W Hollywood to pewnie musiałoby się tak skończyć. Byli sami przeciw wszystkim, rywale brzydko faulowali, sędziowie znów nie chcieli im uznawać bramek, zmarnowanych szans wystarczyłoby na kilka scenariuszy. I w końcu przybył w pole karne ten, na którego od początku liczyli: najlepszy, najprzystojniejszy, najbardziej lubiany.

Ostatnią akcją zapewnił drużynie pierwsze miejsce w grupie, zabrał je Anglii, Słowenię pozbawił awansu. I odjechał z nagrodą piłkarza meczu.

Że tak będzie sprawiedliwie, czuł każdy oglądający mecze USA. Ale na twarzach amerykańskich kibiców w Pretorii pewności szczęśliwego zakończenia nie było. Jedni zakrywali twarze, inni wznosili modlitwy, Bill Clinton w loży honorowej patrzył pytająco na Seppa Blattera, na boisku Clint Dempsey przeżegnał się przed jednym z rzutów wolnych w ostatnich minutach.

Długo zanosiło się na to, że Amerykanie będą jedyną wyeliminowaną do tej pory drużyną, której będziemy żałować. Wrócą do domu, chociaż nie dali się Anglii, Słowenię powinni pokonać, gdyby uznano im prawidłowo zdobytego gola, z Algierią prowadziliby już w pierwszej połowie, gdyby liniowy nie widział Dempseya na spalonym, choć Amerykanin był równo z obrońcami. Powinni też kończyć mecz w

11 przeciw dziewięciu, ale sędzia nie zauważył, jak jeden z Algierczyków w polu karnym bije Dempseya w twarz. Wyrzucił z boiska tylko Anthera Yahię, za drugą żółtą kartkę, ale to było już po najważniejszej amerykańskiej akcji tego mundialu.

Rezerwowy Edson Buddle podał piłkę w pole karne, tam Dempsey nie wykorzystał kolejnej okazji, tym razem trafiając w bramkarza Raisa Bolhiego, ale za plecami miał Landona Donovana. Kapitana, twarz soccera w USA, piłkarza, który w wieku 28 lat ma za sobą ponad 120 meczów w reprezentacji, był z nią na trzech mundialach, w RPA ratował ją już z niejednej opresji.

Donovan strzelił do bramki i można było odwołać przedwczesne zakończenie „Planu 2010”. Kiedyś Amerykanie rozśmieszali świat, zapowiadając, że najpóźniej w 2010 zdobędą mistrzostwo świata. Dziś sama data może wywołuje uśmieszki, ale przyszły sukces jest już jak najbardziej do wyobrażenia.

[b]GRUPA C [/b]

USA – ALGIERIA 1:0 (0:0)Bramka: L. Donovan (90+1). Żółte kartki: J. Altidore, D. Beasley (USA); H. Yebda, A. Yahia, M. Lacen (Algieria). Czerwona kartka (za drugą żółtą): A. Yahia (90+3, Algieria). Sędziował Frank De Bleeckere (Belgia). Widzów 35 827.USA: Howard - Bornstein (80, Beasley), DeMerit, Bocanegra, Cherundolo - Dempsey, Bradley, Edu (64, Buddle), Donovan - Altidore, Gomez (46, Feilhaber). Algieria: M’Bolhi - Bougherra, Halliche, Yahia - Kadir, Yebda, Lacen, Belhadj - Matmour (85, Saifi), Ziani (69, Guedioura) - Djebbour (65, Ghezzal).

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

[i]—Paweł Wilkowicz z Pretorii[/i]