Ministrowie spraw zagranicznych państw NATO zjechali dziś do Tallina na nieformalne spotkanie poświęcone m.in. sytuacji finansowej NATO.

– Koszty operacji afgańskiej są ogromne. Nie starcza pieniędzy na inne cele – mówi „Rz” polski dyplomata w NATO. Część krajów, w tym Polska, proponuje zwiększenie składki na 2011 rok. Ale to wydaje się mało prawdopodobne. – Jest bardzo silny opór – mówi nasz rozmówca. Protestują mniej zamożne kraje oraz te, które zostały wyjątkowo doświadczone kryzysem gospodarczym, jak Łotwa, Słowacja, Bułgaria, Węgry i Grecja. Ale w tej grupie jest też kilka krajów bogatych, jak Francja, Holandia czy Luksemburg. Protestują, bo z uwagi na względnie większą zamożność większa jest też ich składka. Nakłady Polski na wspólne wojskowe wydatki są stosunkowo skromne, co ułatwia nam poparcie dla zwiększenia składki. Według ustaleń sprzed wielu lat polski udział w finansowaniu NATO wynosi 2,3 proc. W 2009 roku było to 49 mln euro, w tym roku – 61 mln euro. Cały budżet NATO wynosi w tym roku 2,6 mld euro.

Według naszych informacji w stolicy Estonii ma się odbyć nieformalna dyskusja o oszczędnościach. Niektóre z nich następują w sposób naturalny, bo z powodu braku pieniędzy część państw nie decyduje się na realizację inwestycji NATO, w których zawsze jest wkład własny (od 20 do 40 proc.). Część inwestycji jest rozkładana na dłuższy czas. Ale to prawdopodobnie nie wystarczy i sojusznicy staną przed decyzjami politycznymi i koniecznością „odchudzenia” struktur dowodzenia.

Propozycje do czerwca ma przygotować sekretarz generalny Anders Fogh Rasmussen. – Struktury dowodzenia pochodzą z dawnych czasów, przydałaby się reforma. Ale gdy przychodzi do konkretnych decyzji, to natychmiast zainteresowane państwa protestują – tłumaczy nasz rozmówca. Na celowniku znalazło się Dowództwo Południowego Atlantyku z siedzibą w Lizbonie.

Pojawiły się też głosy podające w wątpliwość sens utrzymywania innych instytucji w południowej Europie. Powstały one w czasach, gdy NATO miało więcej pieniędzy i inwestycje w krajach biedniejszego południa traktowano jako transfer pomocy od bogatszych członków sojuszu.