Reklama

Zamach w Kabulu miał ośmieszyć rząd

Rozmowa Piotra Zychowicza z dr. Alexem Marshallem, ekspertem londyńskiego King’s College.

Publikacja: 15.01.2008 16:33

Zamach w Kabulu miał ośmieszyć rząd

Foto: AFP

Norweski minister spraw zagranicznych cudem uniknął śmierci, gdy ekstremiści zaatakowali w poniedziałek luksusowy hotel w Kabulu. Czy nikt już nie może czuć się bezpieczny w Afganistanie?

Alex Marshall:

To prawda, sytuacja w tym kraju jest coraz gorsza. W stolicy coraz częściej dochodzi do zamachów. Ten atak był jednak wyjątkowo spektakularny i obliczony na wywołanie potężnego efektu psychologicznego. Z jednej strony zastraszenie Europejczyków i Amerykanów, z drugiej ośmieszenie afgańskich władz. Zamachu dokonano bowiem pod ich nosem.

Czyli talibowie mogą robić, co chcą, nawet w najlepiej strzeżonym i oficjalnie najbardziej bezpiecznym miejscu kraju?

Wbrew oficjalnym enuncjacjom nie byłbym wcale taki pewien, że atak został dokonany właśnie przez talibów. W Afganistanie, a szczególnie w Kabulu, nakłada się na siebie skomplikowana siatka powiązań. Z jednej strony mamy faktycznie talibów, al Kaidę i innych ekstremistów. Z drugiej toczące ze sobą wojnę frakcje polityczne. Z trzeciej wrogo nastawione wobec siebie grupy etniczne. A w końcu z czwartej handlarzy narkotyków. Kto i dlaczego dokonał zamachu w hotelu Serena – trudno powiedzieć.

Reklama
Reklama

Co jednak poszło nie tak? Dlaczego zamachowcy – jeden z nich wysadził się w powietrze, trzej strzelali do gości – byli w stanie dostać się do środka hotelu?

Trudno powiedzieć. Być może zawiodła współpraca pomiędzy norweską ochroną a służbami lokalnymi. To stanowi bowiem podstawę. Na pewno po tym wydarzeniu każdy kolejny VIP, który przyjedzie do Afganistanu, może liczyć na znacznie lepszą ochronę.

Co można zrobić, żeby uchronić się przed takim atakiem?

Bardzo trudno jest zatrzymać zamachowca-samobójcę. Na ogół jest on nieprzewidywalny. Nie działa według planu, kieruje się emocjami. Trudno go również rozpoznać. Zamachowcem może być każdy. W Afganistanie często do podobnych misji wykorzystywane są dzieci. Istnieją jednak specjalne urządzenia zagłuszające, które mogą zapobiec odpaleniu bomby. Przed budynkami powinno się zaś umieszczać betonowe zapory. Należy również mieć możliwość szybkiego zablokowania drzwi. Wszystko to może pomóc, ale pewności nie będzie nigdy.

Od obalenia reżimu talibów minęło już ponad sześć lat, a w Afganistanie nadal możliwy jest taki atak. Czy to oznacza, że misja poniosła fiasko?

Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo. Jak już powiedziałem, Afganistan to bardzo podzielony kraj, w którym ścierają się rozmaite, potężne grupy interesu. Poza tym mam wrażenie, że wśród członków międzynarodowej koalicji nie ma wystarczającej jedności. Amerykanie realizują swój plan, Brytyjczycy swój, a NATO ma jeszcze inną koncepcję. Potrzeba nam lepszej koordynacji.

Reklama
Reklama

Może raczej potrzeba więcej żołnierzy?

Ten argument pojawia się niemal od początku misji. Wojska przybywa, a sytuacja nadal nie jest zadowalająca. Zgoda, potrzeba więcej żołnierzy, ale nie z zagranicy. Afganistan potrzebuje własnej silnej armii i własnej sprawnie działającej policji. Wysiłki społeczności międzynarodowej powinny iść w tym kierunku. Nie będziemy tam wiecznie. Musimy pomóc Afgańczykom w tym, żeby mogli przejąć odpowiedzialność za swój kraj.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama