Niespełna półtoraminutowy film zarejestrowany telefonem komórkowym tuż po tragedii rządowego tupolewa od początku budził kontrowersje. Widać na nim palące się szczątki maszyny i słychać trzaski przypominające wystrzały z broni.
W Internecie natychmiast pojawiło się wiele wersji tego filmu, na których było słychać ludzkie krzyki i przekleństwa. Sprawą zainteresowały się też służby specjalne.
[wyimek]Wg rozmówców „Rz” dokument sfabrykowano do celów politycznych [/wyimek]
„Rz” poznała treść ściśle tajnej notatki Agencji Wywiadu, z której wynika, że jej funkcjonariusz miał rozmawiać z rzekomym autorem filmu. Rosjanin miał twierdzić, że widział funkcjonariuszy OMON biegających wokół wraku i strzelających. „Jego zdaniem wyglądało to jak dobijanie rannych” – czytamy.
Jak jednak ustaliliśmy, wątpliwości co do autentyczności tego dokumentu nabrała sama Agencja Wywiadu. Jej szef gen. Maciej Hunia o podejrzeniu fałszerstwa powiadomił prokuraturę.