Reklama

Zrabowane dzieła rzadko trafiają na aukcje

Rozmowa z Markiem Lengiewiczem, właścicielem domu aukcyjnego

Publikacja: 08.06.2014 12:00

Zrabowane dzieła rzadko trafiają na aukcje

Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Rz: Okazuje się, że można legalnie kupić i wywieźć z Polski zrabowane podczas wojny dzieło sztuki. Jak domy aukcyjne sprawdzają stan prawny trafiającego do nich dzieła?

Marek Lengiewicz:

Opieramy się głównie na oświadczeniu właściciela. Jeśli jednak dzieło wzbudza wątpliwości, to sprawdzamy, czy nie ma go w katalogach utraconych dzieł sztuki. Niestety, katalog nie jest 100-procentowo wiarygodny, bo po wojnie straty spisywane były nieraz na podstawie oświadczeń właścicieli. Zdarzają się więc sytuacje, że rodzina zgłosiła utracenie obrazu, nie wiedząc, że wujek go legalnie sprzedał. Takie sprawy właściciele muszą rozstrzygać w sądzie. Nie zmienia to faktu, że znalezienie dzieła w katalogu daje nam do myślenia, ale jeszcze raz podkreślę – na dobrą sprawę to jeszcze nic nie oznacza.

Jak ten system można by usprawnić?

Wertowanie książek jest problematyczne. Katalog trzeba więc opublikować w internecie, by każdy dom aukcyjny w prosty sposób mógł sprawdzić, czy stan prawny obrazu jest taki, jak oświadcza właściciel.

Reklama
Reklama

Myśli pan, że jest możliwe, by powstał rzetelny rejestr skradzionych dzieł sztuki?

Ktoś musiałby wykonać olbrzymią pracę, a mleko się już rozlało. Rzadko się zdarza, by w Polsce na aukcji pojawiało się dzieło będące stratą wojenną. Jeśli właściciel zdaje sobie sprawę, że posiada dzieło o niejasnym stanie prawnym, to go do nas nie przyniesie. Przypadki, gdy ktoś przynosi takie dzieło bez świadomości jego stanu prawnego, też zdarzają się rzadko.

Są za to sytuacje odwrotne, gdy ktoś w pełni legalnie wszedł w posiadanie dzieła wpisanego do katalogu, ale musi toczyć proces za procesem o potwierdzenie tego ?faktu.

Jak to? Przecież co chwilę słychać, że gdzieś na aukcji pojawia się jakieś skradzione podczas wojny dzieło.

Ale w zdecydowanej większości przypadków dzieje się to na Zachodzie. Tam właśnie następują zmiany pokoleniowe właścicieli i nowi posiadacze często bez świadomości, co to w ogóle jest, za grosze wystawiają takie dzieła na aukcjach.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama