Załoga wieży kontroli lotów na lotnisku pod Smoleńskiem, gdzie tydzień temu doszło do katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego, rankiem 10 kwietnia odbyła kilka rozmów ze swoimi przełożonymi w Moskwie. Ustalili to prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy, w której zginęło 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński.
[srodtytul]Bo będzie skandal?[/srodtytul]
– W jednej z rozmów kontrolerzy ostrzegali, że warunki są fatalne i że zastanawiają się nad zamknięciem lotniska i wprowadzeniem zakazu lądowania – mówi informator „Rz”. – Mieli jednak wątpliwość, czy ta decyzja nie zostanie przez polską stronę zinterpretowana jako celowa przeszkoda.
Nasze źródła twierdzą, że wątpliwości dotyczące tego, czy zamknąć lotnisko, mieli też przełożeni kontrolerów. – W rozmowie zaznaczyli, że zostanie to odebrane jako skandal polityczny – opisuje nasz rozmówca.
Kontrolerzy dopytywali się, co mają robić. Mieli usłyszeć: lotnisko ma być otwarte, ale należy dać wyraźną sugestię polskiej załodze samolotu, że panujące warunki są ekstremalnie trudne. – Kontrolerzy mieli nadzieję, że gdy załoga zorientuje się, jak gęsta jest mgła, sama zrezygnuje z lądowania – mówi nasz rozmówca.