Reklama

Traumę przeżywają wszyscy

Rozmowa z bł. bryg. Anną Rokita-Pawłowską z interwencyjnego zespołu psychologicznego straży pożarnej

Publikacja: 07.04.2009 22:37

[b]RZ: Jakie jest główne zadanie psychologa w przypadku takich katastrof jak trzęsienie ziemi?[/b]

[b]Anna Rokita-Pawłowska:[/b] Dawanie wsparcia i informacji, zabezpieczenie podstawowych potrzeb fizjologicznych, czyli zaopiekowanie się ofiarami. One mają zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Ich świat się zawalił. Katastrofa zabrała im wiarę w sprawiedliwy świat, osłabiła poczucie wartości i zaufanie we własne siły. Podobnie jest w przypadku powodzi, gdy woda zabiera wszystko. Rzeczy osobiste, pamiątki, zwierzęta, sklep, w którym ktoś przez 40 lat robił zakupy. Każda katastrofa bardzo rozluźnia relacje społeczne. Zmuszeni jesteśmy interesować się swoimi problemami i rodzinami. Nie mamy czasu zajmować się niepełnosprawnymi, osobami starszymi, samotnymi. Unikamy kontaktów towarzyskich, żeby nie usłyszeć kolejnej dramatycznej opowieści. Po trzęsieniu ziemi w San Francisco ludzie nosili koszulki z napisem: „Dziękuję za to, że nie dzielisz się ze mną swoimi przeżyciami z trzęsienia ziemi”.

[b]Mieli dosyć i chcieli zapomnieć?[/b]

Tak, gdyż na dużym terenie katastrofa obejmuje praktycznie wszystkich mieszkańców. Średnio na jedną osobę, która ucierpiała fizycznie, przypada około 200, które ucierpiały psychicznie.

[b]Czy takie osoby łatwo wyodrębnić w tłumie ofiar?[/b]

Reklama
Reklama

Łatwo je przegapić. Trzeba pamiętać, że osoby, które nic nie mówią, często cierpią najbardziej. Z emocjami ludzkimi jest jak ze zbyt napompowanym kołem – jeśli jest za duże ciśnienie, trzeba je zmniejszyć.

[b]A czy nie jest tak, że pierwszym odruchem jest chęć opowiedzenia innym o tym, co się czuje?[/b]

Reakcje są bardzo różne: chęć ucieczki z miejsca tragedii, zagadywanie ratowników, płacz, krzyk, milczenie. Gdy zaczyna się pierwsza faza po katastrofie, tzw. faza miodowego miesiąca, kiedy tragedią interesują się media, a wszyscy obiecują dary, ludzie mają nadzieję na odbudowanie swoich zasobów materialnych. Potem jednak przychodzi szara rzeczywistość. Pieniędzy i darów nie ma, wyjechała telewizja. Człowiek zostaje sam. Ale są i takie osoby, które zaczynają mówić o tragedii dopiero po pewnym czasie. Ostrą reakcję może wywołać podobne wydarzenie. Np. ludzie po powodzi bardzo często mówili o „kontrolowaniu” padającego deszczu. Jeszcze kilka miesięcy później wychodzili i obserwowali rzekę. Każde bębnienie deszczu o szybę powodowało niepokój.

[b]Czy takie osoby wracają potem do normalnego życia?[/b]

Czasami związane jest to z utratą pracy, koniecznością rehabilitacji, regresją rozwojową u dzieci. Osoby, z którymi niedawno rozmawiałam, a były ofiarami zawalenia się Hali Targów Katowickich w Chorzowie, mówiły, że boją się wchodzić do supermarketów.

[b]Jak im pomóc?[/b]

Reklama
Reklama

Najlepiej zostawić w tym miejscu, gdzie są. Nie przeprowadzać, ale pomóc w odbudowaniu tego, co mieli, w zorganizowaniu miejsc pracy. Dać im wędkę, a nie rybę

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama