Reklama
Rozwiń
Reklama

Wybory straciły status wydarzenia

Wobec takiego nieszczęścia jak powódź kampania zeszła na dalszy plan – mówi prof. Zbigniew Nęcki

Aktualizacja: 25.05.2010 04:07 Publikacja: 24.05.2010 22:11

prof. Zbigniew Nęcki

prof. Zbigniew Nęcki

Foto: Fotorzepa, Bartosz Siedlik

[b]W krótkim czasie nasze społeczeństwo dotknęły dwie tragedie: katastrofa pod Smoleńskiem i powódź. Jak ludzie to znoszą?

Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny:[/b] To rzeczywiście czarna seria. Ledwie trochę się pozbieraliśmy po Smoleńsku, już dotknęła nas powódź. O dziwo, Polacy dzielnie sobie z tym radzą.

Psychologia zna taki mechanizm: gdy człowiek pogodzi się z faktem, że nadeszły złe czasy, to jest silniejszy i bardziej odporny w kontakcie z nieszczęściami. Za to człowiek, którego dotknie wielkie nieszczęście w dobrych czasach, znosi je dużo gorzej.

Krótko mówiąc, seryjne nieszczęścia są łatwiejsze do przetrwania niż pojedyncza tragedia, która przerywa okres prosperity i pomyślności. Ostatnio można usłyszeć wiele przesądnych głosów, że nadeszły złe miesiące dla Polski. Ale jest to wbrew pozorom pokrzepiające, bo po złych miesiącach nadejdą dobre. Czyli jest to samoistna psychoterapia. Ale oczywiście zbyt dużo nieszczęść załamuje ludzi. Pojawiają się u nich bardzo złe syndromy – psychicznego wyczerpania, depresji i bierności. I to wtedy, gdy trzeba działać.

[b]Co w takiej sytuacji może ludziom pomóc? [/b]

Reklama
Reklama

Najważniejsze jest wsparcie. To niby banalna rzecz, ale świadomość, że można liczyć na wsparcie innych ludzi, przede wszystkim rodziny, ogromnie pomaga. Wielu powodzian mówiło: idę do siostry, do mamy. A to znaczy, że więzi krwi nadal są źródłem silnego wsparcia, mimo że na co dzień funkcjonujemy w środowisku zawodowym. W nieszczęściach jednak dużo częściej pomaga nam rodzina niż koledzy z pracy. Ogromnie ważne jest też wsparcie ze strony sąsiadów, których dotknęło to samo nieszczęście. Butelka wody mineralnej czy uratowanie kota dużo bardziej ucieszą niż jakieś wielkie współczucie.

[b]Czy politycy zachowują się i wspierają ludzi właściwie? [/b]

Sytuacja polityków jest trudna i niektórzy – zdaje się – trochę przesadzają. Ale jeżeli polityk wykazuje troskę i jedzie do powodzian, to nie można mu wmawiać, że robi to z powodu toczącej się właśnie kampanii wyborczej. To jest tendencyjne i dla wielu osób krzywdzące. Bo gdyby politycy nie pojechali do powodzian, wtedy pojawiłyby się głosy, że mają ich w nosie.

Pod tym względem jesteśmy narodem bardzo tendencyjnym i paranoidalnym, podejrzewającym polityków o złe intencje. A przecież ci ludzie są tak samo wrażliwi na nieszczęście jak reszta społeczeństwa.

[b]Czy w sytuacji, w jakiej Polska się znalazła, ludzie w ogóle mają ochotę pójść do wyborów? [/b]

Wybory teraz nikogo nie ruszają, spadły na dalszy plan. Problemy, kogo wybrać, co mówią politycy, znalazły się na dalekim planie psychologicznym. I dotyczy to zarówno osób bezpośrednio dotkniętych nieszczęściem, jak i tych, którzy z daleka obserwują sytuację. Wybory straciły rangę superwydarzenia, stały się wyłącznie administracyjnym zabiegiem, który trzeba w pewnym sensie odfajkować.

Reklama
Reklama

[b] Kto politycznie może stracić na tegorocznej powodzi? [/b]

Nie sądzę, by ktoś personalnie na tym stracił. Gdyby któryś z polityków powiedział to, co pewien premier w 1997 roku, że trzeba się było ubezpieczyć, to mógłby stracić na popularności. Ale chyba nikt już nie popełni tego błędu. Martwi mnie natomiast widoczne polityczne zaangażowanie niektórych księży, którzy wykorzystują najmniejsze potknięcia językowe, by wytykać błędy rządzących. Z żalem stwierdzam, że nie tworzy to dobrej atmosfery.

[b]Po katastrofie pod Smoleńskiem niektórzy socjolodzy stwierdzili, że społeczeństwo się zmieniło, że zyskało podmiotowość. Czy powódź wzmocni tę zmianę i czy będzie ona trwała?[/b]

Nie sądzę, by zmiany obserwowane po katastrofie pod Smoleńskiem były trwałe. Aktywność społeczeństwa wzrosła, ale zniknie, gdy tylko wody opadną.

Społeczeństwo żyje bieżącymi wydarzeniami, a starsze pokrywa mgła zapomnienia. Kto dziś pamięta o Haiti, nie tak dawno dotkniętym trzęsieniem ziemi?

Na pocieszenie powiem, że ta sama mgła zapomnienia leczy nawet największe cierpienia. Czas leczy wszystkie tragedie. Dziś najważniejsze jest, żebyśmy nie powiększali istniejących już strat wewnętrznymi kłótniami, pomówieniami i wzajemnymi pretensjami. Zniszczone domy można powolutku odbudować. Nad ich stratą nie musimy tak bardzo boleć. Natomiast utraconego zdrowia nie da się odbudować.

Reklama
Reklama

Ludzie powinni pamiętać, że nadmierne przeżywanie materialnych strat jest obciążeniem dla ich organizmu i mogą to przypłacić zdrowiem.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama