania pomiędzy głównymi konkurentami do urzędu prezydenta Trumpem i Bidenem znikną. Pojawią się rozliczenia, zaostrzy się napięcie z Chinami – urzędujący prezydent będzie wskazywał na władze w Pekinie jako winne amerykańskich i światowych nieszczęść.

Uroczyste powitanie maseczek przez polskiego premiera i wicepremiera było zagraniem pod publikę. Można było zaprosić też Ukraińców, którzy wypożyczyli samolot, byłaby dywersyfikacja we wdzięczności, a wielkie święto Ambasady Chin nie byłoby bardzo popsute. Warto przetłumaczyć to na język polityki: powitanie samolotu z chińskimi zakupami to udział w ostrej rywalizacji, która już teraz się toczy pomiędzy Chinami a USA. I to nie po amerykańskiej stronie. Wkręcanie Polski w awanturę, a w najlepszym razie demonstracja faktu, że polski rząd tej rozgrywki nie rozumie. Po co nam to?

A może w mózgach części polskich liderów zalągł się szkodliwy mit, że Zachodu po koronawirusie nie będzie? Otóż będzie – w USA mogą wrócić do władzy demokraci, może się zmienić linia prezydenta Trumpa wobec Europy – piłka jest w grze. UE będzie się na nowo układać wewnętrznie. Nasze dzisiejsze gesty i deklaracje już są zaliczane na to konto. To nie jest więc dobry czas na basowanie chińskiej polityce. Nawet przywódcy czescy byli ostrożniejsi. To nie jest moment na wpisywanie się w amerykańsko-chińską rywalizację i roztkliwianie nad zakupami (bo nie darami przecież) z Chin, kiedy nowojorczycy opłakują zmarłych w zbiorowych mogiłach. Polska klasa polityczna nie ma krzty refleksji nad tym, że częścią problemu, który nas spotkał, jest system panujący w Chinach, uzależnienie wielkich organizacji międzynarodowych od Chin i ich politycznych metod. Nie chodzi o to, że posądzamy Chiny o złą wolę, ale o to, że w imię wewnętrznych uwarunkowań i prestiżu mocarstwa informacje o wirusie były opóźnione, a samoloty z Chin latały z wirusem dawno po tym, jak lotniska powinny być zamknięte. Dzisiaj ci, którzy nazywali sojusz z USA „egzotycznym”, oraz ci, którzy uważali, że nie ma już Unii, wspólnie robią politykę na transporcie z Chin – o ironio historii. Ta „lekkość” polskiej polityki zostanie dostrzeżona i nie będzie nam służyła, bo jest dowodem, że nie jesteśmy tak stali w uczuciach i „realistyczni”, jak sami o sobie myślimy.

Autor jest profesorem politologii i posłem KO