Według znanej dotąd wersji syn biznesmena spod Płocka został porwany z domu nocą 27 października 2001 r., po przyjęciu dla lokalnych policjantów.
Przez kilka lat śledczy nie potrafili wpaść na trop bandytów. Jesienią 2003 r. porywacze odebrali 300 tys. euro okupu i zabili ofiarę.
Z raportu wynika, że "udział funkcjonariuszy w zacieraniu śladów, niszczeniu dowodów, tworzeniu fałszywych wersji śledczych" i nagromadzenie błędów wskazują na fakt, iż niektórzy funkcjonariusze współdziałali z gangiem.
A błędy popełniano od początku. Śledztwo powierzono prokuratorowi z Sierpca. "Bez żadnego doświadczenia w tego typu sprawach" – czytamy w raporcie. Nie dopilnował nawet, by zabezpieczono wszystkie dowody. Niedawno prokuratorzy z Gdańska badający błędy w poprzednich śledztwach znaleźli w domu Olewnika m.in. niezidentyfikowane ślady krwi.
Przełom nastąpił, gdy postępowanie trafiło do wydziału ds. przestępczości zorganizowanej. Ujęto wtedy prawą rękę szefa porywaczy – Sławomira Kościuka, a potem kolejnych.
Raport nie zostawia też suchej nitki na policjantach. Specjalnej grupie szefował Remigiusz M. Posłowie wytykają: funkcjonariusze lekceważyli dowody, np. anonim ze stycznia 2003 r. wskazujący dwóch porywaczy, i sprawdzali fałszywe tropy – m.in. szukali ofiary w Niemczech. Nie ujęli porywaczy nawet wtedy, gdy ci w lipcu 2003 r. odbierali okup.