Dwa samobójcze zamachy w pobliżu międzynarodowego lotniska w Kabulu wymierzone były przede wszystkim w tych, którzy chcieli opuścić kraj - uważają komentatorzy.

Zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób.

"The Wall Street Journal" podaje, że ofiar jest co najmniej 60, ale nie są to oficjalne dane.

Podczas mocno opóźnionej konferencji prasowej szef Cenralnego Dowództwa Wojsk USA McKenzie potwierdził śmierć 12 amerykańskich żołnierzy i obrażenia kolejnych 15.

Potwierdził też, że zginęli obywatele Afganistanu, ale wciąż nieznana jest ostateczna liczba ofiar.

McKenzie poinformował, że dwóch zamachowców wysadziło się w powietrze, kolejni otworzyli ogień do tłumu.  Dowództwo uważa, że za zamachami stoi Państwo Islamskie, oraz że ataki będą się powtarzać.

Wcześniej wysłannik USA w Kabulu przekazał personelowi ambasady, że w atakach zginęło 4 żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej, trzech kolejnych zostało rannych.

Reuters z kolei nieoficjalnie podawał, że żołnierzy zginęło dziesięciu, a AP - 11 i sanitariusz marynarki wojennej.

Są to pierwsze ofiary wśród żołnierzy US Army w Afganistanie od lutego 2020 roku, kiedy administracja Trumpa i talibowie podpisali w Katarze  porozumienie o wycofaniu wojsk amerykańskich z Afganistanu.

Wybuchy zraniły ponad 140 osób, podaje BBC. Wiele z nich jest w stanie krytycznym.