O tym, że Graczyk nie żyje, napisali w książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk. W publikacji czytamy: „oficer, który miał rzekomo zwerbować lustrowanego do współpracy, nie żyje (kpt. Graczyk)”.
– Dowiedzieliśmy się o tym z uzasadnienia sądu lustracyjnego z 2000 r. i przyjęliśmy za dobrą monetę – mówi „Rz” Cenckiewicz. Próbował szukać Graczyka. Teraz nie kryje zdziwienia. – To zaskakujące, szczególnie w obliczu tego, co wynika z uzasadnienia sądu – mówi. 75-letni dziś Graczyk pochodzi z Olsztyna. Według ustaleń Cenckiewicza i Gontarczyka w 1970 r. zwerbował młodego Wałęsę do współpracy. W 1971 r. miał mu wręczyć 1500 zł. Miało to zostać potwierdzone podpisem TW ps. Bolek.
Czy teraz wyjdą na jaw nowe fakty o Wałęsie? – Nie wiążę z tym dużych nadziei, bo tak jak większość byłych oficerów zapewne nic nie będzie chciał powiedzieć lub zaprzeczy faktowi współpracy. Bez względu na to, co powie, fakty pozostaną niezmienne – mówi Cenckiewicz.
Jego zdaniem odnalezienie Graczyka to raczej dowód, że do uzasadnień i wyroków sądu lustracyjnego należy podchodzić bardzo krytycznie.
Do kapitana SB dotarli prokuratorzy z białostockiego IPN, którzy badają, czy SB chciała skompromitować Wałęsę, by nie dostał Nagrody Nobla. Według naszych ustaleń Graczyk miał zeznać, że „z dzisiejszej perspektywy nie uznałby Wałęsy za agenta, a jedyne pieniądze, jakie mu dał, były na bilet tramwajowy”.