Odcinek 2: Piszcie do nas na Berdyczów!
Odcinek 3: Testujemy jakość asfaltu
Odcinek 4: Dzień, jakich nie lubimy
Bimbrownicza Rosja
Odcinek 6: Tam, gdzie zaczyna się Azja
16 lipca 2013, Czelabińsk
stan licznika: 3090 km
O ile przed Uralem sosna górowała nad brzozą, a pola słoneczników ciągnęły się po horyzont, o tyle po przekroczeniu gór jest już tylko brzoza, brzoza i brzoza. Lato nie jest w tym roku łaskawe. Często pada, jest chłodno. Komary urosły na naszej krzywdzie do rozmiarów much, a muchy są wielkości trzmieli. Szlag by to trafił, nici ze spania pod chmurką i gwiazdami ;-)
Nasz samochodziarzy zwykły dzień jest niecierpiącą zmian powtarzalnością. Rutyna wyrzuca nas z „pościeli", gdy tylko się rozjaśni. Szybkie śniadanie na trawie i w drogę. Jazda w kolumnie kilku aut nas spowalnia. W dodatku poruszamy się główna arterią komunikacji kontynentalnej (Moskwa – Władywostok) więc toczymy się w długim ciągu tirów. I w ich tempie. Wyprzedzanie jest trudne i ryzykowne. Policji drogowej jest nie mniej niż komarów. Więc gdy osiągamy średnią 60 km/h jesteśmy zadowoleni. Obiadów nie gotujemy, nie ma takiej potrzeby. Wzdłuż drogi ciągną się knajpy i knajpki z nieśmiertelnymi szaszłykami, pielemieniami, czyburykami. Smacznymi!
Najwięcej postojów mamy oczywiście na stacjach benzynowych. Jeszcze 5 lat temu można było obawiać się, że do następnej będzie zbyt daleko, a paliwo chrzczone. Dziś konkurencja firm rozbudowała sieć do gigantycznych i kuriozalnych rozmiarów. Gazprom konkuruje z Łukoilem, z nimi rywalizują firmy z Baszkirii i Tatarstanu. Na tym samym kilometrze! Tam gdzie jeszcze niedawno tankowaliśmy z zaparkowanej na poboczu brudnej cysterny, teraz są eleganckie stacje z Subwayem i innymi atrakcjami. Sauna i restauracja nie jest już żadnym zbytkiem. Przy drodze można też kupić wszystko co potrzebne i niepotrzebne, na przykład aparaturę do pędzenia bimbru.
Na zwiedzanie czasu nie mamy, zwykle musi wystarczyć krótki spacer i zakupy. A piszący te słowa nie ma nawet na to czasu, bo loguje się do sieci by napisać i wysłać kolejny odcinek bloga. Nocujemy na leśnych polankach, które przy świetle dziennym okazują się wysypiskami śmieci lub na parkingach ciężarówkowych. Chcieliśmy, to mamy...
Do Czelabińska dotarliśmy o północy więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy posprzątali po niedawnych „opadach" meteorytów. Nie ma ten Czelabińsk szczęścia. Nie dość że wychowała się tu Nelli Rokita, to co jakiś czas mści się na ludziach i przyrodzie tutejszy przemysł. Jak w 1957 roku (tym samym co urodziny Nelli), gdy w powietrze wyleciało 80 ton materiałów radioaktywnych, a następstwa były ponoć groźniejsze niż po katastrofie w Czarnobylu. Zmykamy więc w podskokach. Bez postoju, bez pikniku. Do Astany mamy ponad 1000 kilometrów, pojedziemy całą noc.
O ile przed Uralem sosna górowała nad brzozą, a pola słoneczników ciągnęły się po horyzont, o tyle po przekroczeniu gór jest już tylko brzoza, brzoza i brzoza. Lato nie jest w tym roku łaskawe. Często pada, jest chłodno. Komary urosły na naszej krzywdzie do rozmiarów much, a muchy są wielkości trzmieli. Szlag by to trafił, nici ze spania pod chmurką i gwiazdami.
Nasz samochodziarzy zwykły dzień jest niecierpiącą zmian powtarzalnością. Rutyna wyrzuca nas z „pościeli", gdy tylko się rozjaśni. Szybkie śniadanie na trawie i w drogę. Jazda w kolumnie kilku aut nas spowalnia. W dodatku poruszamy się główna arterią komunikacji kontynentalnej (Moskwa – Władywostok) więc toczymy się w długim ciągu tirów. I w ich tempie. Wyprzedzanie jest trudne i ryzykowne. Policji drogowej jest nie mniej niż komarów. Więc gdy osiągamy średnią 60 km/h jesteśmy zadowoleni. Obiadów nie gotujemy, nie ma takiej potrzeby. Wzdłuż drogi ciągną się knajpy i knajpki z nieśmiertelnymi szaszłykami, pielemieniami, czyburykami. Smacznymi!
Najwięcej postojów mamy oczywiście na stacjach benzynowych. Jeszcze 5 lat temu można było obawiać się, że do następnej będzie zbyt daleko, a paliwo chrzczone. Dziś konkurencja firm rozbudowała sieć do gigantycznych i kuriozalnych rozmiarów. Gazprom konkuruje z Łukoilem, z nimi rywalizują firmy z Baszkirii i Tatarstanu. Na tym samym kilometrze! Tam gdzie jeszcze niedawno tankowaliśmy z zaparkowanej na poboczu brudnej cysterny, teraz są eleganckie stacje z Subwayem i innymi atrakcjami. Sauna i restauracja nie jest już żadnym zbytkiem. Przy drodze można też kupić wszystko co potrzebne i niepotrzebne, na przykład aparaturę do pędzenia bimbru.
Na zwiedzanie czasu nie mamy, zwykle musi wystarczyć krótki spacer i zakupy. A piszący te słowa nie ma nawet na to czasu, bo loguje się do sieci by napisać i wysłać kolejny odcinek bloga. Nocujemy na leśnych polankach, które przy świetle dziennym okazują się wysypiskami śmieci lub na parkingach ciężarówkowych. Chcieliśmy, to mamy...
Do Czelabińska dotarliśmy o północy więc nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy posprzątali po niedawnych „opadach" meteorytów. Nie ma ten Czelabińsk szczęścia. Nie dość że wychowała się tu Nelli Rokita, to co jakiś czas mści się na ludziach i przyrodzie tutejszy przemysł. Jak w 1957 roku (tym samym co urodziny Nelli), gdy w powietrze wyleciało 80 ton materiałów radioaktywnych, a następstwa były ponoć groźniejsze niż po katastrofie w Czarnobylu. Zmykamy więc w podskokach. Bez postoju, bez pikniku. Do Astany mamy ponad 1000 kilometrów, pojedziemy całą noc.
Samochodami z Krakowa do centrum Euro-Azji, do Lhasy w Tybecie. Konwój samochodów terenowych ruszył 12 lipca 2013.
Szczegóły na www.rp.pl/Tybet2013 oraz na stronie www.discover4x4.com.
USA i Rosja zawarły nowy układ rozbrojeniowy. Kością niezgody pozostaje tarcza antyrakietowa
Układ START redukuje niewiele głowic, ale może znacznie zwiększyć zaufanie między Stanami Zjednoczonymi i Rosją
Więzienia za szacha były jak hotel, po rewolucji islamskiej jak piekło – mówi pisarz irański Huszang Asadi.
146 zgłoszeń, gorące obrady jury składającego się z dziesięciorga przedstawicieli i przedstawicielek najbardziej...