W Biuletynie Informacji Publicznej warszawskiego urzędu miasta pojawiła się nowa pozycja „Rejestr umów". Znajdziemy w nim wszystkie świadczenia, jakie prywatne podmioty wykonują na rzecz ratusza, dzielnic i miejskich instytucji.
Znajdziemy tu zarówno umowy na duże kwoty, jak tę zawartą przez Zakład Gospodarowania Nieruchomościami z Zakładem Instalacyjno-Budowlanym Level, gdzie za awaryjną wymianę instalacji wodno-kanalizacyjnej w budynku przy ul. Szwedzkiej 6 zapłacono 58 663 zł, czy dotację Biura Pomocy i Projektów Społecznych dla Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi na trzyletnią opiekę nad dziećmi, opiewającą na ponad 5 mln zł.
Większość wpisów opiewa jednak na drobne kwoty. Z rejestru umów dowiemy się m.in., że Ursynowskie Centrum Sportu i Rekreacji zapłaciło Arkadiuszowi Szkopowi za pełnienie dyżurów ratowniczych i prowadzenie nauki pływania... 13 zł. To samo centrum zamówiło też tablicę informacyjną za 187 zł. Z kolei śródmiejski Zarząd Terenów Publicznych kupił kasetę. Wydał na nią 13,01 zł.
– Założyliśmy, że w Internecie znajdzie się każda umowa, jaką zawierają ratusz i miejskie jednostki, niezależnie od kwoty – mówi rzeczniczka urzędu miasta Agnieszka Kłąb.
Dowiemy się więc, że Biblioteka Publiczna w dzielnicy Żoliborz zapłaciła za prąd złotówkę, z kolei PTC Polkomtel wystawił Zespołowi Szkół nr 116 rachunek na... jeden grosz.
Odtajnione dane
Umowy zostały ujawnione dopiero po sześciu latach trwania kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wcześniej jednak nie było tak łatwo. Gdy ratusz odpisał na interpelację radnego Krystiana Legierskiego (SLD) w sprawie premii dla burmistrzów dzielnic, utajnił załącznik z konkretnymi kwotami. Pisaliśmy o tym w „Rz". Wykazu nazwisk zleceniobiorców ratusza nie mógł się doprosić z kolei radny Jarosław Krajewski (PiS). Sprawa trafiła do sądu. Ostatecznie wypowiedział się na ten temat Sąd Najwyższy. Uznał, że dane osób, które podpisują umowy z ratuszem, powinny być jawne.
– To była dla nas ważna wiadomość – mówi Agnieszka Kłąb. – Wcześniej, nie znając takiej wykładni sądu, byliśmy zobligowani do ochrony danych osobowych. Ale już od marca do każdej umowy wpisywaliśmy klauzulę mówiącą o tym, że dane zleceniobiorcy będą jawne. Z posunięcia ratusza zadowoleni są radni, również ci opozycyjni.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
– To bardzo dobra wiadomość – mówi Jarosław Krajewski. – My, jako klub PiS, od dawna zgłaszaliśmy postulat, by jawność umów wpisać do statutu miasta, czyli takiej lokalnej konstytucji. Będę monitorował te umowy. Warto pamiętać, że właśnie w ten sposób znaleźliśmy pół miliona wydane na obsługę Facebooka, czy 3,3 tys. zł miesięcznie za prowadzenie tam profilu Hanny Gronkiewicz-Waltz.
Nie boimy się
Czy urzędnicy nie obawiają się, że takie ujawnienie umów może spowodować lawinę zastrzeżeń ze strony mieszkańców. – Absolutnie nie – zapewnia dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej Marcin Wojdat. – Zanim wydamy choćby złotówkę, sprawdzamy, czy jest to konieczne, zawsze szukamy najtańszych ofert. W naszym biurze nie ma umów, które mogłyby budzić wątpliwości.
– Większość tych kwot to płatności, które wynikają z przetargów – dodaje Agnieszka Kłąb. – Jeśli ktoś uważa, że można pewne rzeczy zrobić taniej, może wystartować właśnie w takim postępowaniu. Mamy nadzieję, że teraz będzie więcej oferentów. Jeśli ktoś ma wątpliwości do jakiejkolwiek kwoty, która się tam znajduje, może zadać pytania w trybie dostępu do informacji publicznej. Urzędnicy są zobowiązani, by na nie odpowiedzieć.
Warszawa jest pierwszym dużym miastem, które zdecydowało się na ujawnienie wszystkich umów. – Z ustawy o dostępie do informacji publicznej taki obowiązek nie wynika – mówi rzeczniczka Gdyni Joanna Grajter. – My takich informacji udzielamy na żądanie. Gdy ktoś wyśle nam pytanie, odpowiadamy na nie i nie ukrywamy żadnych wydatków.
Podobnie jest np. w Krakowie. – Publikujemy to, do czego jesteśmy zobowiązani – mówi rzeczniczka urzędu miasta Monika Chylaszek. – Według nas takie rozwiązanie dobrze sprawdza się w małych gminach, gdzie takich umów jest niewiele. Gdy są ich tysiące, jest to poważne obciążenie.
Podobny problem widzą urzędnicy z Warszawy. – Roboty jest mnóstwo, księgowa musi zostawać po godzinach – mówi jeden z dyrektorów biur w ratuszu.