Przede wszystkim jednak nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy, że umowa „flota za gaz” narusza ukraińską konstytucję czy też ogranicza suwerenność Ukrainy, że Rosja w ten sposób demonstruje, iż sprawy gospodarcze jest gotowa załatwiać pod warunkiem, że Ukraina podporządkuje się jej politycznie. To nieprawda. Nowe porozumienie opiera się na racjonalnych przesłankach. Jaki jest największy problem Rosji z Kijowem? To brak gwarancji. Juszczenko chciał, żeby polityka i gospodarka były od siebie oddzielone, czyli żeby politycznie można było z Rosją wojować, domagając się jednocześnie ustępstw.
Nowe porozumienie ma właśnie takie gwarancje zapewnić. Jeśli w przyszłości ktoś na Ukrainie zmieni zdanie w sprawie Floty Czarnomorskiej, to ukraińska gospodarka będzie musiała ponieść tego konsekwencje. Podkreślam jednak, że ze strony Rosji nie ma w tym niczego więcej, niż tylko zdrowy rozsądek i swego rodzaju wyrachowanie, próba zabezpieczenia się na przyszłość.
—not. prus [/ramka]
[ramka][b]Andriej Okara, rosyjski politolog[/b]
Czy to zagraża niezależności Ukrainy? Myślę, że Ukraina sama musi sobie odpowiedzieć na to pytanie. Umowę „flota za gaz” bardzo trudno ocenić, bo to dwie różne sprawy. Z punktu widzenia Ukrainy w dziedzinie energetycznej jest korzystna, ale czy opłaca się to robić takim kosztem? Z kolei Rosja za wielkie pieniądze, poważnie obciążając swój budżet, ma szanse zaspokoić swoje ambicje, w dużej mierze postrzegane przez pryzmat symboli. Ukraina jest dla Rosji partnerem, wobec którego może się prezentować w roli mocarstwa. Demonstrując przy tym łatwość załatwiania spraw gospodarczych z Ukrainą, ale dopiero, kiedy osiągnie wygodny dla siebie konsensus polityczny. Janukowycz został sprawdzony i spełnił pokładane w nim nadzieje. Dlatego teraz z Kijowem zostaną podpisane kolejne umowy – w dziedzinie energii jądrowej czy lotnictwa. Poza tym obecność Floty Czarnomorskiej na Krymie ma czysto praktyczny – wojskowy wymiar. To obecność na Morzu Śródziemnym i na przykład efektywne prowadzenie konfliktu zbrojnego z Gruzją. Rosja zdaje się przy tym nie zauważać jednej ważnej rzeczy – umowa, niezgodna z konstytucją, nie daje gwarancji na dłuższą perspektywę. Następny lider Ukrainy może ją podważyć i wszystko się posypie. Poza tym jest ona przedłużeniem dotychczasowego porozumienia z 1997 roku, w którym jest zapisane, że rok przed wygaśnięciem, czyli w 2016 roku, każda ze stron może zdecydować, że go nie przedłuży.