Właściwie pierwszego filmu w pełni zasługującego na miano horroru według dzisiejszych kryteriów. Warto też pamiętać, że „Gabinet doktora Caligari” to jedno z najważniejszych dzieł ekspresjonizmu filmowego zamierzone jako metaforyczny obraz niemieckiego imperializmu z okresu I wojny światowej.
Szacunek szacunkiem, ale filmowi można wytknąć niedoskonałości techniczne. Tyle że trudno przykładać współczesną miarę do czegoś, co powstało 90 lat temu.
Autorami utrzymanego w klimacie fantastycznego koszmaru scenariusza byli młodzi początkujący pisarze Carl Mayer i Hans Janowitz.
Tytułowy bohater (Krauss) demonstruje w cyrkowej budzie somnambulika Cezara (Veidt), który jest nie tylko atrakcją dla spragnionej taniej rozrywki publiczności, ale także jako niczego nieświadome medium narzędziem zbrodni w rękach swego pana. Zdemaskowany Caligari ucieka do szpitala dla umysłowo chorych. Ścigający idą jego śladem i odkrywają, że jest on jego dyrektorem, eksperymentującym na swych pacjentach. Ale to nie koniec niespodzianek.
Do historii kina film Wiene’a trafił nie z powodu treści, ale niezwykle jak na owe czasy sugestywnego klimatu stworzonego przez kształt plastyczny. Trzej artyści z ekspresjonistycznej grupy Der Sturm – Herman Warm, Walter Röhrig i Walter Reinmann – zbudowali całkowicie sztuczny świat pochyłych ścian, krzywych kominów, skręconych korytarzy i drzwi otwierających się na ciemność.
Zdeformowane i odrealnione, klaustrofobiczne kształty bardziej dobitnie niż aktorzy (których nadekspresyjność trudno dziś znieść) oddają niepokojące przesłanie filmu. Nie przypadkiem jeden z niemieckich teoretyków kina Siegfried Kracauer zatytułował (w 1947 r.) swą pracę „Od Caligariego do Hitlera”. Ideologiczne zapędy interpretatorów dziś wydają się mocno na wyrost. Ale tajemnicza magia ciągle porywa.
[i] Niemcy 1920, reż. Robert Wiene, wyk. Wener Krauss, Conrad Veidt, Lil Dagover, Friedrich Fechér, Heinz von Twardowski, Rudolf Lettinger [/i]