Badani przez IBRiS dobrze się orientują, jakie święto będziemy obchodzić 11 listopada – prawie 100 procent pytanych wskazuje prawidłowo, że to rocznica odzyskania niepodległości Polski. Ponad 93 procent wie również, że to okrągła, setna rocznica tego wydarzenia.
Jeszcze zanim prezydenci Wrocławia i Warszawy wydali decyzje o zakazie manifestacji narodowców, IBRiS zapytał o chęć wzięcia udziału „w organizowanym w Warszawie przez środowiska narodowe Marszu Niepodległości". Zdecydowana większość badanych – prawie 80 procent – nie wyraziła takiej woli, nieco ponad 19 procent rozważyłoby taką możliwość.
Wśród zwolenników pójścia na tę demonstrację dominują mieszkańcy wsi, osoby z wykształceniem podstawowym i zasadniczym, osoby o poglądach prawicowych. Wśród nich największa grupa, to wyborcy ruchu Kukiz'15 (50 proc.) i Prawa i Sprawiedliwości (34 procent).
Na chęć uczestnictwa w marszu narodowców wpływ mają także oglądane przez respondentów programy informacyjne. Najchętniej wybraliby się na manifestację widzowie Wiadomości TVP (30 proc.), taką wolę deklaruje 19 procent widzów Wydarzeń Polsatu i 13 procent widzów Faktów TVN.
Analiza Michała Kolanki: Obóz władzy ryzykuje ucieczką do przodu
W przekroju wiekowym wśród chętnych do udziału w marszu są respondenci najmłodsi – 18–28 lat (29 procent) oraz starsi – w grupie 50–59 (25 procent).
– Jeśli spojrzymy na różne grupy wiekowe, widoczny jest dualizm demograficzny – komentuje prof. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego. – To pokazuje, że uczestnictwo w marszu ma zabarwienie subkulturowe, to swoista dogrywka konfliktów lat 90., która przeistoczyła się w wydarzenie polityczne. Zdaniem Chwedoruka, właśnie z tego powodu marsz narodowców nie ma przyszłości. – Z subkultur się wyrasta – mówi politolog. – Dotychczasowa formuła nie rozrasta się, dynamika wydarzenia spada, następuje wyczerpanie formuły.
Tylko na rp.pl: Neofaszyści chcieli przejąć Marsz Niepodległości?
Chwedoruk uważa, że grupa w wieku 50–60 lat zasiliła PiS po podniesieniu wieku emerytalnego, kontestując tę decyzję.
Udział w marszu dopuszczają w większym stopniu osoby z elektoratu prawicowo-konserwatywnego.
Komentarz Marka Kozubala: Zakaz marszu nic nie zmieni
– Proporcja ta pokazuje, że PiS ma problem, bo jego elektorat jest podzielony. A z kolei prezydenci miast dobrze wiedzą, kto na nich głosował, ich elektorat ma jednoznaczną opinię o narodowcach – mówi Chwedoruk.
I przypomina, że PiS od kilku lat próbuje znaleźć sposób, który pomoże uniknąć konfrontacji. – Liderzy PiS jeździli do Krakowa, a teraz jasno widać, że najbardziej zagrożoną marszem organizacją jest partia rządząca.