Masecki coraz częściej nazywany jest najlepszym współczesnym polskim pianistą – to określenie budzi respekt, zwłaszcza gdy mowa o artyście 27-letnim. Tymczasem na spotkanie przychodzi zwyczajny chłopak w krótkich spodenkach i kraciastej koszuli. Ma ze sobą iPoda, ale tam zamiast nowych przebojów na liście króluje muzyka barokowa.
Z tłumu wyróżnia go nie zachowanie, a to, co niewidoczne na pierwszy rzut oka – olbrzymi talent. Umawiamy się w Klubokawiarni Chłodna 25, o której mówi „mój dom”. Tu może przyjść z każdym pomysłem i wie, że zawsze może liczyć na wsparcie właścicieli i olbrzymie zainteresowanie publiczności.
[srodtytul]Pierwsze dźwięki[/srodtytul]
Do medialnego szumu, jaki wywołały wydane przez niego w ostatnim czasie albumy – solowy „BOB” oraz debiutancki krążek projektu Paristetris – podchodzi z odpowiednią dozą dystansu i poczucia humoru. O swojej wartości nie musi się przekonywać, czytając recenzje.
– Wiem, że mam talent i fach w ręku – przyznaje. Wierzy, że odpowiednio długa praca mogłaby mu przynieść sukces za granicą.
Tym bardziej że pracuje na niego niemal od urodzenia. Rodzice – jak sam to określa – programowali go, od kiedy skończył dwa lata.
– Świadomie puszczano mi utwory odpowiednio zróżnicowane stylistycznie. Wykonywałem też proste ćwiczenia bez instrumentu – wspomina Masecki. I dodaje, że ćwiczenia te dały efekty już w chwili, gdy po raz pierwszy – jako siedmiolatek – zasiadł przy pianinie. Wiedzę muzyczną przekazał mu ojciec – klarnecista i pedagog.
O ile to rodzice wprowadzili go w świat muzyki, o tyle świadome podejście do tworzenia ukształtowały dopiero studia w Bostonie. Zrozumienie, że to nie od nauczyciela, a od ucznia zależy, jaką drogą chce iść, zajęło mu prawie cały czas przeznaczony na naukę w USA. Może dlatego, gdy wrócił do Polski, nie potrafił znaleźć wspólnego języka z artystami, z którymi działał tu wcześniej.
– Moje pomysły nie trafiały na podatny grunt. Musiałem więc szukać gdzie indziej – wspomina pianista.
[srodtytul]Nowa droga[/srodtytul]
Odnalazł się wśród artystów sceny alternatywnej – m.in. formacji Pink Freud i muzyków związanych z wytwórnią Lado ABC. Teraz jej nakładem ukazują się jego kolejne krążki. Solowy „BOB” wywołał niemałą konsternację. Jest bowiem próbą zmierzenia się z linearnością czasową utworów. Muzyk stara się uchwycić klimat domowych ćwiczeń: pierwsza próba. Przerwa. Zmiana tempa. Cisza, szuranie w tle. Kolejne dźwięki zagrane zamiast poprzednich.
– To taka atmosfera składania puzzli – tak Marcin próbuje odnieść sytuację muzyczną do graficznej. Utwory zawarte na tym albumie mają charakter bardzo intymny, powstały jednak już ponad rok temu. Teraz Masecki poszedł dalej i choćby dlatego warto przychodzić na jego występy.
[srodtytul]Wiele twarzy muzyki[/srodtytul]
Po wakacjach muzyk wraca na trasę z Paristetris, projektem współtworzonym m.in. z żoną, pochodzącą z Argentyny Candelarią Saenz Valiente.
– Nie zmierzam się tu z większymi problemami. Jest spokój, wszyscy są uśmiechnięci. Tylko Candi miała tremę, bo od dawna nie śpiewała przed ludźmi – wyjaśnia. Ciepłe przyjęcie słuchaczy pozwala Candi odnaleźć się lepiej w Polsce. Dotąd bowiem, jak mówi Marcin, trudno im było żyć między dwoma krajami. Jemu teraz pozostaje odszukanie w Buenos Aires, w którym gości regularnie, miejsc tak przyjaznych jak warszawska Chłodna 25.
We wtorek odbędzie się koncert promujący solową płytę „BOB”. O godzinie 20 pianista zagra w Powiększeniu przy ul. Nowy Świat 27. Bilety na każdą z imprez kosztują 15 zł.