Kilka lat temu to byłoby spotkanie braci w cierpieniu. Braci, którzy nie lubią, jak się ich wpycha do jednej rodziny, a ten mniejszy ma żal do większego, że na niego patrzy z góry, ale jednak łączy ich więź podobnych losów i miłość do pięknej gry.

Duch półwyspu podzielonego na królestwa klubów, z których każdy ma w gablotach europejskie puchary i własną gazetę, a od niej kibic od Barcelony po Lizbonę zaczyna dzień. Ziemi odkrywców, na której dobry futbol był zawsze towarzyszem dobrego jedzenia, dyskusji przy winie, i z łatwością obrastał w przesądy i mity, zwłaszcza gdy codzienność bywała trudna do zniesienia.

[srodtytul]Mundialowe klęski[/srodtytul]

Codzienność drużyny narodowej również, bo choć Portugalia jest jednolita, a w Hiszpanii lokalne nacjonalizmy zakazują reprezentacji wstępu na niektóre stadiony, to obie znają to uczucie: gdy kadra jest w cieniu klubów, młodzi piłkarze zdobywają tytuły, a dojrzali przynoszą rozczarowania.

Kiedy na każdy turniej wysyła się drużynę z nadziejami na zwycięstwo, a ona potem gra pięknie i przegrywa jak zawsze. Hiszpanię dwa lata temu odmieniło mistrzostwo Europy, nigdy nie była reprezentacją tak pewną swego jak teraz. Ale w mistrzostwach świata jeszcze nie znalazła pocieszenia.

Te finały zaczęła od zderzenia z rzeczywistością w meczu ze Szwajcarią, kolejne spotkania wygrywała, ale bez niedawnej lekkości. Nigdy nie doszła w MŚ dalej niż do czwartego miejsca, a poza turniejem w 1950 roku – nigdy dalej niż do ćwierćfinału.

Portugalia była na trzecim miejscu w 1966, na czwartym czterdzieści lat później, ale łącznie zakwalifikowała się tylko do pięciu mundiali. A ich dawne kolonie z Ameryki Południowej zdobywały mistrzostwo świata dziewięć razy na osiemnaście turniejów.

Hiszpania ma tylko jednego urodzonego u siebie piłkarza ze Złotą Piłką, Luisa Suareza, za to cały zastęp tych, którzy byli wybierani najlepszymi jako piłkarze jej klubów. Portugalia dwóch: Luisa Figo i Cristiano Ronaldo, i obu ze Złotą Piłką zdobytą za granicą. Trzeciego, Eusebio, musiała sprowadzić z Mozambiku, ale on przynajmniej triumfował w koszulce Benfiki.

W mistrzostwach świata Hiszpania i Portugalia dotychczas schodziły sobie z drogi. Spotkają się dziś w Kapsztadzie pierwszy raz. Na boisku Cristiano Ronaldo z Xavim, Iniestą, Pique i innymi, z którymi w ostatnim sezonie przywracali lidze hiszpańskiej miano najlepszej na świecie.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Na ławce – Vicente del Bosque z Carlosem Queirozem, który w 2003 przejął po nim Real. Queiroz jak mało kto rozumie poplątaną rzeczywistość futbolu na Półwyspie Iberyjskim, choć to jedyny na afrykańskim turnieju trener urodzony na południe od Sahary. Pochodzi z Nampula w Mozambiku, tam zaczynał karierę, wyjechał dopiero w wieku 21 lat, uciekając przed wojną domową.

Dziś wraca tam z Europy, w każdej wolnej chwili. Swego czasu przyjechał też do Afryki do pracy, z reprezentacją RPA, bo Europa go nie chciała. Był wychowawcą Luisa Figo, Fernando Couto, Rui Costy, ich pokolenie poprowadził dwa razy do mistrzostwa świata do lat 20, ale przy pierwszym podejściu do dorosłej kadry sparzył się tak, że po roku uciekł do Sportingu Lizbona, a stamtąd w świat, żeby zapomnieć: do USA, Japonii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

[srodtytul]Nowa opowieść[/srodtytul]

Na powrót do kadry dał się namówić dopiero w 2008 roku, ale wcześniej zapracował na nazwisko wierną służbą u Aleksa Fergusona, w roli dobrego policjanta z Old Trafford. Tak dobrego i spokojnego, że w Realu Madryt uznali go za niezbyt rozgarniętego i zwolnili już po jednym sezonie. Oni go sprowadzili na miejsce Del Bosque, żeby powiało wielkim światem, a on chciał być taki jak jego poprzednik. Dla piłkarzy dobrym ojcem, dla szefów lojalnym pracownikiem.

Teraz mówi otwarcie, że Florentino Perez to „cabron”, który mu nie pozwolił dokończyć pracy. Dziś prezes Realu śni o wielkości pod wodzą innego portugalskiego trenera, a Que-iroz prowadzi do walki o ćwierćfinał nietypową Portugalię. Taką, która jeszcze nie dała sobie strzelić bramki, ale ma problemy z ich strzelaniem silnym rywalom. Grającą z kontrataku i mającą ciągle coś do udowodnienia.

Hiszpania też ma. Dotychczas w ich imieniu toczyły sąsiedzkie wojny kluby, ale może właśnie dziś zaczyna się nowa opowieść.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=p.wilkowicz@rp.pl]p.wilkowicz@rp.pl[/mail][/i]