Reklama

Ukraina. Pokój jest coraz kruchszy

Separatyści stawiają ultimatum Kijowowi. Domagają się specjalnego statusu dla Donbasu oraz amnestii.

Aktualizacja: 25.09.2015 00:23 Publikacja: 23.09.2015 20:07

Prorosyjscy separatyści w okolicy miejscowości Torez

Prorosyjscy separatyści w okolicy miejscowości Torez

Foto: PAP/EPA

Fiaskiem zakończyło się kolejne spotkanie grupy kontaktowej w sprawie uregulowania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Przedstawiciele Kijowa nie potrafili się dogadać we wtorek w Mińsku z reprezentantami samozwańczych donieckiej i ługańskiej republik w kwestii wyborów samorządowych.

Władze w Kijowie domagają się, by wybory w Donbasie odbyły się 25 października, tak jak w pozostałych regionach Ukrainy i zgodnie z ukraińskim prawem. Chcą też przywrócić kontrolę na niekontrolowanych odcinkach ukraińsko-rosyjskiej granicy oraz domagają się wycofania wszystkich rosyjskich sił ze wschodniej części kraju. Prorosyjscy separatyści mają jednak swoją wizję tej sytuacji.

Liderzy samozwańczych republik zapowiedzieli wcześniej, że w Doniecku wybory odbędą się 18 października, a w Ługańsku – 1 listopada. Postawiło to pod znakiem zapytania sensowność porozumień mińskich, pod którymi w lutym tego roku podpisali się przywódcy Francji, Niemiec, Ukrainy oraz Rosji.

We wtorek w Mińsku separatyści wystosowali ultimatum – Kijów musi przenieść wybory samorządowe na 21 lutego 2016 roku. Do tego czasu ukraińska Rada Najwyższa miałaby zatwierdzić w konstytucji specjalny status Donbasu, przeprowadzić całkowitą amnestię, zakończyć operację antyterrorystyczną (ATO), wycofać swoich żołnierzy z frontu oraz zakończyć blokadę gospodarczą tego regionu. Propozycje te Kijów odrzucił.

– Jeżeli te warunki zostałyby zaakceptowane, oznaczałoby to koniec Ukrainy. Ci ludzie nie reprezentują mieszkańców Donbasu, a tylko Kreml, który dąży do rozbioru naszego kraju – mówi „Rz" znany kijowski politolog Ołeksandr Palij. – Gdyby Moskwie udało się to zrobić w Doniecku, natychmiast rozpoczęłyby się prowokacje w innych ukraińskich regionach – konkluduje.

Reklama
Reklama

Propozycje separatystów i stanowcza pozycja Kijowa podważyły trwający od kilku tygodni rozejm w Donbasie. W środę na kilku odcinkach linii frontu znów padły strzały. W Kijowie twierdzą, że separatyści przeprowadzają rotację swoich sił i szykują się do ofensywy. Z kolei w Doniecku uważają, że to Kijów chce zerwać mińskie porozumienia i rozpocząć kolejny etap wojny. – Kuratorzy władz w Kijowie traktują porozumienia mińskie jako narzędzie do realizacji swoich diabelskich interesów. Natomiast dla nas porozumienia te są szansą, by uratować przed śmiercią kolejnych ludzi i zachować nasze miasta przed pociskami ukraińskiej artylerii – mówi „Rz" Aleksandr Chriakow, przewodniczący komisji ds. polityki zagranicznej i stosunków międzynarodowych parlamentu samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. – Kijów miał szansę, by rozwiązać tę sytuację drogą zgodną z prawem międzynarodowym, wybrał jednak drogę wojny i konfrontacji.

Jak twierdzi, wybory w Donbasie odbędą się zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, czyli 18 października i 1 listopada.

– Losy Ukrainy ważą się dziś w Syrii. Jeżeli Putin dogada się z Waszyngtonem, sytuacja ta może się zmienić – dodaje Palij.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama